Na wzgórzach wygasłego wulkanu Yntoto, znajduje się pałac cesarza Menelika II z czasów gdy jeszcze Addis Abeba nie była stolicą Etiopii. Od kościoła Entoto Marjam zabudowania pałacowe dzieli tylko kilka kroków. Idąc wąską ścieżką pełną śmieci i odchodów zwierząt docieram do tego co z pięknego niegdyś pałacu (jak mniemam) przerwało do dzisiaj. Grupa małych, parterowych, kamiennych domków, które otynkowano w białym kolorze i pokryto palmowymi strzechami i (oczywiście) gdzieniegdzie blachą falistą rozrzucona jest wśród wyschniętej trawy i walających się śmieci. Tylko tyle zostało z cesarskiego pałacu? Tylko tak dba się o dziedzictwo historyczne? Znowu łapię się na tym, że myślę naszymi kategoriami, naszym europejskim systemem wartości. Tutaj jest jednak inaczej. Tutaj historię raczej nosi się w sobie a nie celebruje odnowionymi zabytkami z tabliczką „nie ruszać”!

Kilka budynków zachowało się w całkiem dobrym stanie. Zapewne odnawiane a raczej naprawiane w miarę skromnych środków finansowych. Swobodnie można wszystko obejrzeć, swobodnie wejść do otwartych pomieszczeń, wspiąć się po schodach na balkon. To ponoć tutaj często cesarzowa Taitu obmyślała strategie polityczne patrząc na panoramę rozpościerająca się ze wzgórza.  Ponoć to tutaj, w owalnym budynku mieściła się sypialnia cesarskiej pary. Dzisiaj jedynie skrzypi pod nogami drewniana podłoga i nieśmiało zagląda słońce przez okna pozbawione szyb. Ktoś je kiedyś wybił i nie ma komy wprawić nowych. To także pewien syndrom Afryki. Jeżeli coś się popsuje to najczęściej zostaje już popsute. Cieknący kran, wybite okno, oderwane drzwi od szafy – komu może to przeszkadzać?

Oglądając te skromne dzisiaj zabudowania usiłuję wyobrazić sobie jak wyglądało to miejsce dawno temu, gdy tutaj mieścił się dwór cesarski. Może nawet troszkę zazdroszczę mieszkającym tuż obok ludziom, którzy codziennie „korzystają” z bliskości pałacu. Mogą patrzeć i wyobrażać sobie czasy chwały swojego narodu. Chyba mnie lekko poniosło, bo raczej nie chciałbym się z nimi zamienić. Jednak miejsce, choć skromne ma swój niezwykły urok. Trudno co prawda w tej pozostałości z dawnych czasów odszukać tamtego ducha, ale jeżeli ktoś ma zacięcie pewnie da radę. Nie przeszkadzają mi nawet tłumy dzieci, chodzące za mną krok w krok, próbujące mi wmówić, że są przewodnikami, proszące o pieniądze, zdjęcia czy cukierki. Nie przeszkadza osioł stojący obok, rozwieszone pranie i cały tłumek obserwujących nas dorosłych. Obok toczy się zwykłe współczesne życie mieszkańców tego miejsca.
 
 
Na szczęście historię tego miejsca i zarys życia Menelika II mam w głowie. Lubię takie miejsca, gdzie mogę uruchomić swoją wyobraźnię, gdzie historia nie jest podawana na tacy, gdzie trzeba włożyć jakiś trud aby miejsce mogło przemówić. Staram się przemienić w swojej wyobraźni obecną ruinę w dobrze utrzymane, pełne pięknych mebli wnętrza. Przecież w tamtych czasach, na tle namiotów i chałup pałac musiał wyglądać okazale. Zastanawiam się ile lat to co zostało będzie świadectwem wielkości Menelika? Pewnie już nie długo, bo natura bezlitośnie pochłania to co zostało i na pewno pochłonie kiedyś wszystko. A może jednak ktoś to uratuje?

Czy zniknie ostatnie materialne świadectwo bytności cesarza w tym miejscu? Dzisiaj to raczej smutny widok, a przecież Menelik II był postacią barwna i potężną. 3 listopada 1889 roku w kościele Maryi, tuż obok pałacu, wtedy król północnej prowincji Szeua przyjął namaszczenie i stał się cesarzem Menelikiem II. Jego panowanie wypełniły walki z europejskim najeźdźcą. To właśnie w jego czasach Włosi po raz pierwszy próbowali podbić Etiopię i uczynić ją kolonią. Nigdy im się to nie udało. Menelik chciał również zjednoczyć kraj. Z poszczególnych prowincji pragnął stworzyć silny, jednolity kraj. Przyłączanie nowych prowincji odbywało się drogą zbrojną więc cesarz spędzał mnóstwo czasu na wojnach. Był to ogromny wysiłek. Nowe ziemie, włączone w skład cesarstwa zajmowały obszar większy niż cała ówczesna powierzchnia Abisynii. Udało mu się zrealizować swoje marzenia o silnej i nowoczesnej Abisynii.

