Gdy ocean się cofa odsłania inne bogactwo wyspy – hodowle alg. Poletek gdzie się je uprawia jest w oceanie mnóstwo, są one umieszczone dosyć daleko od brzegu ale podczas odpływu dostęp do nich jest po płytkiej wodzie. Gdy ocean na to pozwala następuje pora sadzenia nowych sadzonek, zbierania tych które już są gotowe do zbioru. Pracuje przy tym wiele kobiet. Jest to chyba podstawowe zajęcie większości kobiet z tej wyspie. Pięknie kolorowo ubrane i strasznie ciężko pracujące w tym upale.

Gotowe algi kobiety ładują do swoich chust, czasami worków i z mozołem ciągną w stronę brzegu. Inne natomiast zakładają zebrane algi na siebie i wolnym krokiem niczym w naturalnym „futrze” idą nawet kilkaset metrów do brzegu. Tam rozwieszane są, każdy pęczek osobno na drewnianych rusztowaniach i suszą się na słońcu. Część z nich trafia do Europy a część do Azji. Mimo tego, że hodowla alg prowadzona jest na Zanzibarze dopiero od 1989 roku to „przemysł” ten stał się jedną z podstawowych gałęzi utrzymania wielu rodzin na wyspie.

Dla mnie dużą atrakcją było obserwowanie kobiet które zbierały algi. Czasami miałem ochotę im pomóc ale niestety podejście do turysty (mężczyzny?) nie było zbyt miłe. Starałem się zrobić zdjęcia tych kobiet przy pracy, ale właściwie było to również niemal niemożliwe. Kobiety były dosyć wrogo nastawione. Gdy prosiłem i grzecznie pytałem czy mogę zrobić zdjęcie nigdy się nie zgadzały. Gdy proponowałem że zapłacę za zdjęcie to czasami pozwalały ale raczej niechętnie i też bardzo sporadycznie. Większość zdjęć robiłem więc z daleka albo z ukrycia i nie raz pod moim adresem słyszałem przekleństwa. W sumie się nie dziwię, bo to rzeczywiście praca bardzo ciężka i pewnie ja też nie byłbym zadowolony gdyby ktoś mi pstrykał zdjęcia.

Na pewno ma tutaj też znaczenie muzułmańska kultura obowiązująca na Zanzi. Wiadomo przecież, że w świecie islamu inaczej są traktowani obcy mężczyźni przez kobiety muzułmanki. Nie ma się, wiec o co obrażać czy narzekać. Tak tutaj po prostu jest. Nawet fotografowanie samych alg nie było łatwe bo kobiety krzyczały już z daleka gdy tylko zbliżałem się do „poletek”. Jednak nie mogłem odpuścić i czasami robiłem kilka kilometrów po plaży aby znaleźć miejsce gdzie są algi i nikogo przy nich nie ma. Mimo wszystko to dla mnie ciekawostka a algi to przecież tylko roślinki, więc nie naruszam niczyjej prywatności ale chyba własność tak. Nawet przez samo patrzenie i fotografowanie.

Bez tego „zielonego złota”, jak często określa się algi światowy przemysł kosmetyczny nie byłby taki jak dzisiaj. Glony te mają w sobie niesamowite bogactwo wielu substancji dzięki którym zachowujemy naszą młodość a nawet zdrowie. Wiele tych składników zawartych w tych niepozornych roślinkach stanowi cenny skład do wyrobów nie tylko kosmetyków ale także i leków. Działanie alg polega w skrócie na zatrzymywaniu wilgoci w naszej skórze, nawilżaniu, kojeniu podrażnień. Więc okładanie ciała algami podczas gdy przesadzimy ze słońcem na pewno przyniesie nam kojącą ulgę.

Jednak chyba najbardziej cenionymi właściwościami alg jest to, że stymulują wzrost naszych komórek i dzięki temu przyśpieszają regenerację skóry. Ile kosztuje małe pudełeczko kremu, którego reklama przekonuje nas, że smarowanie tym specyfikiem np. twarzy odejmie nam lat, większość z Was wie doskonale. Nie są to małe pieniądze. Tym bardziej przykro się robi, gdy widzi się tak ciężko pracujące kobiety, które sprzedając „zielone złoto” ledwo zarobią na utrzymanie siebie i swojej rodziny. Niestety sprawiedliwy handel tam nie dotarł. Jednak kremy do opalania z algami można zobaczyć przy nie jednym leżaku. Czyżby algi „wróciły” do domu, po drodze dając zarobić ogromne pieniądze pośrednikom, producentom i wszystkim tym, którzy nawet nie widzieli jak one rosną i jak wiele ciężkiej pracy wymaga ich zbiór ?

Jeden komentarz do “Zielone złoto Zanzibaru”

  1. Ja spróbuję zrobić zdjęcia .Takie z ukrycia są najpiękniejsze.

Skomentuj