Ponad półtorej godziny zajęło nam dojechanie z Turmi, gdzie zatrzymaliśmy się na obiad, do wioski Hamerów. Był więc czas na obserwację otoczenia i zapoznanie się z wiedzą o tym kim są ci ludzie. Jak zawsze droga dostarczyła niezwykłych wrażeń i fajnych spotkań. Krajobraz znowu nieco inny niż ten, który obserwowałem wczoraj. Ewidentnie widać, że zbliżamy się do terenów bardziej suchych. Tylko pojedyncze drzewa dają tutaj jakiś cień. Jest strasznie gorąco. Jednak to właśnie tutaj im dalej na południu tym krajobrazy są piękniejsze jakieś bardziej magiczne a może po prostu mnie tak oczarowują bo po raz pierwszy w życiu widzę spaloną słońcem krainę z majestatycznymi górami w tle.

Jedynym urozmaiceniem suchego krajobrazu są rosnące tutaj rośliny z rodziny kaktusowatych. Nie znam się na botanice, więc nie wiem co to za rośliny, jednak wyglądają pięknie. Z wyglądu przypominają mi aloes. Wielkie, mięsiste liście jakby już nie wytrzymywały tego słońca mają barwę nawet czerwoną. Rośliny te nadają okolicy jeszcze bardziej surowego klimatu i wywołują we mnie jakby poczucie wielkiej pokory wobec przyrody i jej siły. Jednak przyroda nie tylko „straszy” ale też potrafi zaskakiwać. Krajobraz niesamowicie ożywia małe drzewko a dokładniej kwitnące na nim różowe kwiaty. Nie ma żadnych liści a samo drzewko przypomina miniaturowe baobaby (przynajmniej ja mam takie skojarzenia). Ta roślina to sławna „róża pustyni” (adenium obesum).

Ta niewielka roślina ma jakby spuchnięte łodygi, w których magazynuje wodę. Małe, zielone i mięsiste listki również gromadzą w sobie potrzebne do przeżycia płyny. Roślina jest niezwykle dekoracyjna i w tych suchych krajobrazach jest widokiem niezwykłym. Powykręcane na wszystkie strony łodygi jakby cierpiały od gorąca a różowe kwiatki jakby cieszyły się ze słońca. Nie jestem jakimś szczególnym entuzjastą kwiatków, roślinek itp. jednak widok na tych suchych terenach, gdzie właściwie wszystko już uschło, kwitnącej rośliny podziałało również na mnie.

Okazuje się, ze roślina ta jest znana w Polsce i nawet dosyć popularna w uprawie domowej. Jest łatwa w utrzymaniu i nie wymagająca zbyt wielu zabiegów. Może to dobry pomysł na to, aby mieć kawałek żywej Afryki we własnym domu? Adenium obesum – róża pustyni, adenium arabske, adenium opasłe (ang. Sabi Star, Kudu lub Desert-rose) jest sukulentem należącym do rodziny oleandrów, pochodzącą ze wschodniej Afryki. Rośnie w Afryce i na Półwyspie Arabskim w klimacie subtropikalnym i tropikalnym. Wszystkie części rośliny są trujące (tradycyjnie mleczko Adenium służy do zatruwania strzał). Okazuje się, że nawet tutaj można zachwycić się przyrodą.

Mijamy małe pojedyncze wioski Hamerów. Małe osady ogrodzone są suchymi, kolczastymi gałęziami. Składają się najczęściej z 10 – 15 chat, zbudowanych wyłącznie z gliny, drewna i traw a zamieszkanych przez kilka dużych rodzin. Hamerowie, których liczebność szacuje się na 46 i pół tysiąca ludzi (według spisu powszechnego z 2007 roku) zamieszkują głównie obszary wiejskie. Wspomniany spis podaje, że na terenach miejskich mieszka ich tylko niecały 1 tysiąc. Uchodzą oni za archetypiczny lud zamieszkujący dolinę Omo, ponieważ nie tylko posługują się oni jednym z języków omotyckich, występujących wyłącznie na tym niewielkim skrawku południowej Etiopii, ale także stosują wyrafinowane i różnorodne techniki zdobienia ciała, typowe dla ludów żyjących na tych terenach o których już pisałem wcześniej.

