Zwycięski Lew Plemienia Judy, Wybraniec Boży, król królów Etiopii to oficjalne imię ostatniego cesarza Etiopii. Naprawdę nazywał się Teferi Mekonnyn i urodził się 23 lipca 1892 roku. Podczas koronacji przyjął imię Hajle Syllasje I – Potęga Trójcy.

Postać ta ciągle w Etiopii jest żywa i bardzo kontrowersyjna. Dla jednych jest świętym dla innych barbarzyńcą. Kim był ten człowiek? Na pewno monarchą absolutnym. Rządził tym krajem ponad 40 lat. Miał marzenie aby zbudować nowoczesną Etiopię, silną, która miała być przykładem kraju bogatego i cywilizowanego. Miała być przykładem dla świata, że na biednym kontynencie afrykańskim może funkcjonować imperium z prawdziwego zdarzenia. Plan był zacny gorzej było jednak z metodami jakimi ten sen o potędze realizował. Swoją władzę oparł na podstawie pochodzenia wprost z dynastii salomońskiej. Jego przodkami mieli być mityczna królowa Saba i król Dawid. Jako jedyny prawowity potomek prastarej dynastii urządził sobie z Etiopii własny folwark, stał się właścicielem wszystkiego i każdego.

Jego polityka skoncentrowała się na wyprowadzeniu Etiopii w świat. To mu się udało. Jeszcze jako regent w roku 1923 przyłączył Etiopię do Ligi Narodów. Niewątpliwe to dzięki niemu o Etiopii zaczęto mówić w świecie. Wprowadził swój kraj na polityczne salony europejskie. Jednocześnie przeprowadził wiele reform w kraju. Zakazał niewolnictwa, w 1931 roku proklamował pierwszą w historii kraju konstytucję. Dzięki niemu Etiopia stała się monarchią konstytucyjną. Świat okrzyknął go jednym z najbardziej postępowych władców ówczesnego świata.

Jednak w samej Etiopii sprawy wyglądały nieco inaczej. Próbując unowocześnić kraj wprowadził wiele zmian. Wprowadził instytucję katów państwowych, którzy wykonywali wyroki śmierci przy użyciu broni palnej a nie jak było to do tej pory w zwyczaju gdy egzekucje wykonywano poprzez porąbanie nieszczęśnika na kawałki! Zniesiono również niezwykle skuteczną metodę wyciągania zeznań, która polegała na głodzeniu mieszkańców całej wioski, aż jej mieszkańcy sami wskazali winnego. Utrzymał za to w mocy karę chłosty. Trudno uznać takie zmiany za cywilizowane, nowoczesne i mające z Etiopii zrobić nowoczesne państwo.

Cesarz sprawował rządy silną ręką podpierając się spiskami, korupcją i donosicielstwem. Do absurdu rozbudował ceremoniał dworski. Nadawał tytuły jak chciał i komu chciał. W jednej chwili wynosił kogoś na szczyty władzy i bogactwa aby za chwilę pozbawić go życia. Terror i strach dawały mu możliwość panowania nad tłumem. Budował wspaniałe pałace, ogrody w których trzymał dzikie zwierzęta. Do historii przeszły jego lwy, które ponoć często karmione były ludzkim mięsem. To wszystko działo się gdy zwykli ludzie nie mieli co jeść i umierali z głodu i nędzy. Znakomity opis ówczesnej sytuacji dał Ryszard Kapuściński w swojej książce pod tytułem „Cesarz” – gorąco polecam! Oto jeden fragment: „To był mały piesek rasy japońskiej.Nazywał się Lulu. Miał prawo spać w łóżku cesarskim. W czasie różnych ceremonii uciekał cesarzowi z kolan i siusiał dygnitarzom na buty. Panom dygnitarzom nie wolno było drgnąć ani zrobić żadnego gestu, kiedy poczuli, że mają mokro w bucie. Moją funkcją było chodzić miedzy stojącymi dygnitarzami i ocierać im mocz z butów. Do tego służyła ściereczka z atłasu. To było moim zajęciem przez dziesięć lat”.

