Scena pierwsza.

Grupa białych turystów przyjeżdża do małej afrykańskiej wioski na południu Etiopii, która jest domem dla mieszkających tu ludzi z plemienia Ari. Dookoła zielono, rosną banany, drzewa mango uginają się od dojrzałych owoców. Miejscowi ludzie uśmiechają się pozdrawiają a dzieciaki dokazują, jak to dzieci. Zgrzebne domki pokryte strzechą takie jakie znamy z filmów o cudownej, pięknej i tajemniczej Afryce. Pomiędzy zadbanymi obejściami ludzie wykonują swoje tradycyjne, codzienne zajęcia. Starsza pani lepi garnki nucąc sobie jakąś tajemniczą pieśń, kawałek dalej młoda dziewczyna wielkim kijem w miejscowym moździerzu zamienia ziarna kukurydzy na mąkę z której później wypiecze tutejszy chleb dla swojej rodziny. Z pobliskiej chaty ulatują kłęby dymu a to znak, że kukurydza również służy do destylacji alkoholu. Po lewej stronie budują nowy dom. Jest sielsko – anielsko.

Młoda matka z zapałem siekierkom rąbie drewno na ognisko. Zapewne za chwilę będzie gotowała nad ogniskiem obiad dla swojej rodziny. Przygląda jej się mały może dwu, trzy letni chłopczyk. Pewnie synek, bo trzyma się blisko mamy jednocześnie nieco się krzywiąc i zbierając do płaczu gdy turyści podchodzą bliżej. Wreszcie jego nerwy nie wytrzymują i z płaczem ucieka  chowając się za maminą spódnicą. Kobieta przerwa swoją pracę bierze synka na ręce, uspakaja a turystom posyła przyjazny uśmiech. Turyści się śmieją, bo to takie swojskie, znane im przecież z własnego kraju. Nieco z tylu za kobietą pod typową glinianą, zadbaną chatką na jakimś kolorowym i brudnym posłaniu siedzi mała dziewczynka. Jeszcze chyba nawet nie umie chodzić. Siedzi i patrzy przed siebie, pewnie obserwując mamę, czy przypadkiem nie zostawi jej samej. Turyści podchodzą bliżej.

Mała dziewczynka, choć w brudnym ubranku, zresztą jak wszystkie dzieci w Afryce, wygląda zjawiskowo siedząc sobie grzecznie pod domkiem. Typowo afrykańska chata, mała dziewczynka przystrojona koralikami – tego turyści potrzebowali najbardziej. Piękne zdjęcia zrobią na pamiątkę. Czegoż chcieć więcej, każdy wyciąga aparat i kilka obiektywów wycelowanych w małą, śliczną dziewczynkę siedzącą pod chatką strzela niczym karabiny maszynowe. Turyści są wniebowzięci taki piękny obrazek! Taka pamiątka! Tak tutaj ładnie, przyjemnie i co najważniejsze afrykańsko, prawdziwie. Nie jakaś tam wioska masajska, która tylko udaje prawdziwą. Tutaj wszystko jest takie naturalne, żywe i fascynujące. Prawdziwe życie afrykańskiej wioski.

Mała dziewczynka siedząca pod chatką jest już na tyle duża, ze zauważa całe to zamieszanie i zaczyna się zbierać do płaczu. Jednak mama bacznie czuwa i idzie w jej stronę. Za nią, nieporadnie drepce brat małej dziewczynki siedzącej pod chatką. Mama uśmiecha się do białych turystów i uspakaja nieco wystraszone tym zamieszaniem dzieciaczki. Patrzy na białych turystów a jej spojrzenie jakby mówi „ach głupiutkie, te moje maluszki – płaczą na widok białych turystów”.

Scena druga.

