W dobrych czasach, wcale nie tak dalekich, plemię Karo zamieszkiwało tereny po obu stronach rzeki Omo. Ze swoimi obyczajami stanowią jedno z najbarwniejszych plemion zamieszkujących południową Etiopią. Dzisiaj jednak czasy się zmieniły i Karo muszą dzielić brzegi rzeki z innymi plemionami. Na szczęście zanikły już gwałtowne walki pomiędzy sąsiadami o dostęp do ziemi i wody. Dziś żyją spokojnie i fascynują swoją kulturą tych nielicznych turystów, których zapędzi tutaj chęć przeżycia przygody.

Gdy w latach 90 ubiegłego wieku, głównie z Sudanu zaczęła napływać w te rejony broń automatyczna Karo stanęli oko w oko z ogromnym zagrożeniem. Okoliczne plemiona szybko dostrzegły jaką przewagę dają im karabiny. Jak łatwo zastrzelić zwierzęta i jak łatwo zaatakować sąsiadów. Skutki takich zbrojnych wypadów w busz szybko okazały się opłakane i zmieniły panujący do tej pory obyczaj i ład społeczny w dolinie.

Zanim pojawiła się broń automatyczna sawannę przemierzały wówczas lwy, lamparty, hieny i inne zwierzęta. Wyłaniające się z zarośli bawoły czy słonie były widokiem codziennym. Miejscowi ludzie polowali za pomocą włóczni zabijając tylko tyle aby przeżyć. Karabiny pozwoliły  zabijać łatwiej i więcej. Szybko okazało się, że wybito większość dzikich zwierząt i zabrakło pożywienia. Wówczas  okazało się, że plemię, które ma broń bez problemu poradzi sobie z kradzieżą kóz czy krów i zabiciem członków innego plemienia. W buszu rozpętała się właściwie wojna.

Nad Omo bydło i kozy są tożsame z bogactwem i prestiżem społecznym. Jeżeli mężczyzna nie posiada swojego stada nie może się ożenić, bo nie ma czym zapłacić za żonę. W czasie suszy panuje głód, wówczas można krowę sprzedać na targu i kupić zborze lub ściągać krew i mleko i w ten sposób przeżyć najtrudniejszy okres. Bydło traktowane jest jak kapitał w banku a krew i mleko to odsetki, które ratują życie. Plemiona zamieszkujące te okolice szybko zorientowali się, że wioski Karo są niczym banki na dodatek słabo chronione, bo tylko przez mężczyzn z włóczniami. Wrogowie dysponujący bronią maszynową wyparli Karo na wschodni brzeg Omo. Jednak Karo nie zamierzali oddać ziemi bez walki również chwycili za karabiny. Ład społeczny nad Omo zmienił się bardzo.

Prze wiele lat trwały walki po obu stronach rzeki. Ginęło w nich dużo ludzi i nie było widać końca tych waśni. Tradycja nakazuje bowiem mężczyźnie z plemienia Karo pomścić śmierć ojca czy brata. Obowiązek dokonania zemsty spada na kolejnego członka rodziny. W ten sposób nie było widać końca kolejnych konfliktów. Zemsta, która wpisana jest w tradycję nie pozwalała aby zapanował pokój. Zmarli z plemienia Karo chowani są tuż pod chatami żyjących krewnych, tak blisko rodziny właśnie po to aby ta pamiętała o nich, pamiętała, że śmierć należy pomścić. Mężczyźni z plemienia Karo cieszą się tradycją znakomitych strzelców. W momencie gdy zemsta się dokonała ciało mężczyzny, który pomścił swojego bliskiego jest dekorowane charakterystycznymi wzorami wycinanymi na skórze ramienia lub brzucha.   Na szczęście dzisiaj to już tylko opowieści, które można usłyszeć. Obecnie panuje pokój a Karo pogodzili się z tym, że musieli oddać część swoich ziem innym plemionom.

Wioska Karo do której trafiamy to zaledwie skupisko chat z patyków i traw rozrzuconych na piaszczystym placu. Wiatr wznosi tumany kurzy a słońce grzeje tak mocno jakby zbliżyło się do Ziemi na odległość kilku metrów. Jednak to wszystko gdzieś umyka w moich pierwszych spostrzeżeniach bo oto wreszcie stanąłem oko w oko z Omo. Wreszcie widzę wstęgę wody wijącą się w śród szczytów urwiska. Wioska do której przyjechaliśmy położona jest na bardzo wysokim brzegu. Roztacza się z niej wprost fenomenalny widok na okolicę i rzekę.

Stoję tak przez chwilę i właściwie oczom nie wierzę. Jest naprawdę pięknie. Takie widoki zapierają dech w piersiach a jeżeli do tego dodamy jeszcze ludzi z plemienia, które uważane jest za jedno z tych, które szczególnie pięknie maluje swoje ciała, możecie sobie wyobrazić ten widok! Nie, nie możecie sobie tego wyobrazić! Tego widoku nie da się opisać nie da się wyobrazić, to jest jedna z tych rzeczy, którą trzeba przeżyć, poczuć, zobaczyć na własne oczy!

Wioska położona jest w zakolu Omo na wysokim klifie. Stąd widać jak rzeka pięknie zakręca w różne strony, jak wije się niczym wąż po okolicy i jaka jest olbrzymia. Choć jestem tutaj w porze suchej i jest tak pięknie nie mogę sobie zatem wyobrazić jak wygląda ta okolica gdy na polach rosną zboża a nurt rzeki jest szybki i groźny. W porze deszczowej jednak nie ma właściwie możliwości dojazdu tutaj, albo jest on bardzo uciążliwy. Gdy padają deszcze wioska właściwie zamienia się w osadę na środku „morza” błota.