Oczywiście z biegiem czasu musiało dojść do buntów. Były niestety one krwawo tłumione przez armię cesarską. W końcu w roku 1977 władzę przejął Mengystu Hajle Marjam. Ludzie żyli nadzieją na poprawę swojego losu. Niestety, nowy przywódca kazał strzelać do każdego posądzonego o inne poglądy i uważał, że głód panujący w Etiopii ma wiele plusów! Wykończeni ludzie nie mają siły na bunt. Znów zapanował strach i terror. Trwało to do początku lat 90 gdy krwawy reżim obalono i dzisiejsza Etiopia wolnymi krokami realizuje wizje swojego ostatniego cesarza ale już pokojową, demokratyczną drogą, choć jest ona słaba i wątła.

Tymczasem po puczu i odebraniu władzy w wieku 83 lat Hajle Syllasje został zdetronizowany i zamknięty w areszcie domowym, a rok później, 28 sierpnia 1975 roku kraj obiegła wiadomość, że cesarz zmarł z powodu niewydolności krążenia. Jednak większość historyków jest zdania, że Hajle Syllesje został zamordowany. Natomiast ten, który go obalił i dalej terroryzował naród  etiopski, który w latach 1975 – 1978 doprowadził do śmierci setek tysięcy Etiopczyków,  21 maja 1991 uciekł do Zimbabwe. Już w wolnej Etiopii sąd uznał go za winnego zarzucanych mu zbrodni i skazał zaocznie na dożywocie. 28 maja 2008 roku wraz z 17 współpracownikami otrzymał wyrok śmierci za popełnienie ludobójstwa. Jednak obecnie Mengystu spokojnie mieszka w luksusowej willi w stolicy Zimbabwe, które odmawia jego ekstradycji. Co na to trybunał w Hadze? Dlaczego milczy przez tyle lat? Czy zwykli mieszkańcy Etiopii doczekają kiedyś sprawiedliwości?!

Myśląc o tej trudnej historii i dramatycznym życiu tych ludzi chodzę po terenie hotelu Wabe Shebelle, który kiedyś był rezydencją właśnie cesarza Hajle Syllesje. Budynki wznoszą się na wzgórzu tuż nad gorącymi źródłami. Przyjemny cień dają piękne olbrzymie drzewa a dookoła kwietnie mnóstwo kwiatów. Dzisiaj można nawet wynająć willę w której pomieszkiwał cesarz gdy odpoczywał od ciężkiego życia dworskiego i dowodzenia krajem. Dom wybudowany jest w tradycyjnym stylu, okrągłej chaty. Oczywiście jest odnowiony i wygląda bardzo współcześnie. Można wejść do środka i obejrzeć ten apartament. Akurat nikt w nim nie mieszka wiec korzystam z okazji aby zwiedzić wnętrze. Zastanawia mnie jak szokująca różnica musiała być wówczas gdy mieszkał tutaj cesarz w porównaniu z tym jak żyli jego podwładni. Nawet dzisiaj komfort tutaj jest nieporównywalny z warunkami w jakich my mieszkaliśmy w hotelach. Ponoć niektóre meble są oryginalne, ale do końca nie jestem przekonany czy chciałbym spać dokładnie w tym samym łóżku co cesarz?

Na terenie hotelu jemy lunch w tutejszej restauracji i choć jedzenie jest smaczne to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ktoś kto zaprojektował tą restaurację postradał zmysły. Budynek wygląda jak jakiś niedorobiony pojazd kosmiczny. Architektoniczny koszmarek straszy na przepięknym wzgórzu. Kanciasta jadalnia z jakimiś wieżyczkami, szkło i metal – koszmar! Szybko zjadam obiad i idę się jeszcze poszwędać po hotelowym parku bo rzeczywiście jest tutaj pięknie. Na dodatek jest tutaj mnóstwo ciekawskich małpek, które nie boją się ludzi i chętnie pozują do zdjęć za kawałek jakiegoś smakołyka. Niewątpliwe jest to wspaniałe miejsce aby zatrzymać się tutaj na nocleg zamiast w Addis Abebie. Polecam.