Jednak Menelik nie tylko walczył ale również reformował kraj, który wówczas był bardzo zacofany. W roku 1893 założył pocztę zastępując tym samy gołębie, uruchomiono połączenia telefoniczne. Rok później wprowadzono nową walutę, etiopskie talary, które miały wyeliminować dotychczasowy, tradycyjny środek płatniczy – bryłki soli, oraz ciężkie tzw. talary Marii Teresy. W roku 1905 założono pierwszy wodociąg, który dostarczał wodę do pałacu już w Addis Abebie. Utworzono Bank Etiopski (działał jako filia Banku Egipskiego). Jednocześnie powstał pierwszy szpital, pierwsza szkoła średnia wzorowana na europejskich. Rozpoczęła działalność pierwsza drukarnia oraz pierwsza fabryka, w której produkowano amunicję.   

Jednak co ważniejsze zmiany dotyczyły także samego społeczeństwa. Zakazano niewolnictwa i handlu ludźmi. Cesarz powołał pierwszy w historii Etiopii gabinet ministrów. Rozpoczęto budowę jedynej, jak się potem okazało, linii kolejowej, łączącej stolicę z Dżibuti. Polityka cesarza doprowadziła do  powstania w Etiopii nowej klasy społecznej z której później wywodziło się wielu zamożnych obywateli. Taka polityka zmniejszyła zwłaszcza wpływy poszczególnych władców podbijanych prowincji, którzy już nie mieli tyle władzy jak dawniej i nie mogli tak łatwo sprzeciwiać się cesarzowi. Wiek XX miał już dla Etiopii inny wymiar. Możnowładcy już nie mogli rządzić jak im się podobało. Etiopia zaczynała być jednością.

W listopadzie 1908 roku cesarz dostał prawdopodobnie paraliżu. Choroba przykuła go do łóżka. Ster władzy przejęła jego żona, wspominana już wcześniej, cesarzowa Taitu. Od tej pory Menelik jest uwięziony w swoim chorym ciele (ale wciąż ma sprawny umysł), jednak uwięziony jest także przez swoją żonę. Cesarzowa ma swoje własne plany co do kraju a zwłaszcza przejęcia władzy. Menelik ogłasza kto ma być jego następcą jednak Taitu udaje się ukryć pisemne oświadczenie cesarza tak aby nikt się o tym nie dowiedział. Na dodatek 27 października 1909 roku cesarz traci mowę, więc jego wola już nie ma szans ukazania się szerszej publiczności. Taitu była pewna, że uda jej się przeprowadzić własny plan. Jednak niemal jak w bajce 30 października cesarz odzyskuje mowę , zwołuje spotkanie i obwieszcza swego następcę – Tesemmę.

Jednak Taitu się nie poddała i w kwietniu 1911 roku okazało się, że następca tronu cesarskiego nagle zachorował i umarł. Taitu prawdopodobnie pomogła kołu fortuny obrócić się tym razem na jej korzyść  (zapewne za pomocą trucizny). W kraju rozpoczęła się burza spekulacji, morderstw potencjalnych następców. Wszyscy czekali na śmierć starego cesarza. Rozpuszczano plotki o śmierci cesarza, walczono (dosłownie) o tron. Cesarz umiera 12 grudnia 1913 roku. Menelik II od czasów swej choroby oscylował pomiędzy światem żywych i umarłych. Grzebany za życia, wskrzeszany po śmierci był jednym z najważniejszych władców Abisynii.   Spacerując pomiędzy skromnymi zabudowaniami jego pierwszego pałacu odnoszę wrażenie, że nawet gdy te białe domki z których tynk odpada płatami a na wypaczonych drzwiach wiszą zardzewiałe kłódki, rozpadną się i znikną wśród suchej trawy, pamięć o nim zostanie, choćby w dumie narodu tego najbardziej skrywanego sekretu Afryki jakim jest Etiopia.

 

 

 

 

 

6 komentarzy do “W progach pałacu Menelika II”

  1. Nigdy nie czytałam tak dobrego opisu(do tej pory myślałam,że ja takowy dar posiadam)Zastanawiam się nad podróżą po Afryce i dziękuję za niezwykłe doznania duchowe:-)Teraz to już z całą pewnością zaczynam przeszukiwać połączenia.Proszę pisać więcej,bo to jest lepsze niż dobra książka.Gratuluję pasji…..

