Tak to już w życiu bywa, że jedna przygoda dobiega końca a druga właśnie się rozpoczyna. Po Etiopii przyszedł czas na odpoczynek na Zanzibarze. Lot z Addis Abeby na tą wyspę trwa około 5 godzin. W naszym przypadku mieliśmy jeszcze lądowanie w Dar Es Salam w Tanzanii, gdzie część pasażerów wysiadła a inni się dosiedli. Po jakiś następnych 20 minutach lotu wylądowaliśmy na wyspie, która miała nam zapewnić odpoczynek w raju!

Zanzibar to dla wielu z nas wyspa niemal mityczna. Ta niewielka wyspa położona na Ocenie Indyjskim, kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeży wschodniej Afryki należy do Tanzanii. Jednak Zanzibar razem z pobliską wyspą Pembą tworzy autonomiczną część Tanzanii (posiada własny rząd, parlament i prezydenta). Tak daleko jak możemy sięgnąć pamięcią wyspa była miejscem spokojnym. Pierwszymi osadnikami na wyspie byli przybyli tutaj ludzie z plemion Bantu. Zaraz za nimi pojawili się Arabowie i Persowie. To pierwszy rozdział w kolonizacji tego miejsca. Uprawiano ziemię, zbierano owoce ale nie tworzono odrębnego państwa. Wszystko zmieniło się w XV wieku gdy na wyspę przybywają Portugalczycy. Przejmują władzę i ogłaszają Zanzibar swoim królestwem. Tak skończyła się era „rajskiej” wyspy ze spokojnym życiem. Przez dwa wieki Portugalia rządziła wyspą. Jednak w roku 1698 pojawili się na wyspie poddani sułtana Omanu i odtąd wyspa staje się częścią tego państwa. Arabowie wyganiają Portugalczyków i przejmują rządy nad wyspą.

Zajęli się niezwykle wówczas dochodowym handlem egzotycznymi przyprawami, kością słoniową i handlem niewolnikami. To właśnie wówczas powstały wielkie plantacje goździków, cynamonu, wanilii, pieprzu i gałki muszkatołowej. Jednak wyspa poza tym idyllicznym charakterem słynna była przede wszystkim z handlu niewolnikami. Zanzibar był wówczas największym portem przeładunkowym we wschodniej Afryce. Słynny podróżnik David Livingston, który bywał wówczas na wyspie był świadkiem wywożenia tysięcy niewolników z Afryki w stronę Arabii. Ponoć tylko co piąty niewolnik był w stanie przeżyć taki transport. Straszne to były czasy.

W 1886 roku wyspę przejmują Anglicy. Jednak poza oficjalną zmianą władzy nic się nie zmieniło. Nadal faktyczne rządy sprawuje sułtan.  Jednak w 1890 na wyspie znosi się niewolnictwo a w latach 60 XX wieku dochodzi do przewrotu i Zanzibar staje się niepodległym państwem. Tyle z grubsza wiedziałem wówczas o tym miejscu, gdy przez okno w samolocie oglądałem nieregularny „szmaragd” oblany błękitnym oceanem. Za chwilę lądowałem w tym „raju pachnącym wanilią” albo jak pisał w 1871 roku, słynny Sir Henry Morton Stanley, korespondent „New York Herald” – w Bagdadzie wschodniej Afryki.

Pierwszą rzeczą jaką poczułem po wyjściu z samolotu to niesamowity upał. Po dwóch tygodniach w Etiopii do wysokich temperatur mój organizm zdążył się już przyzwyczaić. Jednak ten klimat, który jest tutaj jest zupełnie inny niż ten na kontynencie. To za sprawą dużej wilgotności ma się wrażenie, że niemal poruszamy się w gęstym jak kisiel powietrzu. Momentalnie jestem mokry od potu i nie mam czym oddychać. Zanim jeszcze wszedłem do pomieszczenia hali przylotów, stojąca na straży pani z obsługi lotniskowej sprawdza każdemu „żółte książeczki”. Bez tego dokumentu, który świadczy o posiadaniu sczepienia na żółtą febrę nie przekroczymy granicy Tanzanii. Co prawda pani nie sprawdza ani nazwiska na książeczce, ani ważności szczepienia ale każdy pasażer musi machnąć „żółtą książeczką” z napisem World Health Organization.

