Dublok to spora wioska ludzi Borena do której jedziemy ale nie ona stanowiła nasz cel. Niedaleko tej wsi znajdują się tzw. „śpiewające studnie”. Choć nazwa jest intrygująca to jednak nie śpiewają studnie a ludzie, którzy czerpią z nich wodę. Nazwa ta nawiązuje do wielowiekowej tradycji Borenów tworzących śpiewający łańcuch ludzi podczas wyciągania wiader wody ze studni i transportowania ich do poideł oddalonych o jakieś 50 metrów od ujęcia wody.

Tego rodzaju wspólne działania odbywają się przede wszystkim podczas pory suchej. Wówczas poganiacze bydła, koni, wielbłądów spędzają tutaj swoje stada z odległości nawet kilku kilometrów. Droga do poideł zajmuje im czasami nawet kilka godzin w jedną stronę. Zazwyczaj pomiędzy godziną 9.00 a 14.00 można spotkać tutaj wielu ludzi i jeszcze więcej zwierząt. Woda służy przede wszystkim do napojenia stad ale również okoliczna ludność przychodzi tutaj z żółtymi baniakami aby nabrać wody a następnie zanieść ją do wioski. Woda ma barwę bardziej kakao i nie jest zdatna do picia dla ludzi. Jednak w tych terenach nie ma wyboru, dla wielu żyjących tu ludzi to jedyna szansa na posiadanie tego drogocennego płynu.

Niewiarygodny kurz i upał towarzyszy nam już od kilku godzin. Jednak tutaj stada koni i krów wzbijają tak potężne tumany czerwonego pyłu, że momentami nic nie widać. Schodzimy wąską ścieżką pomiędzy skałami na dno doliny. Po drodze natykamy się na stado koni, które idzie wprost na nas. Musimy ustąpić im miejsca bo raczej nie można po prostu przejść obok. Ścieżka jest tak wąska a konie raczej nie są spokojnymi kucykami, więc chowamy się gdzieś pomiędzy kamienie i skały.

Jedno co rzuca się w oczy niemal natychmiast po przybyciu w to miejsce to widoki. Miejsce jest szczególnie piękne. Studnie położone są w ogromnych rozpadlinach ziemskich. Wygląda to jakby ziemia w niektórych miejscach pękła tworząc głębokie leje. Dookoła wznoszą się czerwone skały na tyle potężne, że widok doliny ciągnącej się w dole daje złudzenie jakieś pierwotnej przestrzeni. Znowu mam poczucie, że patrzę na świat z bajki. Tak wyobrażałem sobie Afrykę. Przestrzeń, która ciągnie się w nieskończoność. Jest tutaj naprawdę pięknie. Można tak stać bez końca i zachwycać się krajobrazem. To nie są płaskie równiny Masai Mara to zupełnie inny świat.

Doszliśmy do miejsca gdzie znajdowała się jedna ze studni. Tuż przy wejściu do głębokiej rozpadliny w ziemi stało kilku mężczyzn, którzy pilnowali wejścia do wewnątrz. Oczywiście byliśmy przygotowani na to, że za wejście i obejrzenie z bliska jak wygląda cały proces pobierania wody ze studni będziemy musieli zapłacić. Jednak okazało się, że żądają od nas jakiejś astronomicznej kwoty. Nawet nasz przewodnik mocno się zdziwił. Widząc, że trwa jakaś ożywiona dyskusja naszego przewodnika z miejscowymi podeszliśmy bliżej i zapytaliśmy się o co chodzi? Okazało się, że za wstęp chcą od nas kilkakrotnie więcej niż jest przyjęte. Trochę nas to zdenerwowało. Jak zwykle chodziło bardziej o zasadę niż o realne pieniądze. Trochę mieliśmy już dosyć tego, że żąda się od nas astronomicznych kwot tylko dlatego, że jesteśmy biali.

Oczywiście wielokrotnie, świadomie płaciliśmy więcej bo to norma. Jednak gdy wołano od nas taką ilość pieniędzy, że nawet towarzyszący nam kierowcy cz przewodnik pukali się w czoło, czuliśmy się źle. Tym razem postanowiliśmy, że rezygnujemy z wejścia jeżeli nie zgodzą się na naszą ofertę. Okazało się, że skoro nie chcemy zapłacić żądanej ceny to nie wejdziemy. Zrezygnowaliśmy więc. Po raz kolejny okazało się, że w przypadku Etiopii miejscowi oczekują od białego zapłaty tak potężnej aby później przez kilka miesięcy nic nie robić. Jeżeli odmówicie to wolą nie zarobić nic niż obniżyć cenę do rozsądnego poziomu.

Po krótkiej rozmowie doszliśmy do wniosku, że zwiedzimy okolicę bez oglądania studni. Być może poranna wspinaczka z jeziora dała nam tak w kość, że już nie mieliśmy ochoty na długie targowanie się w tym upale i kurzu.  Ciągle czuliśmy w nogach tą wspinaczkę z dna krateru na szczyt. Mimo, że przyjechaliśmy tutaj właśnie po to żeby zobaczyć te studnie i posłuchać śpiewu tych ludzi wyjeżdżamy bez tego doświadczenia. Jednak warto podjechać w to miejsce choćby ze względu na oszałamiające widoki. Na pewno jest to jedno z najpiękniejszych krajobrazowo miejsc jakie widziałem w Etiopii.

 

Jeden komentarz do “Śpiewające studnie”

  1. Ja tez bym nie zaplacia,wlasnie wrocilam z Meksyku i tez mialam pare takich sytuacji gdzie chcieli astronomiczne kwoty za minimalna prace,wiec odwracalam sie na piecie,wiem ze i tak przeplacamy bedac gringos i swiadomie sie na to godzimy,ale istnieja jakies granice przyzwoitosci,moge sie dac troche oskubac,ale nie dam z siebie robic jelenia…;)

Skomentuj