Konso mimo, że mniej sławni niż barwne grupy etniczne doliny Omo, należą do najbardziej niezwykłych ludów Afryki. Obecnie mieszkają na izolowanym terenie bazaltowych wzgórz – stanowiącym zasadniczo przedłużenie południowej części etiopskiego płaskowyżu – położony na wysokości 1500 – 2000 m n.p.m., otoczony od wschodu półpustynnymi nizinami ludów Borena, a od południa – równie niegościnną doliną Omo.

Co ciekawe, Konso nie pielęgnują przekazów dotyczących ich pochodzenia, wiadomo jedynie, że przybyli na te tereny ze wschodu mniej więcej 500 – 1000 lat temu. Posługują się własnym językiem (kuszyckim) charakterystycznym dla wschodu i mają kilka ważnych związków kulturowych z ludami zamieszkującymi okoliczne niziny bądź obszary górskie.

Konso to lud rolniczy, maksymalnie wykorzystujący potencjał skalistych stoków dominujących w krajobrazie ich suchej, jałowej ojczyzny, stosując uprawy tarasowe, nawożenie odchodami zwierząt, płodozmian i … ciężką pracę. O ludziach Konso właściwie nawet trudno powiedzieć, że są plemieniem, raczej ludem czy grupą etniczną. Zaskakują swoim poziomem umiejętności i wiedzy rolniczej, a ich wsie to prawdziwe perełki architektoniczne. Znacznie odbiegają stopniem rozwoju od wszystkich pozostałych ludów czy plemion południa. Kamienne tarasy otaczające ich wsie i pola zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Szacuje się, że taki styl budownictwa „uprawiali” Oni już 1000 lat temu! Tarasy są pięknie skonstruowane i ciągną się przez całe zbocza wzgórz, pozwalając w ten sposób na nawadnianie pól wodą spływającą podczas opadów deszczu. Dzięki temu nawet w tym gorącym klimacie można uprawiać rośliny zapewniające przeżycie. Tarasy pełnią również funkcję ochronną przed wypłukiwaniem ziemi za wzgórz i osuwiskami. Prosty i skuteczny sposób, który pewnie i w naszym kraju zapobiegł osuwiskom w rejonach górskich! Co ważniejsze, system ten został przetestowany w ciągu ostatniego 1000 lat i znacznie większych opadach niż u nas!

Najważniejszą rośliną uprawianą w regionie jest sorgo, zbierane dwa razy w roku: po krótkich deszczach w czerwcu i w lipcu  oraz po zakończeniu dłuższej pory deszczowej w lutym i marcu. Sorgo wykorzystuje się do produkcji gęstego lokalnego piwa, a także przerabia na mąkę, z której przyrządza się podstawową potrawę o nazwie karkofa lub dama, kulę z ciasta przypominającą pyzę, gotowaną w gulaszu lub zupie. Inne ważne rośliny uprawne to kukurydza, fasola i kawa.

Co ciekawe, z kawy Konso wykorzystują przede wszystkim liście, a nie ziarna, które suszą na słońcu, mielą na proszek i mieszają z ziarnem słonecznika oraz przyprawami, wykorzystując otrzymany produkt jako łatwy do przechowywania substytut kawy rozpuszczalnej!

Cechą, która w największym stopniu wyróżnia Konso spośród innych ludów Etiopii, jest estetyczny wygląd miasteczek i wiosek, pod pewnymi względami nieoczekiwanie (i zupełnie przypadkowo) przypominające wioski Dogonów w Mali. Co rzadko spotykane w tych rejonach Afryki, Konso tradycyjnie mieszkają w gęsto zabudowanych osadach, najczęściej lokowanych na szczytach wzgórz i otoczonych kamiennymi murami, mierzącymi do 2 metrów wysokości! Prowadzą do nich zazwyczaj trzy lub cztery bramy, do których wiodą nieliczne strome ścieżki.

Takie położenie oraz budowa wiosek znacznie ułatwiała ich obronę, są niczym warowne osady. Miało to szczególne znaczenie w przeszłości, gdy samotne osady były łakomym kąskiem dla rabusiów trzody oraz mieszkańców okolicznych nizin. Takie „ogrodzenie” chroniło również bydło przed ewentualnymi drapieżnikami (a także by zabłąkane zwierzę nie wyszło poza teren osady), jak i zapobiegało zalaniu wsi wodą spływającą ze gór, czyli działa jak wały przeciwpowodziowe.

