Karo w swoich zwyczajach i wyglądzie nieco podobni są do Hamerów (posługują się nawet podobnym językiem) jednak tym, co ich wyraźnie odróżnia jest misterne malowanie ciała. Słyną oni w całej dolinie Omo właśnie z kunsztownego i pracochłonnego ozdabiania swoich ciał, zwłaszcza podczas ważnych uroczystości. Klatkę piersiową pokrywają kropkami farby kredowej, co ma ich upodobnić do perliczek sępich. Kolorowe maski to efekt pracochłonnego mieszania wody z kredą, węglem, sproszkowaną żółtą skałą i rudą żelaza. Posiadają sporą wiedzę na temat występujących tutaj minerałów czy roślin z których można sporządzić naturalne barwniki.

Artyzm Karo wyraża się nie tylko poprzez różne barwy wzorów na ciele ale również poprzez ich desenie. Wszystkie wzory odzwierciedlają to co ich otacza czyli naturę. To obrazy drzew, ptaków czy roślin. Mężczyźni dekorują się bardziej niż kobiety a przy tym noszą kolorowe przepaski, jakby długie spódnice. Tym bardziej wyglądają fantastycznie.

Kobiety za to przekłuwają dolną wargę i często noszą w niej różne ozdoby. Najczęściej jest to gwóźdź, ale zdarzają się również kwiaty. Oczywiście na szyjach kobiet zaplecionych jest mnóstwo korali w różnych kolorach. Gdy dziewczyna z tego plemienia wchodzi w wiek dojrzewania poddaje się ją rytualnemu nacinaniu skóry brzucha. Ten bolesny zabieg powoduje rany w które tak jak w przypadku wielu innych plemion, wciera się popiół. W ten sposób powstają wypukłe misterne wzory, które kobiecie mają dodać urody.

W momencie gdy kobieta zostaje wdową obowiązuje ją dwu letni okres żałoby. W tym czasie nie ścina włosów, nie maluje ciała i nie nosi żadnej biżuterii. Ubiera się tylko w szorstką kozią skórę i właściwie żyje tylko pragnieniem zemsty. Czasami kobiety pozostają w żałobie dłużej ale to zazwyczaj gdy nie ma kto pomścić śmierci męża, ponieważ ten zwyczaj już nie jest praktykowany a dla starszego pokolenia brak zemsty jest czymś co nie pozwala im zakończyć żałoby i ponownie wyjść za mąż.

Wizyta w tej wiosce należała do jednej z przyjemniejszych i spokojniejszych. Tutaj nikt za nami nie biegał, nikt nas nie szarpał. Odniosłem wrażenie, że mieszkańcy tej wioski, zresztą ze względu na przepiękne położenie często odwiedzanej przez turystów, są bardzo świadomi swojej wartości na „rynku” turystycznym i spokojnie czekają aż turyści podejdą i uzgodnią z nimi cenę za zdjęcie. Przyzwyczajony już do tego, że to miejscowi zabiegają o zdjęcie poczułem się na początku nieco niezręcznie. Jednak dzięki temu mogłem najpierw rozejrzeć się po okolicy, nasycić oczy pięknym widokiem na rzekę Omo i dopiero ruszyć robić zdjęcia.

Najzabawniejsza była rodzinka, która wygodnie usadowiła się w cieniu pod drzewem i tak spokojnie siedząc czekała aż turyści podejdą, uzgodnią cenę i zrobią im zdjęcie. Bardzo praktyczne i rynkowe podejście do swojej „pracy”. Po co biegać za turystą skoro na pewno on sam podejdzie bo nie ma takiej możliwości aby nie chciał zrobić zdjęcia?! No i się nie zawiedli, bo wszyscy pstrykali zdjęcia 🙂

Wizyta u Karo, była tą na którą poza wizytą u Mursi czekałem najbardziej. Wiedziałem, że widoki będą niezwykłe ze względu na rzekę Omo i bogatą kulturę zdobienia ciał. Zaskoczyła mnie także uroda tych ludzi. W śród Karo naprawdę było bardzo  wielu bardzo pięknych ludzi. Połączenie tych trzech elementów dało mieszankę piorunującą. Jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, w którym byłem. Spokojna wizyta trwała ponad godzinę i choć ja mógłbym zostać tam cały dzień, to jednak trzeba było wracać. Wszyscy już czekali a i kierowcy byli zmęczeni, tym bardziej, że zanim tutaj dojechaliśmy było trochę nerwów.

W tych rejonach Etiopii powinno się jeździć, ze względów bezpieczeństwa raczej na minimum dwa samochody. Po pierwsze aby dostać się do wioski Karo, trzeba jechać kilka godzin przez zupełne pustkowie. Niemal przez pustynię. Nie działają tutaj żadne środki łączności więc w przypadku awarii samochodu można utknąć na środku niczego i ciężko będzie o jakąkolwiek pomoc. Poza tym jak mówił nasz kierowca zdarzają się napady na jadące w pojedynkę samochody. No i poza tym można po prostu zgubić drogę, bo przecież nie ma tutaj drogowskazów i tylko doświadczony kierowca gwarantuje dojazd na miejsce.

