Robiło się już późne popołudnie gdy w wiosce ponownie zapanowało ożywienie. Wszyscy mieszkańcy ruszyli na polanę zaraz za wsią. Rozpoczęły się kolejne tańce i śpiewy. Słońce chyliło się powoli ku zachodowi i długie cienie drzew i ludzi rzucane na ziemię pogłębiały tylko wrażenie tajemniczości i magii. Czegoś co miało rozpocząć się już wkrótce a tak naprawdę czekamy na to wydarzenie od kilku godzin. Niemal od rana obserwujemy życie tych ludzi i ich obyczaje związane z ceremonią, która nazywa się Ukuli Bula. Najważniejsza jej część miała właśnie nastąpić. Dało się wyraźnie wyczuć podniecenie w całej społeczności.

Pod samotnym drzewem zgromadziło się kilkunastu mężczyzn, otaczając kręgiem siedzącego na ziemi młodego chłopca. Niestety nie było możliwości podejść na tyle blisko aby dokładnie obejrzeć co się tam dzieje. Pomiędzy nogami Hamerów dojrzałem jedynie siedzącego młodzieńca a nad nim w dużym skupieniu koledzy z wioski odprawiali jakieś modły, być może udzielali rad lub pocieszali i dodawali odwagi przed tym co go czekało za chwilę. Kilkanaście minut dzieliło go bowiem przed chyba najważniejszym wydarzeniem w jego życiu. Ważnym również dla jego rodziny i całej społeczności Hamerów. Odpowiedzialność wielka a w przypadku niepowodzenia wstyd i hańba.

Ceremonia Ukuli Bula, to wprowadzenie chłopca w dorosłość. Zanim jednak nadejdzie ta ostateczna próba chłopiec przez wiele dni wędruje po okolicznych wioskach, by zaprosić krewnych i znajomych na ową uroczystość. Jako zaproszenia goście otrzymują pasek kory na którym zrobione są węzełki. Po każdym upływającym dniu odcina się kolejny węzełek odliczając w ten sposób dni do uroczystości i czekającej gości wielkiej uczty. Podczas gdy on jest w drodze jego matka, siostry, kuzynki i inne krewne przygotowują świąteczne jedzenie , a mężczyźni budują specjalne zadaszenie z gałęzi wyściełane zieloną trawą oraz przygotowują alkohol. Sceny tej uczty mieliśmy okazję obserwować niemal przez cały dzień naszego pobytu we wsi Hamerów.

Ukuli – tak nazywa się chłopca tuż przed ceremonią, podczas której musi on udowodnić, że jest już mężczyzną. Zanim jednak to nastąpi musi spędzić kilka dni samotnie w buszu. Musi sam zdobywać pożywienie i wodę. Gdy przetrzyma te ciężkie dni wraca do domu i czeka go już tylko ostatnia próba – skoki przez byki. Musi się do niej jednak odpowiednio przygotować. Przed ceremonią goli mu się częściowo głowę a z pozostałych włosów układa mu się rozwichrzoną fryzurę afro. Całe ciało przeciera się piaskiem aby zetrzeć dotychczasowe grzechy. Czasami całe ciało smaruje się również odchodami krowimi aby w ten sposób dodać mu siły. Chłopiec musi być całkowicie nagi. Nagość w tym przypadku symbolizuje gotowość rozstania się z dzieciństwem i narodzeniem na nowo już jako dorosły mężczyzna – Maza. Jedyną jego ozdobą są dwa paski kory skrzyżowane na klatce piersiowej, które mają go chronić przed złymi duchami.

Podczas gdy główni bohaterowie ceremonii są przygotowywani do ostatecznego rozstania z dzieciństwem mężczyźni, którzy przeszli już ten rytuał (czyli, którzy są już Maza), spędzają bydło i ustawiają je w rzędzie. Może ich być od 15 do 30 sztuk. Zawsze pierwsza jest krowa a następnie za nią dopiero wykastrowane byki i pozostałe krowy. Zwierzęta ustawione bokami do siebie są z jednej strony przytrzymywane za ogony a z drugiej za języki lub pyski aby tworzyły zwarty szyk. Krowy symbolizują kobiety i dzieci mieszkające we wiosce. Zdarza się, że dla utrudnienia grzbiety krów smaruje się masłem lub obornikiem aby były bardziej śliskie a tym samym próba ich przeskoczenia jeszcze trudniejsza.