Wewnątrz wieś przypomina właściwie małe miasteczko z równo ułożonymi rzędami kamiennych murków, które wyznaczają coś na kształt uliczek wiodących na główny plac oraz do poszczególnych chat. Każda wioska dzieli się z kolei na pojedyncze parcele otoczone ogrodzeniem z kamieni i patyków oraz drzewami z gatunku Moringa stenopetala, tworzącymi labirynt wąskich uliczek. Na każdej działce wznosi się z reguły trzy – pięć kolistych krytych strzechą kamiennych chat, a także postawiony na podwyższeniu (aby nie uległ zalaniu) spichlerz (kosa) do przechowywania sorgo i kukurydzy oraz mniejszy podest, na którym stawia się świeżo ugotowaną żywność – tak aby nie mogły dosięgnąć jej dzieci.

Na teren działki wchodzi się przez bramy podpierane i pokryte grubymi drewnianymi rozpórkami, konstrukcją obronną zmuszającą potencjalnych wrogów do wczołgiwania się do środka pojedynczo. Chaty w których mieszkają Konso są  miarę duże i jak cała wieś solidne. Trzcinę, liście, glinę czy zwierzęce odchody wykorzystywane do budowy chat przez inne plemiona, tutaj zastąpione są przez drewno i kamień. Strzechy domów sięgają niemal ziemi i ponoć są bardzo trwałe – mogą przetrwać 50 lat! Również wejście do samej chaty jest skonstruowane podobnie jak wejście na całą parcelę. Jest na tyle małe, że aby wejść do środka jesteśmy zmuszeni wczołgiwać się tam na kolanach. Gdybyśmy byli nieproszonymi gośćmi łatwo byłoby się nas pozbyć już w progu.

Spacerując po tej wsi, widząc z jakim rozmysłem i jak starannie jest ona zbudowana aż nie chce się wierzyć, że tak przemyślany system stworzyli ludzie, którzy jeszcze nie tak dawno uchodzili za „dzikich”. Okazuje się, że nawet kultury, które my określamy jako prymitywne posiadały już przed setkami lat mechanizmy, które pozwalały im przetrwać w bardzo trudnych warunkach. Nie chcę nawet myśleć jak my mieszkaliśmy w Polsce tysiąc lat temu! Kto tutaj był prymitywnym społeczeństwem?

Oczywiście w odwiedzanej osadzie towarzyszy nam lokalny przewodnik, który pomaga w tłumaczeniu i rozmowach z ludźmi. Opowiada również o zwyczajach tego społeczeństwa, bo można się domyślać, że skoro takie wrażenie robi konstrukcja wioski to i zwyczaje pewnie będą niezwykle. No i jeszcze jedna, jak zwykle (już standard w Etiopii) rzecz warta odnotowania. Przepiękne, cudowne widoki na całą okolicę. Wioska, którą odwiedzamy jest położona na zboczach góry więc roztaczają się z niej piękne panoramiczne widoki na okolicę. Widać inne wioski niemal „przylepione” do kolejnych gór, zieleń (mimo pory suchej), tarasowe pola. Cudownie, migawka mojego aparatu chodzi niczym karabin maszynowy :). Magiczne miejsce!

Na podstawie: „Etiopia”, Philip Briggs, wyd. Glogal PWN oraz W.Bobilewicz, „Trzy filiżanki Etiopii”, wyd. Sorus.

 

4 komentarze do “W kamiennej wiosce”

  1. wiesława :

    Pokażesz w następnym odcinku wnętrze chaty tego ludu? Ciekawi mnie też, gdzie przyrządzają posiłki? Pozdrawiam i (jak zwykle) czekam na ciąg dalszy!

  2. Hej 🙂 Niestety Wiesiu nie robiłem zdjęć w środku chaty, jakoś tak nie wypadało. Poza tym strasznie małe i wąskie były wejścia do środka 😉 Jednak przede wszystkim było to moje pierwsze spotkanie z innymi mieszkańcami Etiopii i jakoś z nadmiaru wrażeń nie bardzo potrafiłem się „pozbierać” sensownie. Jednak napiszę jeszcze o zwyczajach i ciekawostkach tego plemienia. Miłego dnia 🙂

  3. Witam czy jest jakaś szansa skontaktowania się z Państwem na prywatny adres e-mail? Pozdrawiam Monika

  4. Po prawej stronie (na dole strony) jest możliwość napisania bezpośrednio do mnie 🙂 pozdrawiam Adam

Skomentuj