Podobnie jak inne ludy w dolinie Omo Hamerowie tradycyjnie są pasterzami i bardzo szczycą się swoimi stadami bydła, choć obecnie utrzymują się z rolnictwa. Słyszałem, że mężczyźni z tego plemienia mają aż trzy imiona: jedno normalne, drugie krowie, trzecie kozie – tak ważne w ich życiu są zwierzęta. Hamerów łączy bardzo bliska więź z plemieniem Baana (Bena) ich sąsiadami z północy. Już o tym pisałem. Posługują się oni podobnymi językami a oba ludy często zawierają między sobą związki małżeńskie.

Dobrze udokumentowane powiązania kulturowe między starożytnym Egiptem a Etiopią (uważni czytelnicy mojego bloga już mogli o tym przeczytać), mogą dotyczyć także Hamerów i innych plemion południa doliny Omo. Profesor Ivo Stracker, niemiecki antropolog, który przez trzy dekady badał kulturę Hamerów i przez długi czas długo mieszkał wśród nich, zauważa, że środowisko i rolniczo – pasterski tryb Hamerów przywodzą na myśl wczesny etap rozwoju cywilizacji egipskiej. Udokumentował ponadto uderzające podobieństwa między współczesnymi sprzętami gospodarskimi Hamerów i identycznymi przedmiotami przedstawionymi na wczesnych egipskich malowidłach – do najciekawszych przykładów należy woko, rodzaj zakrzywionego i rozwidlonego kija pasterskiego, oraz podgłówki używane przez mężczyzn z ludu Hamerów.

Z poznawania historii Hemarów wyrywa mnie kolejne na naszej trasie przypadkowe spotkanie. Tym razem spotykamy grupkę dzieciaków, które jak to w Afryce wyłaniają się z nikąd. Tym razem to oczywiście najmłodsze pokolenie Hamerów, w końcu jesteśmy na terenach tego plemienia. Dzieciaki jak zawsze są bardzo ciekawskie i przyjaźnie nastawione. Im dalej na południe tym dzieci zachowują się spokojniej a często nawet wstydliwie i bojaźliwie. Takie spotkania gdzieś na końcu niczego z dzieciakami dla których te wszystkie wyschnięte, kolczaste krzaki to podwórko do zabawy, są zawsze bardzo radosne dla mnie. Zresztą nie tylko w Afryce. Dzieci zapamiętujemy najbardziej i też najbardziej nad nimi się rozczulamy. Już kiedyś pisałem o takim powiedzeniu, że dzieci dzielą są na czyste i szczęśliwe. Te wszystkie afrykańskie dzieciaki  potwierdzały to powiedzenie. Może to dobry moment aby rozprawić się z pewnymi stereotypami dotyczącymi afrykańskich dzieci czy Afryki w ogóle.

Rozmowa o afrykańskich dzieciach nie jest prostą sprawą. Obraz dziecka wychowanego w tradycyjnej sielankowej atmosferze kontrastuje z medialnym wizerunkiem głodnego czarnego dziecka żyjącego bez opieki na ulicy. Ten smutny widok pokazywany od połowy lat osiemdziesiątych przez organizacje humanitarne i stacje telewizyjne, uzupełniony jeszcze o obraz dzieci-żołnierzy, wytworzył specyficzny sposób myślenia o kondycji dzieci w Afryce. Trzeba pamiętać, że nie jest to jedyna prawda o  kontynencie afrykańskim i że pomimo licznych rozgrywających się tam tragedii codzienność przeciętnego afrykańskiego dziecka nie jest tak dramatyczna. W kulturach Afryki dziecko zajmuje centralne miejsce. Chęć posiadania potomstwa wynika między innymi z wierzeń animistycznych, gdzie duchy zmarłych przodków chronią żywych. Ci ostatni są zobowiązani przekazywać wzorce tradycji z pokolenia na pokolenie. Tłumaczy to ważne miejsce, jakie dziecko zajmuje w tych kulturach.

Pierwszym zadaniem z jakim musimy sobie poradzić jest zerwanie z mitem dzikiej Afryki. Używanie tego określenia sprawia, że zamykamy ten kontynent w kapsule czasu, cofając jego rozwój o kilka wieków, tak jakby globalizacja i wzrost ekonomiczny nie miały miejsca. Patrzenie przez taki pryzmat pokazuje ten kontynent jako straszny, tajemniczy i pozbawiony cywilizacji. Ignorowanie faktu, że obok wsi i glinianych domów bez prądu i bieżącej wody są w Afryce duże metropolie i drapacze chmur, uniemożliwia ukazanie rzeczywistego oblicza kontynentu afrykańskiego, pełnego kontrastów i sprzeczności.