Po wypełnieniu jak to zwykle na lotniskach bywa jakiś kwitów ustawiam się w kolejce po wizę. Na szczęście można ją dostać na lotnisku więc nie ma potrzeby załatwiania jej wcześniej. Jednak swoje trzeba odstać. Wydawanie wiz trwa bardzo długo. Za kontuarem kreci się kilka osób ale każda z nich odpowiedzialna jest tylko za część procedury wizowej. Jedna osoba odbiera paszporty, następna coś pisze, następna stempluje, jeszcze inna wkleja, następna znowu pisze i wreszcie kolejna kasuje 50$ ale za to kolejna osoba szuka naszego paszportu bo w między czasie coś się poplątało :). Jak to w Afryce bywa, trzeba mieć czas i cierpliwość. Za to na koniec dostajemy piękną wizę z naszym zdjęciem, gdzie zazwyczaj minę mamy straszną bo zniecierpliwioną! Wiec proszę się uśmiechać 🙂

Z lotniska nie ma możliwości wydostania się komunikacją miejską na zachodnią stronę wyspy gdzie zlokalizowanych jest większość hoteli. Trzeba jechać do stolicy wyspy i stamtąd szukać jakiegoś środka transportu. My jednak chcieliśmy jak najszybciej i wygodnie dostać się do naszego miejsca odpoczynku, więc już wcześniej poprosiłem hotel o zorganizowanie nam transferu. Z lotniska do hotelu mieliśmy jakąś godzinę drogi. Czekał na nas wygodny, klimatyzowany (co w tych warunkach było zbawienne) samochód. Podczas godzinnej jazdy przez wyspę pierwsze wrażenia są … no właśnie tutaj mam pewien problem. Zanzibar reklamowany jest jako jakiś magiczny raj, pachnący wanilią, cynamonem, goździkami z pięknymi białymi plażami itp. To wszystko oczywiście jest ale wyraźnie marketing przewyższa rzeczywistość. Rzuca się w oczy niestety bieda zwykłych mieszkańców. Jak to w Afryce.

Ci, którzy byli w Kenii i spędzili pobyt nie tylko w hotelu czy na safari ale poznali też trochę zwykłej Kenii wiedzą o czym piszę. Bałagan na ulicach, lepianki nie mają w sobie nic z tych romantycznych opisów Zanzibaru. Oczywiście rzuca się również w oczy muzułmański charakter wyspy. Oczywiście są wspaniałe piękne, wysokie palmy i piękne widoki ale wyspa raczej jest zaniedbana. Może inaczej. Reklamowy raj okazał się tradycyjną, swojską częścią Afryki. Ja oczywiście lubię takie klimaty, zwykłego życia w tej części świata ale wyraźnie biura podróży budują w nas nie prawdziwy mit raju na ziemi. Po spędzeniu 2 tygodni w najmniej rozwiniętej cywilizacyjnie części Etiopii jaką jest Dolina Omo sądziłem, że Zanzibar powali mnie na kolana, bo przecież różnica jest ogromna. Owszem jest ale nie aż taka aby powaliło to na te kolana. Te opisywane raje to tylko zamknięte enklawy dla turystów. Po tych mieszanych pierwszych wrażeniach jeszcze bardziej byłem ciekawy miejsca gdzie dane było mi przyjechać. Czy znajdę tutaj raj o którym rozpisują się „zawodowi podróżnicy” i „reżyserzy” programów turystycznych? Najbliższy tydzień pokaże. Welcome in Zanzibar!

9 komentarzy do “Welcome in Zanzibar”

  1. Adamie,podpowiedz proszę,czy zdjęcie do wizy jest robione na lotnisku,czy trzeba je mieć ze sobą? Rozumiem,że w Etiopii jest identycznie?

  2. Aniu lądując na Zanzibarze idziesz do okienka po wizę. Zdjęcie zrobią sami i jest ono wydrukowane na wizie. Nie potrzebujesz mieć swojego. Wiza do Etiopii jest bez zdjęcia.

