Choć minął już półmetek mojej podróży na południu Etiopii ciągle jednak nie miałem okazji zobaczyć Omo. Przecież cała ta wyprawa była właśnie pod hasłem rzeki Omo, a tymczasem jeszcze nie widziałem właściwie żadnej rzeki. Te, które miałem okazję przekraczać były suche jak pieprz i poza piaskiem, skałami i suchymi drzewami niczego w ich korytach nie było. Cóż taki urok pory suchej. Jedynie wiatr podrywał tumany kurzu, które tańczyły jakby były strumieniami rwącej wody. Już się obawiałem, że również i Omo okaże się rzeką nieistniejącą.

Rzeka ta w mojej wyobraźni stała się niemal mityczną. Czułem jakby spotkanie z jej brunatnym, rwącym nurtem miało być dla mnie czymś szczególnym. Cóż, zawsze miałem wybujałą wyobraźnię i teraz, gdy byłem już tak blisko poczułem, że zobaczę tą rzekę po raz pierwszy i zapewne ostatni (w takim kształcie). Przypomniało mi się to wszystko co czytałem, jeszcze przed wyjazdem na temat budowy wielkiej tamy właśnie na Omo. Właściwie to gdy trafiłem na pierwsze wzmianki o katastrofalnym wpływie budowy tamy Gible III na te rejony świata, zapadła decyzja, że muszę pojechać i jeszcze zobaczyć wszystko na własne oczy. Zobaczyć zanim stracimy ten „dziwny” świat a zwłaszcza ludzi, którzy tam żyją. Jeszcze żyją!

Zapewne to właśnie, te wspomnienia sprawdziły, że Omo stała się czymś ważnym wręcz niezwykłym dla mnie. Całą dotychczasową drogę myślałem jak to będzie gdy stanę z tą rzekę twarzą w twarz? Przed wyjazdem oglądałem mnóstwo zdjęć jej wysokich brzegów porośniętych gęstymi lasami. Obłożonych polami uprawnymi, które rozpościerały się wzdłuż jej koryta. Kakowej barwy woda przerażała a jednocześnie była czymś czego nigdy jeszcze nie widziałem. Miałem nadzieję, że rzeczywistość będzie jeszcze lepsza niż zdjęcia. Do tej pory wszystko co dane było mi zobaczyć w tym kraju okazywało się zaskakiwać i na „głowę bić” moje wcześniejsze wyobrażenia i oczekiwania.

Ogarniał mnie żal, że to wszystko może zniknąć, że świat jest taki paskudny i nikogo to nie interesuje w moim kraju. Rozumiałem, że skrawek naszej planety, gdzieś w środku Afryki nigdy nie stanie się przedmiotem jakiegokolwiek artykułu w polskiej prasie, programu w polskiej telewizji. Po co? Tyle mamy nieszczęść i problemów we własnym kraju! Znowu podnieśli nam podatki a sławna Pani D. rozwiodła się z drugim mężem albo trzecim kochankiem no i jakby było mało wszystkiego to w telewizji tylko powtórki i pada deszcz! Na szczęście mamy Internet i okazuje się, że w nim informacji na temat budowy tamy jest sporo. Tak też powstał mój wpis na blogu „Dolina Omo potrzebuje naszej pomocy”.

Już po powrocie do Polski przeczytałem o wielu demonstracjach, które odbywały się w lutym 2011 w różnych krajach (nie tylko afrykańskich) przeciwko budowie tej tamy. Więc jednak jakoś temat zaistniał. Choć już zapewne nic nie powstrzyma tej budowy (ma być ukończona w 2013 roku) ale zawsze to coś. Może dzięki nagłośnieniu tej sprawy na całym świecie ktoś weźmie pod uwagę, że żyje tam około 300 tysięcy ludzi, którzy są od tej rzeki uzależnieni i nie przetrwają bez niej. Jakież było moje zdziwienie gdy miesiąc temu również w naszej prasie ukazał się na ten temat artykuł. „Rzeczpospolita” w swoim dodatku „Plus Minus” z dnia 16.04.2011  opublikowała artykuł Pana Dariusza Rosiaka, pt. „Człowiek istota zbędna”. Przeczytałem i … zbaraniałem!!! Na temat tego artykułu jeszcze napiszę bo większych bzdur w życiu nie czytałem. Teraz jednak wolę wrócić tam, w samo serce Doliny Omo.