Ukuli czyli bohater ceremonii prowadzony jest przez wybranego przez siebie Maza. Ten dorosły już mężczyzna wcześniej przez wiele miesięcy przygotowywał chłopca (np. pilnował jego diety, która składała się tylko z mleka i miodu, aby chłopak był szczupły i silny). Teraz jego obowiązkiem jest nadzorowanie całej ceremonii. Zadaniem chłopca jest przebiegnięcie cztery razy po grzbietach ustawionych zwierząt i aby próba była zaliczona i mógł się on stać mężczyzną nie wolno mu spaść. Próba kończy się gdy uda się przebiec właśnie cztery razy w tą i z powrotem. Na szczęście prób może być wiele i pierwszy czy drugi upadek nie przekreśla szans na stanie się dorosłym członkiem społeczności Hamerów.

Jednak gdy nie ma szansy na udane czterokrotne pokonanie krowich grzbietów oznacza to porażkę, wstyd i konieczność powtórzenia uroczystości za rok. Jest to hańba dla całej rodziny. Na początku wydawało mi się, że raczej nic trudnego nie ma w tym aby przebiec po grzbietach krów. Wielu mężczyzn mocno trzymało krowy aby stały one w zwartym rzędzie i nie rozchodziły się na boki. Z ich ciał powstał jakby most w dorosłość. Wystarczy wziąć rozbieg, wskoczyć na grzbiet pierwszej krowy i przebiec do końca, potem w drugą stronę i jeszcze tylko dwa razy to samo i po wszystkim. Może to wyglądało na proste zadanie jednak w praktyce okazało się nieco inaczej.

Pierwszy chłopak, który poddany był tej próbie poradził sobie bez problemu. Szybko i zgrabnie wskoczył na grzbiet pierwszej krowy i udało mu się bez upadku przebiec do końca. Zgrabnie zeskoczył i zrobił to samo w drugą stronę. Wszystkie cztery próby wyszły mu bezbłędnie. Cały czas skokom towarzyszył niesamowity wrzask ludzi z wioski. Krzyczeli, śpiewali, gwizdali i klaskali. Krzyczeli coś do niego i dodawali mu sił swoim aplauzem. Dla mnie było to coś niesamowitego. Znaleźć się w środku takiej spontaniczności, pośród takiej energii, która była tam w tej wsi, było przeżyciem niezwykłym.

Drugiemu chłopcu niestety nie poszło już tak dobrze. Za każdym razem gdy wskakiwał na grzbiety krów po kilku krokach spadał. Mimo tego, że powtarzał wielokrotnie swoje próby każda kończyła się bardziej lub mniej spektakularnym upadkiem. Ponieważ miałem szczęście stać od niego może zaledwie o metr widziałem jak bardzo jest skupiony. Jak bardzo jest dla niego ważne aby pokonać te ustawione krowy. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, ściśnięte usta i brwi i nieobecny wzrok oznaczały tylko jedno – pokonać ten szereg krowich grzbietów . Nie reagował na nic co działo się wokół niego, a działo się jeszcze więcej niż za pierwszym razem.

Tym razem współmieszkańcy głośno wyrażali swoją dezaprobatę. Gwar i hałas był ogromny, ale o ile w pierwszym przypadku były to przyjazne i dodające siły okrzyki tym razem dało się słyszeć ostre krzyki, które zapewne nie były miłe. Wymachiwano karabinami, starszyzna ze zdenerwowanymi minami groźnie wymachiwała rękoma. Natomiast dziewczęta śmiały się i wyraźnie z chłopca drwiły. Jednak on nie poddawał się i ciągle próbował. Zauważyłem że za każdą kolejną nieudaną próbą ilość krów się zmniejszała. W końcu może zostały tylko trzy czy cztery i chłopakowi wreszcie udało się je pokonać. Czyżby dodawali sobie trochę szczęścia zmniejszając ilość krów? Troszkę byłe zawiedziony, że tak chłopakowi ułatwiono skok w dorosłość, ale było mi go też troszkę żal, bo starał się bardzo a nie wychodziło mu najlepiej. Upadał na gołą ziemię, czasami prosto na twarz i niestrudzenie próbował dalej. Gdy zostało zaledwie kilka krów wreszcie mu się udało. Podniósł się wielki aplauz i radość. Jednak chłopak nie był z siebie zadowolony i było to widać po jego minie. Jednak ostatecznie obaj młodzi chłopcy dostąpili zaszczytu stania się prawdziwymi mężczyznami.