  3. „Jedna osoba odbiera paszporty, następna coś pisze, następna stempluje, jeszcze inna wkleja, następna znowu pisze i wreszcie kolejna kasuje 50$ ale za to kolejna osoba szuka naszego paszportu bo w między czasie coś się poplątało” — Zgłaszam się jako pierwszy!!! Dokładnie miałem to samo. To specjalne show odgrywane przed każdym turystą – każdy widz płaci 50 dolców. Ci z Polski trochę muszą się nalecieć, ale warto 🙂

  4. Adamie, chciałabym Cie podpytać odnośnie biletów na Zanzibar. Czy Twoim zdaniem trzeba szukać biletów jakiejś określonej linii, żeby było taniej (tak jak np. w przypadku Seszeli), czy po prostu szukać tańszych przelotów u wszystkich, zdając się na łut szczęścia? Przygodę z podróżowaniem rozpoczęliśmy trzy lata temu, do tej pory była Kuba, Chorwacja, Słowacja i Hiszpania. Bardzo chcielibyśmy zobaczyć też Seszele i Zanzibar, jednak zawsze uważałam to marzenie za bardzo odległe ze względów finansowych. Dopiero Twój blog zainspirował mnie i pokazał, że z odrobiną wysiłku i poświęcenia można zorganizować podróż marzeń tańszym kosztem i nie zdając się na ceny i warunki narzucane przez biura turystyczne:) pozdrawiam i wielu pasjonujących podróży życzę:)

  5. Aniu, generalnie biletów należy szukać u wszystkich przewoźników (tych największych). Pojawiają się promocje i wówczas cena jest bardzo przyzwoita. Zazwyczaj najtaniej wychodzi dolot do Dar es Salaam w Tanzanii i stamtąd już promem na Zanzibar (blisko). Nie ma tutaj żadnej linii „specjalizującej” się w lotach na Zanzibar. Warto śledzić także loty czarterowe, bo czasami biura mają wolne miejsca w samolotach i sprzedają sam lot. Ja proponuję szukanie również na stronie Etiopia Air. Do stolicy Etiopii można dolecieć w dobrej cenie z Europy a z Addis Abeby dalej w dobrej cenie na Zanzibar. Nie ma co się bać, że to linia etiopska, bo często loty wykonuje Lufthansa (na trasie Europa – Etiopia, tak jak ja leciałem) a sama linia etiopska jest bezpieczna i tak samo komfortowa jak europejskie (jest zrzeszona w Star Alliance – tak samo jak nasz Lot czy Singapur Air).
    Zerknij też na strony tureckiej linii lotniczej (bardzo dobra linia – najlepsza europejska w tym roku) lot z Berlina do Dar es Salaam w tej chwili na luty 2013 to około 2400 zł. To jest dobra cena. Troszkę taniej ma KLM ale 2 przesiadki (Amsterdam i Nairobia). Jeżeli mogę coś podpowiedzieć to zazwyczaj wyższe ceny są gdy wybieramy loty, które zaczynają się lub kończą w weekend, więc taniej lata się w tygodniu 🙂
    Życzę spełnienia marzeń i zapraszam do zaglądania na bloga 🙂
    pozdrawiam serdecznie Adam

  6. Witam:)
    Ponwnie przygotowujac sie do wyjazdu trafiam na Twoja strone i ponownie nie moge sie odkleic od lektury:). Swietny jezyk i przydatne informacje:) . Napewno
    Do ANi: Odnosnie linii lotniczych na Zanzibar polecam Condor niemiecki – lot bezposredni . Korzystam z nich lecac do destynacji takich wlasnie jak Seszele a tym razem na Zanzibar:) zajrzyj na ich strone internetowa.
    Pozdrawiam serdecznie i wracam do czytania:) Joanna

  7. Cześć Joasiu! Jak zwykle dziękuję za miłe slowa. Cieszę sie, że mogę choć trochę pomóc w przygotowaniach do własnej podróży 🙂 Mam nadzieję, że Zanzibar „zaczaruje” Cię tak samo mocno jak mnie, tego życzę!
    pozdrawiam serdecznnie Adam

  8. Teraz wydanie wizy zajmuje mniej niz 2 minuty. Jedna osoba w okienku robi zdjecie, skanuje odciski palcow i wbija pieczatke do paszportu. Koszt wciaz 50 USD.

  9. Kuba, dzięki za podzielenie się najnowszymi wieściami 🙂 Fajnie, że teraz już jest szybko i bez problemu.
    pozdrawiam Adam

Skomentuj