Późnym popołudniem docieramy do naszego hotelu. Jak zwykle szczęśliwi ale i zmęczeni. Kilkugodzinna jazda w upale i kurzu zrobiła swoje. Poza tym to już drugi tydzień naszej „włóczęgi” , więc zmęczenie tym bardziej daje o sobie znać. Oczywiście jak zwykle zagadkę stanowi w jakim hotelu zatrzymamy się tym razem na kolejne dwie noce? Czy podobnie jak w poprzednich miejscach nie będzie wody i prądu? Czy i tym razem okaże się, że w restauracji nie będzie zbyt wiele do jedzenia?

Tymczasem ten postój w hotelu był dla nas tym ważniejszy, że większość z nas miała już dosyć poważne kłopoty żołądkowe po lunchu, który zjedliśmy w Konso. Marzyliśmy zatem o jakiś przyzwoitych warunkach pobytowych a zwłaszcza o ciepłej wodzie, bo uwierzcie podróżowanie z dosyć dużym rozwolnieniem a do tego brak wody do umycia się może stanowić problem. Przynajmniej dla nas.

Podjechaliśmy pod „ Yabello Motel”. Budynek sam w sobie nie stanowi niczego ciekawego, ale jak na tutejsze warunki wyglądał przyzwoicie. Poza tym nasze standardy były już bardziej afrykańskie niż europejskie J. Część grupy dostała swoje pokoje w głównym budynku. Szybko zaglądnęliśmy do środka i okazało się, że pokoje są naprawdę bardzo przyzwoite i wygodnie urządzone. Zapowiadało się dobrze. Jednak pojawił się mały problem z pokojem dla mnie i mojego kolegi.

W Etiopii generalnie nie wolno spać w hotelu w jednym łóżku osobom tej samej płci. Oczywiście zawsze jakim wyjściem jest powołanie się na bycie np. rodzeństwem. No ale my rodzeństwem być nie możemy, co łatwo sprawdzić przeglądając nasze paszporty. Okazało się, że w części gdzie chciano nas zakwaterować są tylko pokoje z podwójnymi łóżka. Więc był problem. Dla mnie oczywiście nie stanowiło to żadnego problemu, bo niejednokrotnie spałem z kimś w jednym podwójnym łóżku. Mimo moich zapewnień, że możemy mieć taki pokój okazało się to niemożliwe. No ale gdzieś spać przecież musiałem.

Przez myśl przeleciało mi, że pewnie dostaniemy jakiś obskurny pokoik bez wody, prądu i okna gdzieś na hotelowym zapleczu. Lekko się zdenerwowałem, ale szybko pomyślałem, że to nic nie da. Spokojnie czekałem na rozwój wydarzeń. Po kilkunastu minutach nasz przewodnik poprosił żebyśmy poszli za nim.  Zaprowadził nas na tyły hotelu. Przechodząc jakimiś zakamarkami obok miejsca gdzie prano pościel, wyrzucano resztki z kuchni byłem pewien, że czeka mnie kolejna awantura, że w takim śmietniku nie będę mieszkał. Jednak gdy minęliśmy hotelowe zaplecze moim oczom ukazał się dosyć duży, zadbany trawnik – jakby dziedziniec (nawet z fontanną), a dookoła niego fajny murowany budynek. Okazało się, że dostajemy pokój w nowiuteńkiej części hotelu.

Gdy wszedł do pokoju oniemiałem! Taki luksus w Etiopii?! Przewodnik mrugnął okiem i w żartach poprosił żebym tylko nie mówił reszcie grupy jaki dostaliśmy pokój :). Nowa część hotelu to jak na warunki Etiopskie niemal 5 gwiazdek! Jak pisałem wcześniej, mój standard hotelowy zdążył się nieco obniżyć ale ten pokój zrobił na mnie wrażenie. Gdzie w Etiopii znajdziecie w hotelowym pokoju kapcie (nowe, czyściutkie choć w rozmiarze jak dla jakiegoś giganta) a w łazience szczoteczki do zębów razem z pastą, maszynki do golenie plus krem do golenia, nie wspominając już o grzebieniu, szamponach, balsamach i pachnącym mydle? Na dodatek to wszystko w pięknych jednorazowego użytku opakowaniach! Oj, spałem już w gorszych 4 gwiazdkowych hotelach w Europie.  Strasznie mi było tego potrzeba. Można mówić i pisać, że warunki w jakich się nocuje nie są ważne, że wszystko można wytrzymać, że są rzeczy ważniejsze niż łazienka. Oczywiście, ale mimo wszystko gdy ma się już dostęp do tych luksusów to człowiek od razu sobie przypomina jakie to fajne J. Najważniejsze jednak w tym wszystkim było to, że z kranu leciała wspaniała ciepła woda! Pierwsze co zrobiłem to wziąłem prysznic. Pierwszy prawdziwy prysznic od kilkunastu dni. Pozwoliłem sobie na luksus stania 15 minut pod gorącą wodą i czułem się jakbym na nowo się urodził. Często gdy dzisiaj biorę prysznic w domu myślę, dlaczego nie czuję takiej radości jak wtedy tam w Etiopii. Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że trzeba coś stracić aby to docenić.

Hotelowa restauracja też potrafiła nas rozpieścić. Choć oczywiście wybór dań nieco ograniczony ale bez przesady. Gdy na talerzu obok mojego steku zobaczyłem frytki poczułem się jak w niebie! Ach, te europejskie nawyki. Niestety większość z nas nie mogła cieszyć się dobrą kuchnią bo raczej powinna przejść na dietę lekkostrawną i papkowatą. Moje problemy żołądkowe właśnie w tym „bajecznym” miejscu się odezwały i nieco popsuły mi szyki wypoczynku. Jednak zdecydowanie Yabello Motel to miejsce gdzie warto zatrzymać się na dzień czy dwa odpoczynku i nic nie robienia po trudach podróży po Etiopii. Miejsce wygodne z dobrym jedzeniem i w europejskim standardzie. Jest to zdecydowanie najlepszy hotel w tej okolicy.

Pewną ciekawostką, przynajmniej dla mnie, była również możliwość podglądania przebywających tutaj ornitologów. Całe grupy młodszych i starszych miłośników ptaków z całego świata wieczorami zasiadały w restauracji i rozkładali na stołach atlasy, książki i ogromne tabele gdzie odznaczano na podstawie zrobionych przez siebie zdjęć jakie ptaki udało im się zobaczyć. Fajnie tak obserwować z jak wielką pasją ludzie podchodzą do przyrody. Pokonują tysiące kilometrów, cały dzień w szalonym słońcu przedzierają się przez suche krzaki tylko po to żeby zobaczyć małego ptaszka. Cudne! Rozmową na temat skrzydlatych mieszkańców Etiopii nie było końca.

Pobyt w tym hotelu, choć w trudnym dla nas czasie okazał się zbawienny. Przynajmniej popołudniami mogliśmy trochę odpocząć i spróbować uporać się z problemami żołądkowymi i nieco dojść do siebie. Jednak jak to zwykle bywa w wyjazdach gdzie się chce zobaczyć i poznać jak najwięcej nie dane nam było wylegiwać się bezczynnie całymi dniami. Już następnego dnia rano czekała nas pobudka skoro świt, a może jeszcze przed świtem i w drogę, ale przecież po to właśnie tutaj przyjechałem.

Skomentuj