Grupa białych turystów przyjeżdża do małej afrykańskiej wioski na południu Etiopii, która jest domem dla mieszkających tu ludzi z plemienia Ari. Dookoła zielono, rosną banany, drzewa mango uginają się od dojrzałych owoców. Miejscowi ludzie uśmiechają, się pozdrawiają a dzieciaki dokazują, jak to dzieci. Zgrzebne domki pokryte strzechą takie jakie znamy z filmów o cudownej, pięknej i tajemniczej Afryce. Pomiędzy zadbanymi obejściami ludzie wykonują swoje tradycyjne, codzienne zajęcia. Starsza pani lepi garnki nucąc sobie jakąś tajemniczą pieśń, kawałek dalej młoda dziewczyna wielkim kijem w miejscowym moździerzu zamienia ziarna kukurydzy na mąkę, z której później wypiecze tutejszy chleb dla swojej rodziny. Z pobliskiej chaty ulatują kłęby dymu a to znak, że kukurydza również służy do destylacji alkoholu. Po lewej stronie budują nowy dom. Jest sielsko – anielsko.

Pod jedną z chatek turyści widzą mała dziewczynkę, która siedząc na brudnym posłaniu przygląda się otoczeniu. Turyści jak to turyści, takiej sceny nie mogą pominąć i fotografują jak szaleni. Podchodzą bliżej. Mała dziewczynka przestraszona zamieszaniem zaczyna lekko płakać. Przychodzi jednak mama i mała dziewczynka się uspakaja. Każdy turysta chce mieć zdjęcie z taką piękną, małą dziewczynką. Podchodzą bliziutko, kucają, uśmiechają się i pozują do zdjęć. Jednak to co z daleka było marzeniem każdego turysty – piękne zdjęcie, z bliska okazało się tragedią.  Turyści zorientowali się, że coś jest nie tak z małą dziewczynką siedzącą pod chatką. Do much i brudnych ubranek turyści się już zdążyli przyzwyczaić, ale mała dziewczynka siedząca pod chatką, jej mała buzia była wręcz oblepiona muchami. Muchy wchodziły jej do oczu, noska, ust – wszędzie. Mała dziewczynka siedząca pod chatką nawet się nie odganiała. Mama zresztą też nie próbowała odgonić tych paskudnych stworzeń. Wzrok małej dziewczynki siedzącej pod chatką był jakiś taki nieobecny a jej małym ciałkiem co chwilę trzęsły drgawki. Biali turyści schowali aparaty i nie wiedzieli co się dzieje.

Młodszy braciszek podszedł bliżej i turyści również zauważyli, że i on ma na buzi pełno much i choć początkowo mówili między sobą, że to taki ładniutki grubasek to teraz okazało się, że to raczej opuchlizna a nie oznaka dobrego wyżywienia. Chłopczyk kurczowo trzymał mamę za rękę i trząsł się jakby nagle zrobiło się zimno. Przecież to Afryka i jest gorąco a dzieci jakby trzęsły się z zimna. Turyści zorientowali się, że ta Afryka której właśnie doświadczają nie jest już taka sielska – anielska. To właśnie tutaj po raz pierwszy w życiu turyści zobaczyli chorych na malarię. Na dodatek chyba w najgorszym wydaniu – chore malusieńkie dzieci! Turystów obleciał strach, wstyd, zażenowanie. Piękny kadr, małej dziewczynki, przystrojonej koralikami, siedzącej pod chatką okazał się okrucieństwem. Okazał się czymś czego nigdy nie spodziewali się ujrzeć. Okazał się czymś o czym wiedzieli, że istnieje, z czego zdawali sobie sprawę ale nigdy nie doświadczyli, nigdy nie widzieli tak blisko. Popłynęły łzy….

Rozmowa.

T – turysta, P – lokalny przewodnik,

T – czy ona jest chora?

P – tak

T – to jest malaria?

P – tak

T – dlaczego mama nie zabierze jej do szpitala. Przecież najbliższy jest tylko 8 kilometrów stąd?!

P – jest za biedna. Nie stać jej na opłacenie leczenia

T – czy ta dziewczynka umrze?!

