Kolejne spotkane ze społecznością zamieszkującą te niedostępne rejony Etiopii zapowiadało się równie ciekawie i ekscytująco jak wszystkie poprzednie. Tym razem jechaliśmy do wsi ludzi z plemienia Arbore. Moim zdaniem jednego z barwniejszych i co tu dużo mówić najładniejszych. Pisząc najładniejszych mam na myśli nie to, że pięknie zdobią swoje ciała, choć oczywiście to też robią, czy dlatego, że kobiety noszą sznury koralików na sobie. Tym razem bardziej chodziło o urodę tych ludzi o przepiękne rysy ich twarzy.

Oglądając przed moim wyjazdem zdjęcia dostępne w Internecie rzuciło mi się w oczy jak piękne kobiety należą do tego plemienia. Rzadko zdarza się aby tak duża ilość ludzi, rdzennych plemion afrykańskich odpowiadała pojęciu naszego, europejskiego kanonu piękna. Miałem nadzieję, że to nie tylko wybiórczy obraz tych ludzi, ale rzeczywiście są tacy piękni i nie zawiodłem się.

Gdy dojechaliśmy na miejsce i wysiedliśmy z samochodów niemal momentalnie otoczył nas tłum fantastycznie wyglądających ludzi. Mimo, że to dla nas to kolejna wizyta w kolejnej wiosce, kolejnego plemienia to ciągle jakoś takie sceny mnie onieśmielają. Tym razem było jeszcze gorzej, ponieważ zaraz wszyscy mieszkańcy wioski ustawili się niemal w rzędzie gotowi do zdjęć. Wystarczyło podejść wskazać konkretną osobę, ustalić cenę i zrobić zdjęcie. Gotowe!

Nie mogliśmy pozwolić na to aby tak się to odbywało. Absolutnie nie miałem zamiaru wybierać ludzi jak na jakimś targu. Chcieliśmy zrezygnować w takim razie z robienia zdjęć w ogóle albo nawet i opuścić wioskę. Postanowiliśmy jednak po prostu rozejść się w różne strony licząc na to, że także miejscowi zrezygnują z takiej formy wizyty. Z każdej strony nawoływano nas w dosyć bezpośredni sposób i nawet trochę agresywny abyśmy robili zdjęcia. Ciąganie za ręce i niemal „wchodzenie” na nas to standard. Okazało się, że atmosfera tutaj była znacznie mniej przyjazna niż u Mursi, których tak bardzo się baliśmy.

Troszkę sytuacja się uspokoiła gdy cała nasza grupa rozproszyła się w różne miejsca. Napierający tłum również rozproszył się w różnych kierunkach. Zrobiło się nieco łagodniej, jednak ta wizyta należała do jednych z cięższych i nerwowych. Właściwie oceniając atmosferę we wiosce Arbore muszę stwierdzić, że nigdzie nie czułem się tak źle. Nigdzie ludzie nie byli aż tak nachalni. Nigdzie nie biegano za mną z taką intensywnością jak tutaj. Właściwie nie było nawet możliwości aby spokojnie przyjrzeć się temu jak wygląda sama wieś i jak zorganizowanie jest tutaj życie. Ograniczyliśmy się zatem do zrobienia zdjęć i próby odnalezienia się w tych okolicznościach.

Arbore to również jedno z mniejszych plemion zamieszkujących Afrykę. Populację tego ludu szacuje się na niecałe 7 tysięcy osób (według spisu powszechnego z roku 2007). Zamieszkują oni południowo – zachodni region Doliny Omo na zachód od rzeki Woito. Główną religią jest tutaj islam, ale jak to zwykle bywa w tych rejonach świata z domieszką wierzeń animistycznych. Oczywiście zasadą tutaj jest obrzezanie małych dziewczynek.

Zresztą stosunek do dzieci jest tutaj bardzo szczególny. Dzieci do drugiego roku życia nie są traktowane przez społeczność Arbore jako odrębne osoby. Traktuje się takie maluchy jako część matki i domu. Bardziej zalicza się je jako kolejny „składnik” w stadzie zwierząt niż jako członków społeczeństwa. Bardzo chciałem o to zapytać bezpośrednio którąś z kobiet we wsi ale niestety nie było możliwości. Choć wydaje nam się to straszne to mam jednak wrażenie, że tylko dla nas to jest takie okrutne. Gdy dziecko umiera grzebane jest w wewnątrz chaty rodziców co wg mnie może świadczyć jednak o tym, że dziecko było ważne, choć jeszcze nie stanowiło części plemienia. Jednak to tylko moje przypuszczenia wysnute na podstawie dotychczasowych obserwacji z innych plemion, gdzie np. zwłoki porzucano w buszu, bo ciało nie stanowiło żadnego tabu.