Teraz już, zgodnie z tradycją po przejściu tego obrzędu mężczyzna może poślubić wybraną dla niego przez ojca dziewczynę. Może założyć własną rodzinę i posiadać własne stado zwierząt. Jednak wchodzi w dorosłość z długami. Jego rodzina musi zapłacić rodzinie przyszłej żony 30 kóz i 20 krów. Jest to tak duży wydatek, że często jeszcze kilka lat po ślubie rodzina mężczyzny musi spłacać dług rodzicom żony w ratach. A jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Hamer może mieć cztery żony to i wydatek ogromny. Może również teraz zapuścić włosy, które będzie mógł splatać w warkoczyki. No i najważniejsze dla zaproszonych gości wreszcie zaczynają się uroczystości na których będą tańczyć, śpiewać, jeść i pić piwo z sorgo. Będzie to również okazja do wielu flirtów. Niezamężne dziewczęta wybierają sobie partnerów do tańca podchodząc i kopiąc wybranka w kostkę :).

Sam bohater niestety nie bierze w tych uroczystościach udziału. Tradycją jest, że znika on na 8 dni w buszu i nikt nie może go zobaczyć… gdy wróci będzie już prawdziwym, pełnowartościowym mężczyzną i dorosłym członkiem plemienia. Hamerowie są plemieniem bardzo przesądnym. Gdy członek plemienia nie przejdzie próby „skoku przez byki” odbierane jest to jako zapowiedź nieszczęść czekających wkrótce całą rodzinę. Dlatego być może troszkę pomaga się chłopakowi, poprzez zmniejszanie ilości krów do pokonania. Kiedyś praktykowano jeszcze jeden straszny jak dla nas przesąd. Jeżeli komuś urodziły się bliźnięta lub dziecko z nieprawego łoża, odczytywano to jako znak nadchodzącej suszy lub choroby. Aby temu zapobiec dzieci takie wynoszono do buszu i tam pozostawiano aby umarły. Ponoć już się tego nie praktykuje i jeżeli rzeczywiści zaprzestano tego rytuału to dobrze.

Zanim ceremonia dobiegła końca zrobiło się już niemal ciemno. Spędziliśmy w tej wsi kilka ładnych godzin. Czas mijał bardzo szybko bo i wiele się działo. Trochę szkoda, że nie mogliśmy zostać na prawdziwych tańcach i napić się piwa z sorgo, ale jeżdżenie w Etiopii po zmroku nie jest bezpieczne. Musieliśmy wracać. Z wielką szkodą ale pełni wrażeń w świetle zachodzącego słońca opuszczaliśmy to miejsce. Zmęczeni, głodni ale jakże szczęśliwi, że mieliśmy okazję być obserwatorami prawdziwego życia Hamerów. Teraz już nie maiłem żadnych wątpliwości, że nie była to udawana i reżyserowana uroczystość tylko dla turystów a prawdziwy pełen energii, bólu ale również radości tradycyjny obrzęd.

Przez mniej więcej ostatnie 10 lat turyści odwiedzają wioski Hamerów. Uroczystości skoków przez byki są głównym świętem dla którego tutaj przyjeżdżamy. Pomimo obecności turystów, czasami nawet w dość dużej liczbie wydaje się, że ta tradycja ma się dobrze. Można nawet powiedzieć, że poniekąd dzięki rozwijającej się turystyce tradycja nabiera nowych barw. Sami Hamerowie maja doskonałą świadomość co jest dla nas interesujące i przetrwanie tej tradycji jest dla nich świetnym źródłem dochodów. Ta uroczystość jest dla nich ciągle tak samo ważna jak przed wiekami i gardzą tymi, którzy odmawiają wzięcia w niej udziału. Rozwój cywilizacji następuje i część Hamerów trafia do miast, gdzie poznają zupełnie inne życie niż to, które znają z plemiennej wioski. Można uważać, że ten kontakt będzie zmieniał społeczeństwo Hamerów naruszając ich wartości kulturowe. Dla mnie bardziej wygląda to na odwrotne oddziaływanie. Turystyka w tym przypadku podtrzymuje te tradycje. Pieniądze zostawione przez turystów pozawalają kupić im więcej krów, bardziej dbać o swoje rodziny, lepsze wyżywienie itp.