P – prawdopodobnie tak

Malaria jest obecnie jedną z trzech najważniejszych, oprócz AIDS i gruźlicy, chorób zakaźnych w świecie. Ocenia się, iż aktualnie 40-45% ludności kuli ziemskiej żyje na terenach zagrożonych malarią w ponad 100 krajach świata. Większość przypadków malarii (ponad 85%) przypada na rejony Afryki na południe od Sahary. Liczbę nowych zachorowań na zimnicę szacuje się na 300-500 milionów rocznie, a liczbę zgonów na 1,5-2,7 milionów każdego roku. Na zachorowanie najbardziej narażone są dzieci do 5 roku życia i kobiety ciężarne mieszkające na terenach endemicznych dla malarii oraz osoby nieodporne (nieposiadające swoistych przeciwciał), podróżujące m.in. z Europy do krajów endemicznego lub epidemicznego występowania malarii. W Polsce rejestruje się rocznie do 50 przypadków malarii importowanej, w tym nierzadko ciężkie postacie kliniczne. Wysoce niepokojąca w Polsce jest wysoka śmiertelność z powodu ciężkiej lub nierozpoznanej malarii. Wynosi ona wprawdzie nie więcej niż 3 przypadki rocznie, ale w porównaniu do liczby zachorowań, jest ona 16-krotnie większa niż w pozostałych krajach europejskich. Powyższe informacje pochodzą ze strony www. malaria.com – polecam zajrzeć wszystkim tym, którzy zastanawiają się czy warto zadbać o profilaktykę antymalaryczną w przypadku wyjazdów do Afryki i nie tylko.

Epilog.

Mała dziewczynka siedząca pod chatką w wiosce Ari, oddalonej od Dżinki o 8 kilometrów ma na imię Kidżi. Mam nadzieję, że dzisiaj też siedzi pod tą chatką i ma już siłę odganiać przeszkadzające jej muchy. Ma siłę bawić się z bratem, uśmiechać się i kiedyś wyrośnie na piękną kobietę, która nadal nosi białe korale.

Gdybyście kiedyś byli w tamtych stronach zapytajcie o Kidżi, małą dziewczynkę siedzącą pod chatką.

18 komentarzy do “Kidżi”

  1. Od pol godziny zastanawiam sie co napisac,ale nic madrego nie przychodzi mi do glowy…lzy leca mi jak grochy.
    Dobry z Ciebie czlowiek Adam.

  2. Moniko, powinienem być lepszy. To spotkanie tam w tej wiosce mi to uświadomiło. Nie bardzo wiedziałem jak opisać to co się tam wydarzyło, bo cokolwiek bym napisał nie odda tego co poczułem tam i tego co zostało ze mną. Ta mała dziewczynka zupełnie bezwiednie trochę zmieniła moje (i nie tylko moje) spojrzenie na siebie i wszytko dookoła. Wiem, że to zabrzmi jak banał ale Kidżi stała się kimś kto mi dzisiaj pomaga w moim życiu.

  3. kiedys czytalam,ze te podroze do Afryki sa bardzo ciezkie,nie fizycznie,ale wlasnie psychicznie,czlowiek wraca napietnowany,ale w pozytywnym tego slowa znaczeniu.Zmieniaja sie priorytety,zapatrywanie na swiat,rodzine i byt.

    Wlasnie tej konfrontacji boje sie najbardziej,ze nie udzwigne jej psychicznie,dlatego mowiac,ze nie jestem jeszcze gotowa na Afryke to nie mam na mysli aspektow organizacyjnych czy tez finansowych,znam siebie i wiem,ze musze do tego jeszcze dojrzec,zeby godnie sprostac temu zadaniu.

  4. Wielu moich znajomych mówi dokładnie ta samo jak Ty. Nie są jeszcze gotowi aby świadomie zmagać się z tymi wszystkimi emocjami, które w Afryce towarzyszą nam na każdym kroku. Gdy pojedziemy tam już świadomie widzimy więcej i przeżywamy bardziej intensywnie. Wracamy do domu troszkę inni, mam nadzieję, że lepsi.