Mit: Afryka to jeden, wielki kraj.

Fakt: Afryka to ogromny kontynent, drugi (po Azji) co do wielkości i zaludnienia, na którym żyje ponad miliard ludzi. Afryka składa się z pięćdziesięciu trzech krajów, w których mówi się w sumie ponad tysiącem języków. Trzeba jednak patrzeć na Afrykę tak, jak na każdy inny kontynent, na którym jest wiele bardzo zróżnicowanych krajów i kultur.

Mit: Wszyscy Afrykańczycy są czarni.

Fakt: To nieprawda. Afryka, tak jak większość kontynentów, jest swoistym tyglem kulturowym i etnicznym. Duża część populacji w Afryce ma pochodzenie azjatyckie i europejskie. Na północy, w takich krajach jak Egipt, Algieria czy Tunezja mieszkają przede wszystkim ludzie pochodzenia arabskiego. Z kolei na południu, w Namibii, RPA czy Zimbabwe żyją rdzenni biali Afrykańczycy o korzeniach europejskich, a na wschodnim wybrzeżu, w Tanzanii czy Kenii, można spotkać liczne grupy mieszkańców pochodzenia hinduskiego.

Mit: Większość obszaru Afryki porasta gęsta dżungla, a ludzie mieszkają w wioskach.

Fakt: To obraz Afryki utrwalony przez filmy przygodowe. Rzeczywiście, część kontynentu porastają lasy tropikalne. Jest to jednak niewielka część obszaru kontynentu, który jest bardzo zróżnicowany pod względem klimatu i roślinności: w Afryce mamy również strefy pustynne, górzyste, sawanny czy lasy nietropikalne, np. sosnowe. W Afryce są wielomilionowe miasta w których żyje czterdzieści procent Afrykańczyków (np. Lagos z dziesięcioma milionami mieszkańców, Johannesburg czy Nairobi). Szacuje się, że w latach do roku 2030 liczba mieszkańców Afryki żyjąca w miastach się podwoi.

Mit: Większość dzieci-żołnierzy to afrykańscy chłopcy.

Fakt: Obraz czarnego chłopca z karabinem przewieszonym przez ramię utrwalają media. Natomiast fakty są takie, że większość dzieci-żołnierzy nie jest w ogóle uzbrojonych, ponieważ pełnią funkcje pomocnicze: są kurierami, tragarzami czy służą jako obiekty seksualne. W różnym stopniu dotyka to dziewczynek – stanowią one czasem nawet czterdzieści procent dziecięcych grup partyzanckich. Zjawisko porywania dzieci do uzbrojonych grup występuje na całym świecie. Najczęściej zdarza się to w Birmie, Nepalu i Sri Lance (Azja) czy Kolumbii (Ameryka Południowa). W Afryce to zjawisko jest obecnie szczególnie dotkliwe w Kongo, Burundi, Liberii i Sierra Leone.

Mit: AIDS to przede wszystkim problem Afryki.

Fakt: Prawda, że około siedemdziesiąt procent wszystkich osób z HIV/AIDS mieszka w Afryce, jednak występowanie tej choroby nie ogranicza się do kontynentu afrykańskiego. Chorzy mieszkają na wszystkich kontynentach świata, a najwyższe wskaźniki rozprzestrzeniania się AIDS można zaobserwować w Europie Wschodniej, Centralnej Azji i Ameryce Łacińskiej.

Mit: Wszystkie afrykańskie dzieci mają duże brzuchy.

Fakt: Biedne dzieci są na całym świecie. Wychudzone dziecko z dużym brzuchem stało się symbolem afrykańskiego dziecka w świadomości polskiego społeczeństwa. Taki obraz wyłania się nie tylko z medialnych przekazów, które koncentrują się na wielkich tragediach w Afryce, ale także ze sposobu przedstawiania afrykańskich dzieci przez niektóre organizacje pomocowe. A to w połączeniu z lekturą Sienkiewiczowskiego „W pustyni i w puszczy” prowadzi do utrwalania stereotypów i towarzyszących im skrótów myślowych. Skoro dziecko w wiadomościach telewizyjnych albo na zdjęciu w gazecie ma spuchnięty brzuch, smutne spojrzenie i jest prawie nagie, to tak muszą wyglądać inne dzieci w Afryce. Oczywiście w Afryce dzieci bywają głodne. Jednak głodne dzieci spotkamy na ulicach każdego miasta na całym świecie. Nie jest to problem tylko Afryki.