Poza krowami i kozami, które są tutaj niezwykle ważne, ale niezwykle trudne w utrzymaniu ze względu na muchy tse – tse, które dziesiątkują stada, podstawą utrzymania są pola uprawiane dzięki Omo. W porze obfitych opadów rzeka niesie ogromne masy wody, które spływają do niej z okolicznych gór i centralnej wyżyny. Nadmiar wody zalewa brzegi i w ten sposób nawadnia i użyźnia znajdujące się tutaj pola. Ludzie Karo wychodzą wówczas na użyźnione pola i patykami robią w błocie małe dziurki w które następnie wrzucają ziarenka kukurydzy lub sorgo. Robią to tak samo od wieków, bo ta technika była już stosowana w starożytnym Egipcie na polach nad Nilem.

Zbiory zależą od tego jak mocno wylała rzeka. Jeżeli Omo niosła mało wody zbiory będą słabe. Zdarza się to coraz częściej, bo także i tutaj klimat się zmienia i deszcze bywają bardzo słabe. Jednak zazwyczaj zbiory zaspakajają potrzeby Karo. Plemię to należy do jednego z najmniejszych. Według spisu powszechnego z roku 2007 żyje już tylko około 1500 przedstawicieli tego plemienia. Jak długo jeszcze będą w stanie żyć na tych terenach, skoro budowa tamy na Omo może spowodować, że rzeka nie będzie nawadniała już ich pól?

Zapora powstaje ponad 500 kilometrów od miejsca gdzie jesteśmy, a najbardziej jej wpływ mają odczuć właśnie ci ludzie. Tama na pewno zmieni ich życie a być może doprowadzi do ich zagłady. Doprowadzi do tego, że ludzie Karo przestaną istnieć. Wzniesienie zapory spowoduje spadek przepływu rzeki oraz amplitudy wahań poziomu wody między okresami powodzi i suszy. A od tego zależy los upraw stanowiący podstawę egzystencji plemion żyjących w dolnym biegu rzeki, takich jak Karo. Tubylcze plemiona są zbyt słabe, by przeciwstawić się tej inwestycji. Nie mają świadomości jakie zmiany przyniesie tama, nie rozumieją co to jest. Nikt z nimi nie rozmawia, nikt nie tłumaczy a co najgorsze nikt nie proponuje niczego w zamian.

Jeżeli tak się stanie to Karo nie będą już „rozmawiać” z krokodylami. Rzekę Omo zamieszkują hipopotamy i krokodyle. Są to niezwykle niebezpieczne zwierzęta ale każde dziecko we wsi wie jak należy się zachowywać aby uniknąć niebezpieczeństwa. Poza tym Karo mają specjalny rytuał podczas którego „rozmawiają” z krokodylami i zawierają pakt, który gwarantuje im, że w danym miejscu rzeki krokodyle nie będą atakowały kąpiących się dzieci czy zwierząt, które tutaj przyprowadzane są aby napić się wody. Musi to działać bo ponoć przy rzece w okolicy wioski nie ma śmiertelnych ataków tych potężnych gadów na ludzi.

Karo również, podobnie jak Hamerowie są bardzo przesądni i wierzą w mingi. Mingi to inaczej pech. Wiele plemion na południu Etiopii wierzy, że to zły omen, jeśli dziecko urodzi się zdeformowane, z nieprawego łoża albo górne ząbki wyrżną się wcześniej niż dolne. Tradycja wymaga, by zostało uśmiercone, zanim mingi się rozprzestrzeni. Rodzice niekoniecznie chcą już przestrzegać rytuału zabijania w imieniu mingi, jednak presja społeczna jest wciąż bardzo silna, zwłaszcza w starszym pokoleniu. Czasami zdarza się, że dziecko zostaje porzucone w buszu z ustami wypełnionymi ziemią (aby mingi się nie wydostała). Czasem zostaje wrzucone do rzeki. Rząd Etiopii toczy rozmowy z Karo na temat zakończenia tej praktyki. Wydaje się, że skoro Hamerowie porzucili już tą tradycję tak samo postąpią i Karo. Jednak wszystko zależy nie od przepisów i rządu tylko od starszyzny plemiennej, która musi porzucić magię i przesądy.

Dolina Omo się zmienia, to widać. Okoliczne plemiona żyją ze sobą w zgodzie. Karabiny bardziej służą jako swego rodzaju wyznaczniki prestiżu społecznego niż rzeczywistej broni. Cześć okrutnych zwyczajów odchodzi w zapomnienie. Coraz częściej zdarza się, że młodzie ludzie z poszczególnych plemion kończą szkoły, zdobywają wykształcenie aby potem wracać do swoich osad i uczyć innego życia. Jednak tradycja w tych ludziach zakorzeniana jest tak bardzo, że procesy zmian przebiegają bardzo, bardzo powoli. Może to i dobrze, że zmiany następują od wewnątrz, że są długim procesem, bo narzucenie z góry tym ludziom jak mają żyć, narzucanie im naszych norm cywilizacyjnych na pewno nie przyniosło by im niczego dobrego. Prędzej doprowadziłoby albo do buntu i kolejnych walk albo do całkowitego zniszczenia tych mimo wszytko wspaniałych kultur.

 

 

 

Jeden komentarz do “Dolina Omo – Karo”

  1. Ale niespodzianka, nie zaglądałam parę dni a tu aż dwa nowe wpisy :))))))))))))
    Ale ci ludzie są niesamowici….. aż żal ściska, że czeka ich taki los 🙁 jak dużo czasu im jeszcze zostało…? co się potem z nimi stanie…? straszne 🙁

Skomentuj