  5. wiesława :

    Adam…., Piszesz, żeby będąc tam zapytać o tę dziewczynkę. Wcześniej, rozmawiając z przewodnikiem, padła diagnoza i „wyrok”. Czyżbyś miał jakieś dobre wieści dla nas o tych dzieciach, skoro dajesz sobie i innym nadzieję, że jeszcze żyją i że wyrosną na pięknych ludzi!?

  6. Wiesiu, tak małe dzieci często przegrywają z chorobą. Jednak to nie jest też tak, że rodzice nic nie robią aby im pomóc. Jakoś je leczą tym czym mogą, metodami „ludowymi”. Mam po prostu zwykłą ludzką nadzieję, że Kidżi i jej bratu się uda, że są zdrowe. Mam nadzieję…

  7. ja wiem ze moze teraz rozpetam „dyskusje” ale widzialam takich dzieci wiele, malaria dla takich maluchow jest wlasciwie smiertelna zwlaszcza ze nie jest leczona, swiat dysponuje swietnymi lekami na malarie ale kogo w Afryce na nie stac? a dlaczego te leki sa takie szalenie drogie? przeciez malaria dotyczy wlasnie najbiedniejszych krajow wiec co za sens produkowac lek ktory jest nie do kupienia dla najbardziej „zainteresowanych”… coz niestety dopoki „bogaci” turysci beda kupowac za setki euro taki malarone czy lariam i lykac jak cukierki „profilaktycznie” to te leki nigdy nie beda w cenach dostepnych dla panstw afrykanskich… i to jest bardzo smutne
    ala

  8. Witaj Ala 🙂
    Dyskusja jak najbardziej wskazana 🙂 Dlaczego leki są takie drogie? Nie wiem i też tego nie rozumiem. Jednak myślę, że nie przekłada się to tak prosto, na zasadzie my kupujemy za szalone pieniądze więc Afryka nie może mieć taniej. Między wierszami czytam – „nie kupujcie”. Jak już wiesz ja się absolutnie z tym nie zgadzam. Profilaktyka przede wszystkim. Mógłbym postawić zaczepną tezę a może powinniśmy kupować więcej, byłoby taniej? Jednak sam w to nie wierzę. Wracając do Etiopii. To, że Afryka jest tak biedna w dużej mierze bezradna z samą sobą to w dużej mierze wina świata cywilizowanego i pseudo pomocy. Wysyłanie przez lata tysięcy ton żywności spowodowało jedynie bierne czekanie Afrykanów na ewentualną pomoc. Nie mieści mi się w głowie, że tak żyzny kraj jak Etiopia ciągle zmaga się z głodnymi ludźmi. Niestety dawanie nie jest pomocą na dłuższą metę a jedynie krzywdą. Afryka ze swoimi złożami, wieloma żyznymi ziemiami mogła by być bogata i jednocześnie byłaby spichlerzem świata. Tylko po co? Gdzie my wówczas sprzedawalibyśmy swoje towary, skąd mielibyśmy tanie diamenty, złoto, miedź, ropę itp.? Wreszcie gdzie byśmy sprzedali naszą starą broń? Nie masz czasami wrażenia, że większość konfliktów w Afryce jest na rękę „cywilizowanemu” światu? Wieki niewolnictwa pozbawiły tych ludzi samostanowienia a teraz też im nikt nie pomaga a jedynie umacnia w przekonaniu, że mają być biedni. Koszt wyleczenia dziecka z malarii (która jak wiesz wcale nie jest jakąś straszną chorobą) w szpitalu w Dżince to mniej niż cena 2 opakowań Malarone. Oczywiście dla mamy Kidżi to fortuna. Nie wstrząsnęła mną ta choroba, nawet nie chore dziecko ale właśnie ta bezradność i okrutna bieda, kora nie pozwala matce zapłacić za leczenie. Ta wielka niesprawiedliwość i bezczynność świata, ta zgoda na śmierć dzieci w sytuacji gdy leczenie jest dostępne i w miarę tanie, gdyby tylko Afryka była traktowana przez „mocarzy” tego świata jak kontynent gdzie mieszkają tacy sami ludzie jak my.
    Zobacz ile szumu w mediach było w przypadku wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej (słusznego zresztą), a nikt nie mówi o tym co dzieje się w delcie Nigru. Tam umierają ludzie jak muchy przez zanieczyszczenia spowodowane wydobywaną ropą, ginie wszytko na przestrzeni setek kilometrów. Jaka telewizja o tym mówi? Jakie gazety piszą? Przecież to Afryka, kogo to obchodzi…. Ale jesteśmy świadkami, że Afryka się zmienia. Na razie na północy… Wydaje mi się, że nie bez znaczenia w tym wszystkim jest fakt, że dzięki turystyce miejscowi mają okazję przekonać się, dowiedzieć, że życie powinno wyglądać inaczej. To jeden z powodów dla którego warto podróżować!
    Pozdrawiam serdecznie
    Adam