Mit: Afrykańskie dzieci są nieszczęśliwe bo są biedne.

Szczęśliwe dzieciństwo zapewnia przede wszystkim rodzina. W Afryce rodzina jest najważniejsza i tego jak powinna funkcjonować więź społeczna może się od Afrykańczyków uczyć cały świat.  W Afryce dzieci płaczą, śmieją się, mają swoje domowe zwierzątka, przyjaciół z którymi grają w piłkę jak wszędzie na świecie. Przekonanie, że afrykańskie dziecko musi być biedne i cierpiące, prowadzi też do sytuacji, kiedy na plakatach promujących imprezę charytatywną pojawia się taki obraz: czarne, żebrzące dziecko klęczy i je z białej ręki. Była to impreza z okazji Dnia Dziecka zorganizowana w jednym z warszawskich klubów w 2008 roku. Po raz kolejny okazało się, że stereotyp wygłodzonego malucha bardziej pasuje do Afryki niż widok uśmiechniętego i radosnego dziecka, których w  rzeczywistości jest w Afryce o wiele częstszy.

Mit: Afryce pomaga cały świat.

O pomocy dla tego kontynentu pisałem już niejednokrotnie. Prawdą jest tylko to, że cały świat jedynie debatuje o tym jak pomóc. Rok 2000 był dla nas wszystkich rokiem szczególnym, rozpoczynało się kolejne tysiąclecie. Wielu z nas stawiało sobie nowe, osobiste cele. Tak też zrobił cywilizowany świat w przypadku Afryki. Uchwalono Milenijne Cele Rozwoju (ang. Millennium Development Goals, MGG), które zostały przyjęte w Deklaracji Milenijnej przez przywódców 189 państw na szczycie Organizacji Narodów Zjednoczonych w 2000 roku. Osiem Milenijnych Celów stanowi zobowiązanie społeczności międzynarodowej do redukcji ubóstwa i głodu, zapewnienia równego statusu kobiet i mężczyzn, poprawy stanu zdrowia, poprawy stanu edukacji, walki z AIDS, ochrony środowiska naturalnego, a także zbudowania globalnego partnerstwa między narodami na rzecz rozwoju. Został również jasno określony termin realizacji Celów, przewidziany na 2015 rok. Dzisiaj mamy rok 2011 mija jedenasty rok realizacji tych pięknych postulatów i jaki mamy efekt? Wiem, jeszcze zostały 4 lata i się uda…

Jest oczywiście jeszcze wiele innych niesprawiedliwych opinii na temat Afryki. Każdy z nas powinien sam umieć spojrzeć na ten kontynent z pominięciem tych stereotypów. Trzeba się tego nauczyć. Podróż po Etiopii dała mi tą możliwość i już wiem, że Afryka nie jest tylko czarno – biała. Nie byłbym sobą gdybym nie pozwolił sobie na małą (a może i dużą tym razem) nutkę edukacyjną w tym wpisie. Jakoś tak mam :). Jeżeli na ten blog trafi przypadkiem na przykład jakiś nauczyciel, który chciałby Polskim dzieciakom przybliżyć prawdziwy obraz Afryki i mieszkających tam dzieci, polecam szczególnie konspekt lekcji pt. „JAK MÓWIĆ POLSKIM DZIECIOM O DZIECIACH AFRYKI ? Pod redakcją Pawła Średzińskiego a wydany przez Fundację „Afryka inaczej”, www.afryka.org/fundacja do ściągnięcia z ich strony www.afryka.org/poradnik/poradnik.pdf, a z którego pozwoliłem sobie skorzystać pisząc tą notkę.

