Ponad godzinę zajęło nam obserwowanie tego co dzieje się w wyschniętym korycie rzeki i pewnie dalej byśmy tak stali i obserwowali to niesamowite wydarzenie gdyby nie chęć zajrzenia również do wioski. Ponieważ sama wieś była tuz obok a my mogliśmy bez żadnego problemu się przemieszczać poszliśmy więc zobaczyć jak wygląda miejsce gdzie żyją Hamerowie. Poza tym cała uroczystość również zaczęła przenosić z nad rzeki do wsi. Barwny korowód rozśpiewanych i roztańczonych dziewcząt podążał na główny plac we wsi. Oczywiście była to również okazja dla białych turystek aby „wmieszać” się w tłum i na chwilę stać się Hamerką 🙂 .

 

W samej wsi na placu zorganizowano zadaszone miejsca gdzie w grupach siedziały zarówno młode kobiety jak i młodzi mężczyźni oraz starszyzna. Na ogniskach w glinianych dzbanach gotowano jakieś napoje. Przystanęliśmy w tym miejscu. Dziewczęta biorące bezpośredni udział w tych uroczystościach zgromadziły się w kręgu i bardzo głośno grając na trąbkach i gwizdkach nadal tańczyły ale tym razem same ze sobą. Panowie się przyglądali. Od czasu do czasu któraś z dziewcząt wyciągała upatrzonego chłopaka na środek i prosiła o biczowanie. Jednak tutaj zauważyłem, ze bardzo często uderzenia były lekkie i jakby tylko markowane aby nie zrobić krzywdy. Głównie wszyscy siedzieli na „posłaniach” ze świeżej trawy rozmawiali  i pili.

Przy kilku chatach również były rozpalone ogniska a nad nimi stały gliniane dzbany. Starsze kobiety gotowały i zajmowały się dzieciakami. Ponieważ większość mieszkańców była zaabsorbowana świętem mogliśmy bez skrępowania pochodzić po okolicy i podglądać zwykłe życie mieszkańców tej wioski. Jak zawsze w Afryce naszą uwagę skierowaliśmy w stronę dzieci. Zwłaszcza jednego maluszka, który siedząc wprost na pisaku po prostu obserwował całe to zamieszanie. Lekko wystraszony ale bardziej zaciekawiony. Przykucnąłem przy tym malcu i zacząłem rysować swoim palcem na pisaku wzorki. Sądziłem, że maluszek się rozpłacze jak podejdę tak blisko ale okazało się, że z zaciekawieniem obserwował co robię. Kilka minut tak się zabawialiśmy, aż podeszła jego mama i z uśmiechem zabrała malca.

Mogliśmy też zajrzeć do chat. Okazało się, że nie ma w nich żadnego wyposażenia. Jedynie maty i wiszące skóry, jakieś pojemniki na wodę i miejsce do gotowania. Osmolone gliniane dzbany to cały sprzęt kuchenny. Bardzo skromnie ale czysto. Chaty zbudowane na planie okręgu z drewnianych pieńków nie są pokryte gliną i są bardzo przewiewne. Jednak, bardzo, bardzo skromne. Niemal przy każdej był również wybudowany stożkowaty spichlerz gdzie przetrzymuje się ziarno. Przy jednej z chat były nawet żerdzie na których siedziały kury. Wszystko dobrze zorganizowane i co rzadkie w Afryce bez śmieci i brudu.

Wróciliśmy na placyk gdzie obywały się tańce i śpiewy. Trochę męczyły nas już te dźwięki, bo jednak nasze ucho nie jest przyzwyczajone do takich melodii. Jednak dla tych ludzi muzyka jest szalenie ważna. Często nie myślimy o tym jak ważna jest muzyka w Afryce. Dla nas jest zupełnie czymś innym niż dla ludzi żyjących na tym kontynencie. My muzykę traktujemy głównie w kategoriach rozrywki czasami kontemplacji. Tradycyjna muzyka Afrykańska pełni rolę funkcjonalną. Wyrasta z rytuału, pracy albo zabawy. W Afryce muzyka jest wszędzie i to jest właśnie cudowne. Związana jest z pracą, odpoczynkiem, świętami, walką, narodzinami czy wreszcie z religią.