Również kobiety mają tutaj trochę inną pozycję niż w innych plemionach. Oczywiście to na ich głowie jest wychowywanie dzieci i dbanie o dom, jednak w przypadku gdy umiera ich mąż nie są skazane na wieczną żałobę czy życie na skraju społecznym. W takim przypadku mają status wdowy i co prawda nie mają prawa ponownie wyjść za mąż ale jednocześnie mogą utrzymywać stosunki seksualne z innymi mężczyznami. Niestety nie dowiedziałem się jaki status mają ewentualne dzieci z takich związków, ale sądzę, że są raczej traktowane jak każde inne dzieci.

Arbore przybyli w te rejony z okolic Konso prawie 200 lat temu. Ze względu na historyczne i kulturowe powiązania z Konso oraz pasterskimi ludami z okolicznych nizin, Arbore tradycyjnie odgrywali istotną rolę jako pośrednicy w handlu między rzeką Omo a górami Konso. To właśnie ten lud dzierżył kiedyś monopol na handel kością słoniową w tych rejonach Afryki. Dzisiaj zwierząt już nie ma a te, które jeszcze tutaj żyją są pod ochroną. Dzisiaj Arbore są przede wszystkim pasterzami. Podobnie jak u innych plemion krowy są wyznacznikiem bogactwa i statusu społecznego poszczególnych członków plemienia. Arbore prowadzą również handel wymienny wymieniając bydło na produkty rolne i narzędzia z sąsiadami.

Ciekawostką jest to, że plemię to kultywuje wiele rytualnych tańców. Poprzez taniec i śpiew wierzą oni, że są w stanie odpędzić negatywną energię, która może mieć zły wpływ na całe plemię. Śpiew i taniec może zapewnić im szczęście i dostatek. Cechą charakterystyczną jest okrywanie się kobiet czarnym suknem. Niewątpliwe chroni to przed słońcem ale ma chyba coś wspólnego z islamem. Zabawnie wyglądają dzieciaki, bo bardzo często noszą na głowach miseczki zrobione z tykw przez co wyglądają troszkę jak w kaskach :).

Arbore budują owalne domy z tych materiałów, które znajdą w pobliżu. Wioski jak w innych plemionach są dosyć dobrze zorganizowane a żywność przetrzymuje się w specjalnych spichlerzach wybudowanych na podwyższeniu, aby zapobiec zamoczeniu zboża w okresie dużych deszczy. Ponieważ lud ten mieszka na granicy terytoriów wielu plemion i ponieważ Arbore chętnie wstępują w związki małżeńskie z przedstawicielami innych grup etnicznych w ich wioskach można spotkać kobiety z plemienia Hamerów czy Borenów.  Tak więc, często wioskowa społeczność to mieszanka ludzi z okolicznych plemion.

Wielka szkoda, że nie mogliśmy spokojnie obserwować tych ludzi. Gdy pierwsze emocje opadły zrobiło się trochę spokojniej ale była to chyba najkrótsza nasza wizyta ze wszystkich dotychczasowych wizyt. Może też byliśmy już nieco zmęczeni kolejnymi przepychankami i wołaniem za nami: foto, foto, one bir, one bir, hello mister albo nawet hello market bo i tak zdarzyło mi się usłyszeć.

Cóż taki to świat, tak nauczyliśmy tych ludzi z tym nas kojarzą. Być może tutaj do Arbore dojeżdża jeszcze mniej turystów niż do plemion mieszkających w okolicach Jinki, gdzie znacznie łatwiej się dostać więc jesteśmy jeszcze bardziej „mile” widziani :).

Niezależnie od tego wszystkiego i tak oczywiście warto odwiedzić tych ludzi. Poza pięknymi malunkami na ciele, sznurami korali niewątpliwie było wiele tutaj po prostu pięknych kobiet. Może zabrzmi to szowinistycznie ale każdy mężczyzna mógł do woli napatrzeć się na piękne twarze i piękne ciała tutejszych kobiet. Mi uroda tych kobiet kojarzyła się z pięknymi kobietami z Somalii (pamiętacie piękną modelkę Iman, która pochodzi właśnie z Somalii)?

Tym bardziej było to piękne zakończenie naszej podróży w te rejony Etiopii. Wizyta w wiosce Arbore była ostatnią naszą wizytą wśród bajecznych i nieznanych szerzej plemion zamieszkujących dolinę rzeki Omo. To właściwie nasze pożegnanie z tą częścią cywilizacji Afryki.  Powoli udajemy się w drogę powrotną do Addis Abeby ale nie oznacza to wcale końca przygód czy spotkań z ludźmi. O nie! Etiopia ma jeszcze wiele do zaoferowania i zamierzam z tego jeszcze korzystać 🙂 !

2 komentarze do “Piękni ludzie”

  1. Wlasnie mialam wspomniec Iman,przepiekna zone Davida Bowie.
    Cudne twarze o idealnych ksztaltach,piekne oczy i usta,mozna tylko pozazdroscic..:)

  2. Nie tylko zatem ja miałem takie skojarzenie 🙂

Skomentuj