9 komentarzy do “W drodze do domu Hamerów”

  1. Uważam, że ten wpis powinien w całości ukazać się w jakimś ogólnopolskim dzienniku.
    Adam, napisałeś to w tak prosty, ludzki sposób, że powinno to przeczytać jak najwięcej ludzi. Właśnie te stereotypy…. często się nimi spotykam. A szczególnie wśród ludzi, którzy nigdy w Afryce nie byli, nawet arabskiej a wszystko wiedzą najlepiej…. Skąd?? Ignorancja?
    Właśnie takich artykułów powinno być jak najwięcej a nie zakłamanych często informacji w mediach.
    I niestety w szkołach często jest to powielane 🙁

    Brawo Adam, bardzo mi się podobało 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  2. Wiesz ja tylko posłużyłem się świetnym konspektem ze strony afryka.org i „wplotłem” jego część w swoje doświadczenia. Masz jednak rację, że zazwyczaj najwięcej do powiedzenia mają Ci, którzy nigdy w Afryce nie byli i nie zadali sobie trudu aby właśnie wyjść poza te stereotypy. Dlatego materiał fundacji jest znakomity dla nas wszystkich. Przecież większość z nas też ma dzieci i może warto w domu rozmawiać o Afryce inaczej? Wiesz jak poczułaby się nauczycielka (nieprzygotowana) gdyby dzieci z domów wynosiły ten prawdziwszy obraz Afryki i świata? Bezcenne….. 🙂 Zmiana spostrzegania świata to jest to co w podróżach uwielbiam najbardziej. Nie mówiąc już o tym, że zmienia to również moje życie – na lepsze 🙂

  3. Masz rację. Podróże zmieniają, skłaniają do zastanowienia się nad sobą i swoim życiem. Właśnie, zmiana postrzegania świata, też to lubię 🙂
    Mam nadzieję że moje dziecko będzie umiało kiedyś poprawić swoją panią, jeśli będzie taka potrzeba :))))))))))

  4. Autor pisze:(…)Oczywiście w Afryce dzieci bywają głodne.(…)

    Czy jest to z Twojej strony kiepski żart?
    Twoim zdaniem dzieci w Afryce BYWAJĄ głodne?
    Byłeś chyba nie w tych miejscach co trzeba, a jeżeli nie widziałeś, nie pomogłeś to przestań bredzić.
    Jestem wzburzona.

  5. Bywają głodne oznacza, nie mniej nie więcej, jak tylko to, że na swojej drodze po tym fascynującym miejscu na Ziemi ale jednocześnie najbiedniejszym, spotkałem dzieciaki które nie znały pojęcia głodu jak i takie, które nie znały pojęcia najedzenia. Jest różnie, choć nigdzie nie piszę, że jest dobrze. W brew pozorom są rejony w Afryce gdzie głodnych dzieci nie ma. Zwłaszcza tam gdzie żyzna ziemia i warunki pogodowe pozwalają na regularne uprawy, nie brakuje żywności. Inna historia to taka, że wiele afrykańskich krajów byłoby w stanie wyżywić siebie i jeszcze żywność eksportować. Wydaje nam się to nie realne! Dlaczego jednak jest inaczej? Zajrzyj, droga Natalio do literatury poświęconej okresowi kolonizacji a także ogólnoświatowej pomocy gigantycznych organizacji międzynarodowych. Polecam, zobaczysz, że świat nie jest taki jak w telewizji.
    Nie pomogłem? To, odpowiem pytaniem. Jaki jest sposób na pomoc Twoim zdaniem?
    Pozdrawiam serdecznie.

  6. Bardzo interesujące! Bardzo interesujące! Bardzo interesujące!

    Very interesting! Very interesting! Very interesting!

    Molto interessante! Molto interessante! Molto interessante!

    非常有趣的!非常有趣的!非常有趣的!

    Mycket intressant! Mycket intressant! Mycket intressant!

    مثيرة جدا للاهتمام! مثيرة جدا للاهتمام! مثيرة جدا للاهتمام!

    非常に興味深い!非常に興味深い!非常に興味深い!

  7. Siema.

    Dzieci w Afryce – niby wiecznie głodne, a brzuski mają. Dziwne..

  8. Duże brzuchy niestety nie są oznaką najedzenia. Najczęściej jest to objaw posiadania w organiźmie pasożytów pochodzących np z zanieczyszczonej wody. Brak czystej wody pitnej jest chyba największym koszmarem ludzi mieszkających na tych terenach. Brak wody powoduje brak pożywienia a to juz prosta droga do chorób i śmierci wielu z tych maluchów. Niestety ;(

  9. Wiktoria :

    kiedyś byłam w Afryce w Egipcie w etipii i w namibi a jedyne co tam robiłam to pomagałam naprawdę było warto Żeby zobaczyć choć jeden uśmiech tych maluchów.:-)

Skomentuj