  9. Etiopia nie dala sie skonializowac i placi za to niestety najwyzsza cene.Mialam sie Adam wlasnie zapytac,czy widziales na swojej trasie jakiekolwiek dzialania agencji charytatywnych?U nas w UK ,co drugi spot reklamowy to instytucje charytatywne ,ktore nawoluja do wplacenia pieniedzy na leczenie dzieci w Afryce,na zywnosc,na lekarstwa,sa to symboliczne kwoty,2-3 funty miesiecznie za to dostaniesz certyfikat jak to bardzo pomagasz afryce plus maskotke i zdjecie usmiechnietego dzieciaczka ,ktorego „sponsorujesz”.

    Faktycznie sa to grosze,moglabym pomoc,ale Ja tego nie kupuje,nie wierze.

  10. Moniko,
    tak, wielokrotnie widzieliśmy białe samochody terenowe z błękitnymi napisami UN i wiesz co…? Ja również tego nie kupuję! Nasze samochody zawsze były upierdzielone tak, że koloru karoserii trzeba było się domyślać. Wiadomo po jakich terenach tam się jeździ. My zawsze brudni, spoceni, zmęczeni itp. Ich samochody zawsze śnieżno białe, czyściutkie i zawsze spotykamy je przy restauracjach i hotelach. Nigdy w żadnej wiosce tam gdzie pomoc jest potrzebna najbardziej nigdy po drodze. Może to jeszcze o niczym nie świadczy. Jednak gdy spotkaliśmy się z ludźmi z UN na lanczu w jednej z restauracji, pani raczej wyglądała jakby wyszła spod prysznica – pachnąca, czysta i świeżutka. Gdy odszedłem na bok z kolegą, aby zerknąć na okolice „szanowna” pani stwierdziła, że tam nie ma po co iść bo tam jest brzydko! Zatkało mnie, nie odezwałem się słowem bo osłupiałem. Brzydko?! Dopiero po czasie straszne żałowałem, że nie nie zapytałem jej co ma na myśli ale wówczas po prostu zbiła mnie z tropu. Oczywiście nie mam monopolu na prawdę i zapewne są organizacje, które pomagają. Jednak ja w te największe najbardziej znane, z ogromnymi strukturami organizacje, w te które organizują konferencje w Hiltonie w Addis Abebie i radzą co tu zrobić aby dzieci nie były głodne po prostu nie wierzę. Nie wierzę w działania rządów, które chcą coś zrobić a jak trzeba ratować ludzi to zabierają manatki i ewakuują swoje wojska (patrz ONZ w Ruandzie, Kambodży itd. przykładów z historii jest mnóstwo). Wolę proste działania. Chcesz pomóc to idź do najbliższego hospicjum, domu dziecka i zapytaj czego potrzebują. Kup lub zrób to, to prostsze i efekt pomocy jest natychmiastowy. Czasami wystarcza samotnemu, choremu dziecku przeczytać bajkę … i to jest pomoc.