Już kiedyś pisałem, że podróż po Etiopii sprawia, że codziennie mamy wrażenie jakbyśmy byli w zupełnie innym kraju. Zmienia się wszystko. Krajobraz, przyroda, ludzie, kultura. Tym razem dotarłem do suchych i bardzo gorących terenów. Roślinność właściwie umarła, no poza dużymi akacjami, które nawet w takich warunkach zachowują zielone liście. Dookoła tylko jakieś wyschnięte kolczaste krzaki. Jednak tym razem krajobraz urozmaicały ogromne termitiery. Było ich naprawdę mnóstwo. Co kilka metrów wznosiły się „kominy” domów termitów. Przeróżne kształty, przeróżne wysokości i wrażenie, że jestem na Marsie. Oczywiście konieczna była sesja fotograficzna pod tymi  największymi :). Przez te termitiery odnosi się wrażenie przebywania w jeszcze bardziej niegościnnym ternie. To tutaj natura pokazuje swoją jeszcze groźniejszą twarz. Ogromny upał, kurz i ten księżycowy krajobraz sprawił, że zdawało mi się, że nie ma prawa istnieć tutaj żadne życie – tym bardziej nie mogą żyć tutaj ludzie. Tymczasem przyjechaliśmy tutaj właśnie dla kolejnego plemienia. Do jednej z tych grup etnicznych, którą poza Mursi, odwiedzić chciałem najbardziej. Nie dość, że czeka mnie spotkanie z Omo to jeszcze nad jej brzegami mieszkają ludzie, którzy mogą przyprawić europejczyka o zawrót głowy. To wspaniałe plemię to ludzie Karo. Nie mogę się już doczekać. Jednak aby do nich dotrzeć trzeba przebrnąć przez dziesiątki kilometrów „niczego” w słońcu, kurzu i niewygodzie, ale czego się nie robi aby spełnić marzenia :)!

 

4 komentarzy do “W stronę Omo”

  1. Jejciu Adam…zawsze przerywasz w najciekawszym miejscu…:(jestes gorszy niz reklamy w TV….hehe.

    Ale tak powaznie:

    Ta budowa tamy to podpisanie wyroku na tysiacach istnien ludzkich….:(
    I tak ujdzie im to bezkarnie i za pare lat instytucje rzadowe i poza rzadowe beda wysylaly pomoc glodujacym ludom z doliny Omo,beda nawet przyznawac sobie nagrody,przyklaskiwac i klepac sie po plecach jacy to oni sa wielce humanitarni.Moze nawet zorganizuja jakis koncert..:(

  2. Hej Moniko,
    wiesz napięcie musi rosnąć 🙂 ale już powoli piszę o wspaniałych ludziach Karo, więc cierpliwości.

    Niestety okazuje się, że wielu ludzi w „cywilizowanym” świecie uważa, że takie „dzikusy” nie mogą stanowić sami o sobie. My wiemy lepiej co im jest potrzebne. Tym bardziej to smutne, że w takim tonie piszą nawet polskie gazety i polscy dziennikarze (pewnie Pan redaktor nawet nie wie dokładnie gdzie są tereny o których pisze). Smutne, ale już wielokrotnie tutaj pisaliśmy o tym jak świat traktuje Afrykę. Niewiele my możemy zrobić, ale na szczęście możemy wyrażać swoje oburzenie i pisać, pisać i pisać…

  3. No właśnie Adam, przerwałeś w najlepszym momencie…. kiedy ciąg dalszy??????
    O tej tamie muszę poczytać, bo nie bardzo jestem w temacie, tylko tyle co piszesz.
    Pozdrawiam 🙂

  4. Postaram się jak najszybciej 🙂

Skomentuj