  2. Aniu dziękuję za miłe słowa. Afryka rzeczywiście (przynajmniej jak dla mnie) jest tym kontynentem, który pochłonął mnie całkowicie. Choć Etiopia pozbawiła mnie przy okazji złudzeń o romantycznej Afryce, tej którą znamy z filmów czy powieści, to jednak jest cudowna choć emocjonalnie bardzo trudna. Jednak warto, warto i jeszcze raz warto 🙂

  3. Wczoraj do 2 w nocy oraz dzisiejsze popołudnie do 18.25,ale zobaczyłam całą stronę:-)Obawiam się,że mój umysł będzie teraz skupiony tylko na tym przyszłym wyjeżdzie(znam już siebie i ten stan)Trochę jestem zaniepokojona opisem Addis oraz Nairobi,ponieważ planowałam namówić przyjaciółkę na babski wyjazd we dwójkę.Mój bardzo wstępny plan jest taki ,lot do Mediolanu lub Rzymu dalej lot do Addis,dwa dni na poznanie miasta,przelot do Dar ,następnie promem na zanzibar ,tam tydzień leniuchowania(co w moim przypadku oznacza 2-3 godziny n plaży,jeeeeżdzić po wyspie i chłonąć leniwie atmosferę a wieczorem długie uczty w miejscowych restauracjach.Już mi się marzy ten targ z jedzeniem ,już czuję jak krab dymi i te szaszłyki)Powrót do Nairobi i znowu dzień lub dwa wolnego przed wylotem do Europy.Na tyle wystarczy mi czasu.Szkoda ,że nie uda się „zaliczyć”safari w Keni ( to takie moje marzenie)Ale myślę,że zorganizowanie nawet jednodniowego z Nairobi nie jest możliwe.A może to i lepiej ,będzie okazja kiedyś pojechać na dłużej.Z miejsc,które są na Twojej liście do zobaczenia to spędziłam w zeszłym roku tydzień w NY .Dysponuję prewodnikami ,które mogę chętnie podarować.Trzy lata temu zwiedziłam Petrę dość szczegółowo,z polskim archeologiem mieszkającym w Egipcie.Ojej ile cudownych rzeczy się dowiedziałam,a spotkaliśmy się zupełnie przypadkiem w Sharm.w przyszłym roku najprawdopodobniej będę w Peru( niestety służbowo,ale napewno „wydrapię”się zobaczyć ruiny.Jeżeli to się uda to wszystko opiszę.Znalazłam na Zanzibarze uroczy domek zwany przez włścicielkę Waniliowym .To nasz rodaczka i prowadzi maleńki pensjona na plaży i to mi się marzy tylko…..trochę się boję:(

  4. Hej Aniu,
    przykro mi bardzo, że zawalasz noce z mojej winy 🙂 Co do Twoich obaw i planów. Jak sama piszesz troszkę świata już widziałaś więc masz doświadczenie, będzie zatem łatwiej. Oczywiście gdy my biali stajemy na ulicy Nairobi czy Adis może ogarnąć nas lekka panika. To zdecydowanie inny świat niż ten który znamy. Jednak myślę, że zachowując środki ostrożności spokojnie można zorganizować babski wyjazd. Nie chodzić po zmroku, nie oddalać się w nieznane dzielnice i być ostrożnym a wszytko będzie ok. Jednak ja na twoim miejscu przemyślałbym czy jest sens lecieć tylko do Adiss Abeby. Wiesz Etiopia jest cudowna ale ma sens tylko wówczas jeżeli jedziemy na północ lub na południe tego kraju. Sama stolica niestety nie jest ciekawa. Poza tymi kilkoma sprawami,które opisałem na swoim blogu nie ma tam absolutnie nic. Wysiłek i stres włożony w odwiedzanie Addis jest nie warty tego co tam zobaczymy. Ja zapewne wrócę do Etiopii (na północ) ale Addis, jeżeli będzie tak możliwość od razu opuszczę. Moim zdaniem lepiej ten czas poświęcić na Kenię lub Zanzibar. Za to pocieszę się, że będąc w Nairobii spokojnie zrobisz „małe” safari ze stolicy. Zwierzęta żyją tuż obok i spokojnie będąc 2-3 dni będziesz maiła okazję zakosztować :dzikiej” Afryki. Poza tym masz możliwość odwiedzić położony blisko Nairobi ośrodek Pani Daphne Sheldrick na pewno warto. Przemyśl swój plan, przygotuj się do tego wyjazdu a nie będziesz się już bała i wrócisz szczęśliwa. Jestem tego pewien 🙂
    P.S.
    Czy masz może kontakt do tego archeologa z którym zwiedzałaś Petrę? Myślę, że pojechanie tam z kimś takim to dopiero perełka 🙂 Zazdroszczę, że to Ci się udało 🙂
    pozdrawiam serdecznie 🙂

  5. Adam…jestem pod ogromnym wrażeniem. Od czasów forum nie czytałam cię…ale to co tutaj opisujesz, styl, giętkość wypowiedzi to mistrzostwo świata. Gdy wydasz książkę – zamówię kilkanaście dla znajomych i rodziny…również dla tych którzy podobnie jak u ciebie pukają się w głowę widząc moją spakowaną do Etiopii walizkę:)

  6. Hej 🙂
    Jesteś dla mnie zbyt łaskawa 🙂 Dzięuję! Co ja będę tutaj pisał zaraz sama będziesz mogła opowiadać o tym niezwykłym kraju! Jestem pewien, że przygoda Cię czeka wielka i trzymam kciuki za Twoją wyprawę!
    serdecznie pozdrawiam
    Adam

Skomentuj