  11. No i tylko potwierdziles moje przypuszczenia,

    Pozdrawiam i czekam na dalsze opowiesci cudnej tresci..:-)

  12. jak wiesz Adam ja jestem przeciwnikiem brania lekow „na malarie” jako profilaktyki ale w pelni szanuje przekonania i poglady innych to przeciez kazdy decyduje za siebie, nikomu swoja decyzja krzywdy nie zrobi, nikogo nie zarazi itp, ale niestety glownymi odbiorcami drogich lekow na malarie sa turysci ktorzy wyjezdzaja na kilkudniowe safari, pija alkohol, zapominaja o podstawowej profilaktyce (czyli zpobieganiu ukluciom komarow) wiec marnuja nie tylko pieniadze ale i narazaja sie moze bardziej niz tacy „ignoranci” jak ja 😉
    lek po wynalezieniu i zatwierdzeniu przez komisje lekow kosztuje w swojej produkcji 0,000 nic ja staram sie rozumiec ze firma chce na swym „osiagnieciu” zarobic ale czy to powinno byc kosztem tysiecy zgonow rocznie? gdzie jest WHO czy Unicef? jak mozna lek ratujacy zycie traktowac jako super biznes? te wszystkie organizacje to tylko cieple stolki dla band nieudacznikow i biurokratow ktorych „praca” kosztuje wiecej niz dochod wielu krajow afrykanskich… oj okropne to wszystko …

  13. wiesława :

    Adamie słusznie! Dlaczego Afryka jest tak biedna! Kurde, jest zacofana! Żadna pomoc tu nie pomoże, dopóki ci ludzie nie zrozumieją, że muszą liczyć na siebie! Wszystko wymaga pewnego procesu, procesu dochodzenia do nowej epoki, do cywilizacji! W Europie to odbyło się dość szybko!(ale czy to dobry kierunek?!) Każdy człowiek jest w stanie przyzwyczaić się i pokonywać warunki , w jakim mu przyszło żyć! Ci ludzie jeszcze tego nie rozumieją! Oni muszą dojrzeć do swojego bytu i każda pomoc jest moim zdaniem wręcz jałomużną i przyzwyczajaniem do czegoś, czego oni nie znają! Pozwólmy im żyć swoim życiem! Po co im nasze życie na siłę wdrażane! Oni tego nie znają! Nasz glob nie rozwija się równomiernie!. Ale czyż, nasz kierunek europejski jest dobry!?? Czy naprawdę jesteśmy szczęśliwi w tej pogoni materializmu , w tej pogoni bez żadnych wartości!? To my, cywilizowani, korzystamy z porad terapeutów, to my korzystamy z wszystkiego, by być szczęśliwymi i szukamy swoich dróg, przeważnie nie znajdując ich! To my się zatracamy, to my nie żyjemy zgodnie z prawami natury, której już prawie nikt nie rozumie! Wręcz ją niweczy! My jesteśmy wręcz mądrzejsi od stwórcy (zależy kto w co wierzy)! Dopiero na łożu śmierci, zdajemy sobie sprawę, jak mało możemy!

  14. Ala, zgadzam się z Tobą, że ważniejsze od łykania tabletek jest ta podstawowa profilaktyka. Moskitiery, „smarowidła” z deetem itp. Nieodpowiedzialne zachowanie wielu turystów też jest niestety prawdą. Sądzą, że skoro biorą „prochy” to już są bezpieczni. Co do międzynarodowych organizacji, które niby maja pomagać już pisałem. Tutaj również zgadzam się z Tobą w 100%. Okropny jest ten świat… niestety tylko biznes się liczy 🙁 Nawet w krajach Afrykańskich bywa okropnie. Moskitiery, które docierały z Europu aby zabezpieczać dzieci były przez lokalnych cwaniaków sprzedawane na czarnym rynku jako sieci na ryby. nie umiem tego ogarnąć… 🙁

  15. Wiesiu niestety jest jak napisałaś. Zdecydowanie bardziej wolałbym napisać, że się mylisz, że to nieprawda, że tak nie jest. Jednak nie mogę, bo to prawda. Może tylko dodam od siebie to, że programy pomocy humanitarnej Zachodu w większości ubogich krajów wspierają skorumpowane władze, pogłębiają ubóstwo i wzmacniają uzależnienie ludzi. I tylko nam poprawiają samopoczucie. Nam, którzy nazywamy siebie cywilizowanymi!!!

