Mursi i ich sąsiedzi (Ari, Karo, Hamer, Bodi, Surma, Dizzi, Dassanetch, Banna, Me’en, Nyangatom, Bashada, Kwegu) stali się częścią Etiopii pod koniec XIX wieku, gdy cesarz Menelik II przejął kontrolę nad częścią ziem przy południowo – zachodniej granicy Kenii i niziny Sudanu. Był to obszar zamieszkany przez kilka małych grup etnicznych o odrębnej tożsamości kulturowej, które znakomicie przystosowały się środowiskowych warunków życia w tym trudnym terenie. Mursi zalicza się do większej grupy etnicznej nazwanej Surma. Należą do niej Mursi, Suri oraz Me’en (wszystkie grupy posługują się takim samym lub bardzo zbliżonym językiem) ich przodkowie prawdopodobnie mieszkali na terenach Nubii. Jednak sami Mursi stanowczo odcinają się od określenia Surma.

Nie sposób ustalić dzisiaj skąd przywędrowali w to miejsce Mursi. Szacuje się, że pojawili się tutaj jakieś 200 lat temu choć nie mieszkali dokładnie w tej okolicy gdzie żyją dzisiaj a w pobliżu. Mursi których znamy dzisiaj są na dużą skalę pochodną ruchów migracyjnych ludów pasterskich, które poszukiwały lepszych pastwisk na wyżynie Abisyńskiej. Antropolodzy wyróżniają trzy podstawowe fale emigracyjne tego plemienia podczas ostatnich 150 – 200 lat a związane one były z wysychaniem dorzecza rzeki Omo. Pogarszanie się warunków wypasu bydła, które jest i zawsze było głównym zajęciem Mursi zmusiło ten lud na szukanie innych ziem, gdzie mogli się osiedlić.

Pierwsza fala migracji miała miejsce z ziem leżących na zachód od rzeki Omo i dotarła do dzisiejszego południowego terenu ziem, które zajmują Mursi. Najprawdopodobniej miało to miejsce około połowy XIX wieku. Dla samych Mursi jest to bardzo ważne wydarzenie w budowaniu ich tożsamości kulturowej do dzisiaj. Następna fala migracji ruszyła na północ. Szukano terytorium gdzie byłby lepszy dostęp do wody dla bydła. Ta fala migracji miała miejsce w latach 1920 – 1930. W ten sposób Mursi dotarli do rzeki Mara, która stała się północną granicą ich terytorium.

Ostatni ruch wykonali w roku 1979 i przemieszczali się w stronę pasm górskich dolnej części doliny Omo. Tutaj natknęli się na terytorium Ari, z którymi prowadzili wieloletnie i krwawe wojny o dostęp do wody i najlepszych pastwisk. W pierwszych latach XX wieku do konfliktu przyłączyło się jeszcze plemię Bodi, które również rościło sobie prawo do tych terenów. Dzisiaj wydaje się, że spory się skończyły i wszystkie plemiona żyją w zgodzie. Jednak nie darzą się sympatią i gdy zapytasz Mursi po co im karabiny zawsze odpowiedzą, że są potrzebne do obrony terytorium przed innymi plemionami.

Każda z trzech fali migracyjnych była  zapoczątkowana przez niewielką grupę rodzin, które podróżowały na stosunkowo niewielkie odległości od pierwotnego terytorium. Gdy uznali, że znalezione ziemię nadają się do zamieszkania budowali tam swoje osady i w ciągu następnych kilku lat przenosiły się tam kolejne rodziny. Można powiedzieć, że migracje były ruchem oddolnym i tylko najważniejsi niejako pionierzy przyczyniali się do polepszania warunków życia całego plemienia. Jednak migracji była zawsze odpowiedzią na negatywny wpływ środowiska na ich życie a powodem zawsze konieczność znalezienia lepszych pastwisk, dostępu do wody aby napoić zwierzęta i lepszej ziemi uprawnej.