Jak pisałem już wcześniej Hamerowie to niesamowicie dumny naród. Widać to przy każdym kontakcie z tymi ludźmi. Co ciekawe o ile np. Mursi nasze zainteresowanie nimi odbierają raczej jako objaw naśmiewania się z ich prymitywizmu o tyle Hamerowi są dumni, że ich obyczaje są tak fascynujące dla białych ludzi, że ściągają tutaj z całego świata. Takie postrzeganie swoje kultury w odniesieniu do rozwoju turystyki jest w Etiopii czymś nowym dla mnie. Spotykałem się z takim podejściem tylko tutaj. Utwierdzają mnie w moich odczuciach słowa jednego z przedstawicieli Hamerów, który powiedział, „Musimy nauczyć się uprawiać turystykę jak pole sorgo”. Coś w tym jest i na pewno podejście do turystyki jako zdrowego źródła dochodu akurat tej społeczności może wyjść tylko na dobre.

Zdecydowanie pobyt wśród Hamerów dostarczył mi najwięcej emocji i nareszcie mieliśmy dużo czasu. Na początku strach i lęk poprzez ciekawość, fascynację a skończywszy na radości i współczuci dla chłopaka, który z tak wielkim zaangażowaniem i wysiłkiem starał się sprostać wymaganiom całej społeczności pokonując wreszcie stado ustawionych rzędem krowich grzbietów. Były to dla mnie godziny niezatartych wspomnień i robiące ogromne wrażenie oddanie kobiet a także ład społeczny i oddania każdej jednostki całemu plemieniu w społeczeństwie, które przecież przez wielu z nas może być oceniane jako zacofane. Wsiadłem do naszego samochodu i mimo zmęczenia z żalem opuszałem to miejsce. Ostatni raz spojrzałem na ogromne wyschnięte koryto rzeki, gdzie wszystko się dzisiaj zaczęło i pomyślałem tylko jak niewyobrażalnie pięknie musi wyglądać to miejsce w porze deszczowej gdy zamiast piasku w korycie płynie szeroka rzeka a dokoła „bucha” zieleń.

Tymczasem przed nami długa droga do obozowiska gdzie mamy spędzić kolejne dwie noce. Oczywiście wszyscy nieco obawiamy się noclegu pod namiotami. Choć Etiopia już nauczyła nas skromności i już potrafimy cieszyć się z wody w wiadrze zamiast w kranie to trochę przerażają nas warunki jakie możemy zastać na miejscu. Skoro hotele okazały się bardzo skromne to nie spodziewamy się niczego lepszego po polu namiotowym. Jednak najpierw trzeba tam dojechać a zrobiło się już zupełnie ciemno. Nasz kierowca wyraźnie się denerwuje bo wzdłuż drogi, której przecież tak naprawdę nie ma, idzie dużo pijanych ludzi. To mieszkańcy okolicznych wiosek wracają z targu, który poza handlem jest okazją do spotkania i niestety upijania się w mieście. Jazda jest niebezpieczna bo w każdej chwili ludzie, dzieci czy zwierzęta mogą wejść wprost pod koła auta. Nie ma tutaj przecież latarni, policjantów czy przejść dla pieszych. Po woli docieramy bezpiecznie do naszego miejsca noclegu. Panuje zupełna ciemność, może to i lepiej przynajmniej nie dostaniemy szoku jeżeli warunki będą gorsze od naszych oczekiwań. Czego oczy nie widzą…. Nawet tutaj w Etiopii polskie przysłowie się przydaje :). Zatrzymujemy się w Buska Lodge.

3 komentarze do “Skok w dorosłość”

  1. Super opowieść, jak zawsze :)))
    Ale ja to chybabym musiała się przeczołgać po tych bykach :)))))))))))))))))) inaczej by się nie dało :))))))
    Ale nowy zwyczaj zapraszania mężczyzn do tańca… hmmm…. :))))))))))))))))))))))))))) może trzeba wypróbować :))))))))))))))

  2. Cześć Evitta, wyobrażam sobie jak jesteś na balu sylwestrowym i w ten sposób zapraszasz faceta do tańca 🙂 Pozostaje tylko nadzieja, że on nie wyciągnie witki i w ramach szacunku nie uderzy Cię po plecach 🙂 🙂 🙂

  3. no właśnie :))) ryzykowna sprawa :))))

Skomentuj