  16. Polacy to naród chętnie pomagający innym, właściwie to wszystkim, którzy wyciągają do niego rękę.
    Ciekawy artykuł, ciekawe w swojej naiwności komentarze. Roztkliwianie się nad głodującymi lub chorymi na AIDS lub malarię Murzynami afrykańskimi (nad Arabami znacznie rzadziej się pochlamy) ma swoje korzenie w tym, że wychowany w kulturze europejskiej Polak, chce się dzielić wszystkim co ma, nawet jeśli ma tego mało.
    Babcie emerytki (nawet jak pisze o nich Martin Amis ‚babcie kloszardki’) wspierają misje afrykańskie znacznie bardziej niż turyści. Ale czy oprócz zasługi w niebie, rzeczywiście są w stanie zmienić rzeczywistość Afryki?
    Ktoś tu napisał, że my ‚europejczycy’ gonimy za pieniądzem, a oni za czym gonią?
    Ciekawe spostrzeżenia ktoś tu zamieścił o pomocy charytatywnej – to świetny business!
    Pamiętam jak wyjeżdżałem pierwszy raz do Nigerii (jako indywidualny podróżnik), to okropnie bałem się AIDS, dyskutowałem o tym ze znajomą, która mnie zaprosiła. Wyśmiała mnie i wyjaśniła, że ich rząd w ten sposób uzyskuje fundusze, wcale aż tak dużo chorych nie ma.
    W Kenii, w telewizji oglądałem obrady Parlamentu, gdzie zgłoszono projekt aby chorych na AIDS izolować w obozach (jak kiedyś trędowatych w laprozoriach) – dzień przed tą audycją oznajmiłem swoim gospodarzom, że chorych na AIDS powinno się wyłapywać i zamykać – aż do wyzdrowienia lub śmierci.
    Chorzy leczeni rozprzestrzeniają bowiem tę chorobę w większym stopniu niż nie leczeni.
    Ktoś tu napisał, że nie poleca profilaktyki anty malarycznej – po jednej, kilku tygodniowej wycieczce, zwłaszcza do Afryki Wschodniej, nie zawsze się zachoruje, bo tam tylko co ósmy komar jest nosicielem, ale smarowanie odstraszaczami, moskitiery i ‚killery’ elektryczne to za mało, profilaktyka chemiczna jest niezbędna – najlepiej brać Metacelfin: dwie tabletki pierwszego dnia, a potem powtarzać dawkę co trzy tygodnie. Osoby o wadze powyżej 75-77 kg, trzy tabletki. Cena preparatu: około 1 euro za dawkę.

  17. Pomagaja nie tylko Polacy. Wiesz, dla niektórych życie jest czymś więcej niż tylko marudzeniem nawet jeżeli to jest naiwne. Nie uratujemy Afryki ale może jedno dziecko a to juz coś ważnego. Darować komuś życie to nie jest zabawa w Pana Boga ani naiwność to tylko siła kilku dolarów i nie o litość tu chodzi ale zwykle człowieczeństwo, które gubimy gdzieś pomiędzy swoimi europejskimi problemami i biznesami. Pozdrawiam

  18. Śledziłem kiedyś międzynarodowe tournee „Radość”. W lutym zeszłego roku znana polska kapela ludowa odwiedziła Etiopię. Ich występ spotkał się z żywiołową reakcją tamtejszej ludności. Postanowili wtedy przeznaczyć połowę zysków z trasy koncertowej na walkę z głodem oraz malarią. Mam nadzieję, że inni pójdą ich śladem.

Skomentuj