Choć południe Etiopii nie obfituje w miejsca tak słynne i ważne historycznie jak północ tego kraju nie oznacza to jednak, że jadąc na południe nie możemy mieć żadnego kontaktu z historią tego kraju czy tych rejonów Afryki. W naszym programie mieliśmy wizytę na polu steli zwanym „Tutu Fela”. Oczywiście najbardziej znane antyczne obeliski czyli stele znajdują się w Aksum. To miasto na północy kiedyś było samodzielnym państwem i uważane jest za miejsce gdzie narodziła się współczesna Etiopia. Początki państwa i wiek miasta Aksum są nieznane. Widomo jedynie, że Aksum było jednym z najważniejszych i najbardziej rozwiniętych technicznie cywilizacji tamtych czasów i było główną siła w światowym handlu pomiędzy I a VII w. n.e.

Na południu nie znajdziemy tak pięknych pamiątek jak na północy ale nieprawdą jest, że nie ma nic. Naszym celem jest gęsto zabudowane pole liczące około 300 steli. Większość steli to obiekty antropomorficzne, ale jest też kilka fallicznych – łatwo je rozpoznać po znajdujących się na górze cieciach oznaczających obrzezanie. Jak większość tego typu miejsc w całej Etiopii nie zostało ono dokładnie zbadane przez naukowców i archeologów. Ciągle drzemią tutaj tajemnice sprzed wieków i czekają na swoje 5 minut. Przy wstępnych badaniach przy ciałach spoczywających w grobach pod stelami odnaleziono wiele artefaktów – od żelaznych i miedzianych bransolet oraz paciorków po dłuta i fragmenty naczyń.

Zanim jednak dojechaliśmy na miejsce zatrzymaliśmy się na lunch w miejscowości Dila. Jesteśmy już przy krawędzi Rowu Abisyńskiego, który wchodzi w skład Wielkiego Rowu Afrykańskiego, co oznacza niestety, że coraz bliżej już do Addis Abeby i końca naszej przygody w Etiopii ale za to powietrze stało się bardziej rześkie. Dila to dosyć duże miasto, które jest jednocześnie stolicą regionu w którym jesteśmy. Co ciekawe znajduje się tutaj najważniejszy uniwersytet południowej Etiopii. To również ważny ośrodek rolniczy, znany przede wszystkim z doskonałej kawy uprawianej w okolicy. Mamy zresztą w planach również odwiedzić jedną z okolicznych plantacji kawy. Zatrzymaliśmy się w dość sympatycznej restauracji gdzie i wybór jedzenia okazał się całkiem znośny. Zwarzywszy na to, że część z nas ciągle cierpi na problemy żołądkowe zjedzenie czegoś w miarę komfortowych warunkach okazuje się zbawienne. Przytłaczała jednie ilość biednych ludzi.  Pod restauracją stało sporo głodnych i biednych osób. Niestety obraz biedy i głodu w miastach jest dużo bardziej smutny niż na wsi. Okazuje się, że na dalekim południu, tam gdzie nie ma właściwie żadnej cywilizacji jakoś łatwiej ludziom się wyżywić niż w sporym mieście. Ochrona restauracji dość krytycznie patrzy na rozdawanie przez nas jedzenie, które zamówiliśmy ludziom na ulicy. Zdajemy sobie sprawę, że nie możemy zrobić zbyt wiele ale nie mamy sumienia zostawić na talerzach mnóstwo jedzenia gdy wokoło są głodni ludzie. Dajemy co możemy i żegnamy to miejsce ze smutkiem w oczach.

Na południu Etiopii rozsianych jest około 10 tysięcy steli (obelisków), które tworzą nieregularny pas. O ich pochodzeniu oraz twórcach wiadomo niewiele. Lokalna tradycja przypisuje te obiekty XV wiecznemu muzułmańskiemu przywódcy Ahmedowi Graniowi, ale z ustaleń profesora Rogera Jossaume, jedynego archeologa prowadzącego badania na stanowiskach obelisków, wynika, że powstały one kilkaset lat przed narodzinami Grania, w okresie 400 – 500 lat, poczynając od IX wieku. W tym regionie istnieje około 50 pól steli utrzymanych w dwóch głównych stylach.

Starsze, pochodzące prawdopodobnie z IX stulecia, są to stele falliczne, zazwyczaj o walcowatym kształcie, zaokrąglono u góry. Nacięcia pozostawiają niewiele wątpliwości co do ich znaczenia. Prawdopodobnie stawiano je na grobach, w których zmarłych grzebano w pozycji embrionalnych. Późniejsze stele antropomorficzne, datowane na XII stulecie, przypisuje się innemu plemieniu. Są zazwyczaj spłaszczone i pokrywają je symbole nawiązujące do ludzkich cech, choć spotyka się również obeliski o kształcie cylindrycznym będące wyraźną modyfikacją steli fallicznych. Mimo że i one oznaczały miejsca pochówku, tym razem zmarłych grzebano częściej w pozycji leżącej, nie embrionalnej. Nie wiadomo, do jakiego stopnia te tajemnicze średniowieczne stele wpłynęły na kształt zdobionych nagrobków wznoszonych do dzisiaj przez Oromów, którzy przybyli na te tereny stosunkowo niedawno i mogli wyprzeć z tych ziem ludy wznoszące stele. Istnieją pewne podobieństwa między późniejszymi stelami odnajdywanymi w okolicach Dili i antropomorficznymi drewnianymi nagrobkami plemienia Koso, które co ciekawe zachowało ustne przekazy sugerujące, że jego członkowie mogli przybyć na obecnie zajmowane tereny ze wschodniej krawędzi Rowu Abisyńskiego.