Niestety musimy jechać dalej, bo jest już dosyć późno a przed nami jeszcze prawie 300 kilometrów do stolicy. Po drodze mijamy kolejne sławne miejsce, które dla jednych jest rajem dla innych piekłem. Chciałoby się powiedzieć, że tak skrajne opinie to norma w Etiopii. Mijamy miejscowość Szaszemenie. Nie zatrzymujemy się tutaj, bo nie mamy na to ani ochoty ani czasu. Szaszemenie to jedyne miasto w Etiopii stale otrzymujące od turystów negatywne opinie. Przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w silnym elemencie wrogości wobec obcokrajowców. Żartując mówi się nawet, że to miasto otrzymało ogólnokrajową nagrodę „Fuck you” w nawiązaniu do tradycji witania turystów.

Dlaczego zatem to miejsce jest wpisane niemal w każdy program zwiedzania tej części Etiopii? Dzieje się to za sprawą „Jamajki”. Jest to wspólnota rastafariańska założona właśnie tutaj w Szaszemenie. Ciekawa jest historia tego ruchu a związana jest znowu z postacią cesarza Hajle Syllesje. Cesarz był znany także pod przedkoronacyjnym imieniem jako ras Tafari Makonnen. Od pierwszych dwóch wyrazów swój początek wzięła nazwa rastafari. Cesarz ogłosił, że Etiopia jest rajem obiecanym dla wyznawców tego ruchu, zapoczątkowanego na Jamajce. Haile Selassie przyjął po koronacji biblijny tytuł „Króla Królów, Pana Panów, Zwycięskiego Lwa z Plemienia Judy” i zgodnie z wierzeniami rastafarian jest 225. władcą Etiopii, w ciągłym łańcuchu królów Etiopii, zaczynającym się od samego biblijnego króla Dawida. Dla rastafarian cesarz stał się nowym mesjaszem i wielu z nich wróciło do swojej ojczyzny Afryki i osiedli właśnie w Szaszemenie. Haile Selassie w 1966 r. odwiedził Jamajkę, m.in. aby spotkać się ze starszyzną półoficjalnych komun rastafariańskich. Wizyta ta dała silny impuls do rozwoju tego ruchu na całym świecie, gdyż została zinterpretowana przez wielu rastafarian jako oficjalne uznanie swojej roli mesjasza przez Haile Sellasie, aczkolwiek on sam pozostał do końca życia chrześcijaninem obrządku etiopskiego i nigdy nie uznał oficjalnie tej roli.

Tak mniej więcej w wielkim skrócie wygląda historia ruchu rasta w Etiopii. Zrobiło się o nim jeszcze głośniej gdy na pogrzeb cesarza przyjechała wdowa po Bobie Marley’u, która zapowiedziała, że przeniesie zwłoki męża właśnie do Etiopii. Sam Bob przed swoją śmiercią przystąpił do Ortodoksyjnego (Koptyjskiego) Kościoła Etiopskiego. Etiopski ruch rasta jeszcze bardziej utwierdził się w przekonaniu, że żyje w miejscu wybranym. Niestety nic z zapowiedzi pochowania Boba Marley’a w Etiopii nie wyszło.

Tak rozmyślając o historii Etiopii, o okrutnym cesarzu, o Marley’u i podziwiając po drodze panoramę jezior w Rowie Abisyńskim wjechaliśmy do Addis Abeby. Okazało się, że jest już za późno aby pojechać odświeżyć się w hotelu po całodziennej podróży. Byliśmy umówieni na pożegnalną kolację z szefem biura, które się nami opiekowało podczas tych prawie dwóch tygodni naszego pobytu w Etiopii. Jednak część naszej grupy już dzisiaj w nocy odlatuje do Europy a my dopiero jutro. Postanowiliśmy zatem pożegnać się przed restauracją z towarzyszami naszej podróży. Oni pójdą na kolację my pojedziemy do hotelu i wrócimy do restauracji później. Pewnie się już nie spotkamy … Zabrakło nam czasu na wspólną pożegnalną kolację. Skończył się okres gdy czas nie miał znaczenia znowu zegarki stały się ważne zgodnie z przysłowiem, że „Pan Bóg Europejczykom dał zegarki a Afryce czas”.

 

2 komentarze do “Był sobie cesarz…”

  1. Czlowiek cale zycie sie uczy..:)Rastafarianie w Etiopii ,w zyciu bym nie powiedziala!

  2. Ha, ja też Moniko byłem zaskoczony, że ten ruch i osoba cesarza są tak ważne w Etiopii. Jak widać Etiopia ma wiele niespodzianek 🙂

Skomentuj