Muzyka afrykańska odnosi się przede wszystkim do kontekstu społecznego czasami nawet zastępuje język. Pieśni to jakby odrębny język muzyczny, który uzupełnia komunikację werbalną. Teksty, instrumenty, taniec to przede wszystkim przekazywanie tradycji. Wszystko jest mową, komunikatem, przekazem. To mowa dźwięków i gestów.  Oczywiście muzykę uzupełnia zawsze taniec. Choć zarówno muzyka jak i taniec nie ma nic wspólnego z tym czym jest dla nas. W Afryce to metafora kultury danej społeczności, danego plemienia. W tańcu widać daną zbiorowość, pokazują mity religijne, ilustrują praktyczne treści życia, zdradzają tajemnice plemienne albo opisują jakieś wydarzenia np. polowanie czy śmierć. Taniec jest jakby wizualizacją języka mówionego. Czasami mam wrażenie, że afrykańskie bębny to jakby mowa tego kontynentu a rytmiczne tańce to jakby opowieści o tym co najważniejsze dla mieszkających tam ludzi. To jakby kulturowy przekaz.

Muzyka i Afryka to właściwie jedność. Poprzez muzykę „dogadują” się nawet najbardziej nieprzyjacielskie plemiona. W wielu afrykańskich językach nie ma rzeczownika określającego muzykę. Jest ona tak silnie zintegrowana z życiem, że nie ma potrzeby aby ją nazywać. Jest częścią duszy każdego człowieka. W niektórych społecznościach bębny, typowy afrykański instrument, są otaczane podobnym szacunkiem jak człowiek. Jeżeli zajmują się nimi kobiety, to troszczą się o nie tak samo jak o swoje dzieci czy mężów. W całej Afryce używane instrumenty są podobne, jednakże istnieją również różnice wynikające z różnorodności kulturowej. Ciekawostka – bębny są bardziej popularne w tych krajach gdzie jest dużo lasów a mniej na terenach tych państw gdzie dominuje sawanna.

Na tym tle Etiopia a przede wszystkim dolina rzeki Omo nie wypada najlepiej. Tutejsze plemiona nie rozwinęły szczególnych tradycji instrumentalnych. Związane jest to przede wszystkim z koczowniczym trybem życia tych ludzi. Skoro trzeba się przemieszczać to trudno aby istniał rozbudowany system instrumentów muzycznych. Nie oznacza to jednak, że muzyka nie istnieje tutaj wcale. Mieliśmy okazję przekonać się właśnie w tej wiosce, podczas tej uroczystości jak duże znaczenie ma śpiew i muzyka dla tych ludzi. Choć dźwięki to tylko trąbki, gwizdki i dzwonki to jednak rytm, który zapadał głęboko również i w nasze zmysły.

Często zaskakiwało mnie, że Afrykańczycy potrafią jednocześnie grać lub tańczyć w wielu różnych rytmach. Jest to dla nich tak naturalne jakby wszyscy się z tym rodzili. Jakby był to ich naturalny odruch. Zapewne ma tutaj duże znaczenie, że tradycje muzyczne i taneczne są przekazywane od pokoleń i to od setek lat. Może w Afryce nie ma wielu potrzebnych człowiekowi rzeczy ale muzyka była zawsze. Tutaj w Hamerskiej wsi, choć dźwięki dla nas trudne są manifestacją integracji grupy, wspólnoty. Jest to podstawa komunikacji tych ludzi. My oczywiście nic z tego nie rozumiemy. Jednak gdy posłuch się tego śpiewu dłużej, wyraźnie da się usłyszeć jakby rozmowę. Po tonach i dźwiękach można rozpoznać, że w pieśniach są pytania i odpowiedzi. To jakby dialog.

Uświadamiając sobie, że Afryka jest kolebką ludzkości, że w każdym z nas tkwi „kawałeczek” tego pierwotnego rytmu, który w natłoku cywilizacyjnych uwarunkowań niestety gdzieś zgubiliśmy, wówczas te afrykańskie rytmy nabierają dla nas innego znaczenia. Ludzie w Afryce oddają się śpiewowi całkowicie.  Podczas tańca wpadają w trans. Nie ma tu miejsca na kontrolowaną choreografię, nie ma miejsca na udawanie. W Afryce kiedyś słyszałem, że w bębny należy bić tak mocno, by pękała skóra, którą są obite. Tańczyć natomiast tak, by w ziemi powstały dziury.

 

2 komentarze do “W hamerskiej wsi na tańcach”

  1. Super, jak zawsze :)) Świetne są też filmiki, bardzo mi się podobało :))

  2. Cieszę się 🙂

Skomentuj