Do dzisiaj Mursi prowadzą koczowniczy tryb życia. Choć już przemieszczają się w ramach swojego terytorium. Gdy dane rodzina postanawia się przenieść w inne miejsce po prostu to robi. Zawsze powodem jest konieczność wyżywienie siebie i zwierząt. Zabierają swój dobytek i zakładają wieś w dogodnym miejscu. Chaty budują z traw, liści i gałęzi, które z zewnątrz przypominają okrągłe iglo lub snopki siana.  Wsie nie są ogrodzone i nie mają żadnych zabezpieczeń przed atakiem czy ze strony wrogich plemion czy dzikich zwierząt. Domy nie są szczególnie solidne, ale związane jest to właśnie z przemieszczaniem się i za każdym razem budową nowego schronienia. Chaty budują kobiety, które również zajmują się uprawą poletek, zaopatrywaniem wioski w wodę i wychowywaniem dzieci. Przygotowują również miejscowy alkohol, przygotowują mąkę, ucierając zboże na kamieniu i gotują jedzenie. Do gotowania na ognisku używają glinianych naczyń, do noszenia i przechowywania wody i alkoholu natomiast służą tykwy, choć coraz częściej widuje się plastikowe baniaki. Mężczyźni natomiast zajmują się przede wszystkim wypasem bydła (które na noc nie jest zaganiane do wsi) i gotowością do obrony swoich wiosek i ziem.  dlatego zazwyczaj w samych wioskach większość to kobiety i dzieci. Poza tym mężczyźni dnie spędzają na piciu alkoholu, dysputami w cieniu pod drzewami. W całej wsi biega oczywiście mnóstwo dzieci, które też pracują albo pomagając w domu lub w polu czy wreszcie dźwigając ciężkie tykwy z wodą.  Żadne dziecko nie chodzi do szkoły bo w tych terenach nie istnieje żadna infrastruktura typu szkoła, szpital, sklep. Po wszystko trzeba udać się do najbliższego miasta a zazwyczaj jest to kilkadziesiąt kilometrów. Więc Mursi udają się jedynie na targ, aby kupić to co jest im potrzebne.

Życie we wsi jest zorganizowane i poddane rytmowi pory dnia czy pory roku oraz oparte jest na wspólnocie. Często dochodzi do podziału dóbr (zborze, mleko, krew krowia) pomiędzy wszystkich członków wspólnoty. Na czele wioski stoi wódź, którego można usunąć gdyby nie sprawdził się w roli jaką pełni. To właśnie z wodzem wioski należy negocjować wysokość opłaty za wstęp i samo pozwolenie na wstęp do wioski. Gdy nadchodzi susza Mursi przenoszą się w kolejne miejsce i cały proces budowania wspólnoty materialnej zaczyna się od nowa. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach, ze względu na rozwój turystyki i dochody z niej płynące Mursi raczej koczują w tych samych miejscach lub blisko poprzedniego. Zwyczaj prowadzenia koczowniczego trybu życia zapewne będzie powoli zanikał bo więcej pieniędzy można zarobić od turystów, którzy wiedzą gdzie przyjechać niż z własnej produkcji rolnej czy zbierania miodu, których nadwyżkę można sprzedać czy wymienić na targu.

3 komentarze do “Skąd wziął się Mursi?”

  1. co raz wiecej magicznej nutki w Twoich opowiesciach Adam,zaczytuje sie do bolu….:-)

  2. Moniko cieszę się, że się zaczytujesz 🙂 Powiem szczerze, że lekko obawiałem się tego mojego tonu nazwijmy go „oświatowego’. Nie wiedziałem jak czytelnicy przyjmą taką „naukę”. Okazuje się, że jednak Was to nie odstrasza! Dzięki 🙂

  3. Jak na razie balans jest zachowany Adas..:)..Twoje przemyslenia i przezycia plus ksiazkowe fakty tworza bardzo ciekawa fabule….oby tak dalej..:)

Skomentuj