Miejsce do którego mieliśmy dojechać znajduje się około 45 minut jazdy od Dili.  Tutaj drogi są już asfaltowe podróżuje się zatem komfortowo. Z głównej drogi skręcamy w boczną nieutwardzaną odnogę i dojeżdżamy do jakiejś wioski. Okazało się, ze właśnie tutaj możemy oglądać kilka steli.  Jakoś nie bardzo pasuje mi to miejsce do tego opisanego w przewodniku, ale przyzwyczaiłem się już do tego, że to co w przewodniku opisane jest jako duże w rzeczywistości może być małe J.  Zostajemy tutaj kilkanaście minut fotografując i oglądając starożytne obeliski. Zachowane są w bardzo dobrej formie. Próbujemy dowiedzieć się od miejscowego wodza jak długo są tutaj ale niestety nikt we wsi nie ma pojęcia o ich wieku. Wydaje się, że dla mieszkańców są one zwykłym elementem ich wioski. Jak się za chwilę okaże również i zarobku. Z łatwością można rozpoznać te stele o fallicznych kształtach co sugeruje ich pochodzenie na IX wiek. Niestety cześć osób z naszej grupy zupełnie niezainteresowana miejscem gdzie się znaleźliśmy a może nie zdająca sobie sprawy czym są owe „kamienne penisy” traktuje je jako zabawne tło do robienia zdjęć. Dziewczyny kładą się na obeliski i cieszą w najlepsze. Dla mnie ten spektakl jest żenujący bo w końcu to są nagrobki. Z niepokojem patrzę jak zareagują miejscowi na takie traktowanie grobów ich przodków ale widocznie są przyzwyczajeni do tego, że białe kobiety głupieją w tym miejscu bo nie reagują.

To wydarzenie trochę popsuło mi humor ale cóż, tak to jest gdy podróżuje się w grupie. Gdy już byliśmy w samochodzie kierowca zapytał mnie co mamy w planach więc powiedziałem mu, że Tutu Fela a potem plantację kawy. Nieco zdenerwowany powiedział, że to nie jest to miejsce i nasz pilot nas oszukał. Ręce mi opadły, bo nastawiłem się na spotkanie z historią a tymczasem dostaję jakieś okruchy. Postanawiam jednak nie robić afery i udać, że wszystko jest ok. Zauważyłem, że większość grupy nie ma ochoty na miejsca historyczne nie jest tym absolutnie zainteresowana i zdecydowanie chcą jak najszybciej dotrzeć do hotelu. W ten właśnie sposób nasz przewodnik zarobił na nas nie płacąc za wstępy do Tutu Fela. Jedyne pocieszenie w tej sytuacji to to, że przynajmniej jakieś pieniądze zarobiła wioskowa społeczność gdzie się zatrzymaliśmy aby obejrzeć tych kilka steli. Zapewne stanowią one dla nich ważne źródło dochodu.

Plantacja kawy okazała się też nie tym co miało być. Nie była to żadna plantacja a jedynie przydomowy ogródek  wypatrzony z drogi gdzie rosło kilka drzewek kawy. Właścicielka domu dostała trochę pieniędzy od przewodnika (pozostałe za wstęp na plantacje powędrowały do jego kieszeni)  a my mogliśmy zobaczyć jak rośnie kawa. Niestety owoców kawy nie było a drzewa jak drzewa miały zielone liście. Także i tym razem nasz kierowca pokiwał tylko ze zlitowaniem głową i skwitował, że on tylko prowadzi samochód a rządzi przewodnik – Golden. Również i tym razem nic nie powiedziałem bo nikomu innemu nie zależało na prawdziwym realizowaniu programu. Być może byliśmy wszyscy już bardzo zmęczeni, być może nasyciliśmy się już tym co jest najważniejsze na południu Etiopii albo po prostu wszyscy czuliśmy, że przygoda się kończy i już nic bardziej ekscytującego niż plemiona zamieszkujące dolinę Omo na nas nie czeka.  Ja miałem jednak ciągle nadzieję, że kolejny dzień tym razem nad jednym z jezior Rowu Abisyńskiego będzie bardziej udany. Dla mnie przygoda ciągle trwała…

 

2 komentarze do “Stele południowej Etiopii”

  1. oj Adam…dalbys sie dziewczyna nacieszyc,w domu taaakich nie maja..:-D

  2. oj Moniko, to już mamy kolejny powód wyjazdu do Etiopii 🙂

Skomentuj