Niestety nasz drugi kierowca nie zważając na te uwagi pojechał przed nami i zginął nam z pola widzenia. Nasz kierowca bardzo się zdenerwował widząc po pewnym czasie, że nie ma żadnych śladów naszego drugiego samochodu. Na szczęście mijaliśmy po drodze inne samochody ale żaden kierowca nie potwierdzał, że mijał nasze drugie auto. Kierowca się zdenerwował, bo mogło się coś stać i nawet nie będziemy wiedzieli co i gdzie. Na tyle go to poruszyło, że musieliśmy się zatrzymać i zaczekać aż się uspokoi. Nie wiedzieliśmy czy wracać czy jechać dalej, czy może jeździć i ich szukać?

W rezultacie zadecydowaliśmy samolubnie, że jedziemy do wioski Karo nie zważając na to co mogło się stać z drugim samochodem. Właściwie to i tak nie było żadnej szansy na ich przypadkowe odnalezienie. Gdy tylko dojeżdżaliśmy do wioski z daleka zobaczyliśmy stojącą już tam naszą drugą Toyotę. Nasz kierowca się wściekł. Nie dość, że spędziliśmy w nagrzanym samochodzie znacznie więcej czasu jeżdżąc w tą i z powrotem szukając ich, to okazało się, że oni w najlepsze są już na miejscu. Doszło do niezłej awantury pomiędzy kierowcami, oberwało się także naszemu przewodnikowi za to, że naraża turystów. Oj było gorąco! Jednak chyba było to potrzebne, bo takie coś zdarzało się cały czas a po tej awanturze już zawsze kierowcy jeździli tak aby nie tracić kontaktu wzrokowego pomiędzy samochodami. Zawsze to bezpieczniej a przede wszystkim mniej stresujące dla nas wszystkich.

Wracając jeszcze do Karo. Opuszczając to miejsce miałem poczucie, że być może to jest ostatnia chwila aby zobaczyć ten świat. Czy raptem około 1500 osób mieszkających ponoć tylko w 3 wsiach może przetrwać w obliczu czekających ich zmian? Historia pokazała, że już stracili część swoich ziem. Dzisiaj mieszkają już tylko na wschodnim brzegi rzeki Omo, kiedyś zasiedlali jej oba brzegi. Żyją w niesamowicie ciężkich warunkach. Jeżeli zabraknie rzeki nie będą w stanie się utrzymać. Po prostu nie będą mieli co jeść. Zostaną zmuszeni do przeniesienia się w inne miejsca tylko, że tam nie ma gdzie. Jeżeli przeniosą się do miasta na pewno nie przetrwają.

Takie plemiona jak Karo nie przystosują się do życia gdzieś indziej. Nie ma dla nich innego miejsca na świecie. Budowniczowie tamy na Omo zapewne nie zadają sobie takich pytań dla nich sprawa jest prosta – przesiedlić. Tylko w tym przypadku jest to wyrok śmierci dla tych ludzi. Patrząc przez szybę odjeżdżającego samochodu czułem się jakbym opuszczał fantastyczny świat, który jest na krawędzi. Choć zostaje we mnie nadzieja, że skoro Karo przetrwali już tyle przez ostanie setki lat to i dadzą radę wielkiej tamie!

 

5 komentarzy do “Malowani ludzie”

  1. Adam, naprawdę jestem pod wrażeniem twojego talentu pisarskiego 🙂 Napisz książkę, mówię ci :))

    Ale strasznie mi żal tych ludzi :((( i straszny los ich czeka 🙁

  2. Dzięki jesteś strasznie miła 🙂 Jaki los czeka Karo i innych ludzi zamieszkujących tamte rejony? Cóż pewnie ciężki, ale mimo wszytko ja wierze, że ci ludzie znajdą pomoc lub znajdą swoje miejsce na ziemi. Może paradoksalnie rozwój turystyki im pomoże? Przetrwali setki lat w niemal niezmienionej społeczności więc może dadzą radę i tamie? Niestety, wszytko tylko może….

  3. No własnie – może…. Oby się udało….

  4. Trafiłam tu przypadkiem, ucząc się antropologii choć moja nauka musiała poczekać, bo lektura wyciągnęła mnie na dobre. Świetny artykuł i ciekawe zdjęcia!
    Dobra robota¡ Zazdroszczę, jeśli miałeś okazję poznać tamtejszą kulturę, tak różniącą się od naszej.. Pozdrawiam 🙂

  5. Dziękuję za miłe słowa 🙂 Kultura mieszkańców tej części Etiopii jest rzeczywiście fascynująca. Mimo, że wydaje nam się bardzo prymitywna to więzi społeczne są dosyć skomplikowane i dla mnie bardzo, bardzo ciekawe. Jednak żeby głębiej poznać kulturę tych barwnych plemion trzeba mieć znacznie więcej czasu na pobyt tam. Niestety ja mogłem jedynie zetknąć się przez krótki czas z tymi barwnymi plemionami ale i to wystarczyło abym się nimi zafascynował 🙂 Cudowne miejsce i cudowni ludzie!
    pozdrawiam serdecznie 🙂

Skomentuj