W Arba Minch spędziliśmy dwie noce w hotelu „Turist”. Hotel znajduje się w Sikieli, czyli w tym większym miasteczku, które składa się na Arba Minch. Sam hotel jest dosyć przyzwoity i przede wszytki dużo w nim zieleni. Większość stolików przy, których się je, stoi bezpośrednio na dworze pod zielonymi drzewami. Przyjemne miejsce, jest nawet fontanna (choć nie działa, pewnie się kiedyś popsuła). Jednak hotel jest położony przy ruchliwej ulicy, więc dochodzący gwar uliczny jest normą. Część pokoi jest usytuowanych z dala od ulicy ale za to blisko wielkiego telebimu i baru, więc też nie jest cicho. To może nie było by samo w sobie meczące, bo i tak zawsze do hotelu wracamy zmęczeni, jednak niezależnie o której macie zamiar wstać i tak obudzicie się o 5.00 rano. Mezuin z pobliskiego meczetu nie pozwoli wam śnić zbyt długo! Nie trzeba zabierać budzika :). Nawet jeżeli potem uda Wam się zasnąć to powtórka z rozrywki jest około 7.00 rano!

Jakoś tak trafiliśmy, że gdy tylko przyjechaliśmy do hotelu zaraz zabrakło prądu. W Afryce bardzo szybko robi się ciemno a gdy nie zna się rozkładu nowego miejsca pobytu, to niezbyt łatwo się poruszać. Już o godzinie 18.00 właściwie nic nie widać. Jeżeli nie ma prądu zostaje tylko latarka. Jest to jeden z najbardziej potrzebnych przedmiotów jakie ze sobą trzeba zabrać i pilnować żeby nie zgubić. Gdyby tego było mało, skoro nie ma prądu to nie ma również wody. Nie pracują żadne pompy, więc z kranów nic nie płynie. Ale spokojnie w łazienkach stoją wiadra wypełnione wodą i kubeczki (albo przecięte na pół plastikowe butelki po wodzie), które służą do polewania. Za to, skoro nie było wody w kranach to poleciała z nieba. Zaczął padać deszcz. Miałem nadzieję, że będzie to taka prawdziwa afrykańska ulewa, która ochłodzi powietrze a przede wszystkim oczyści je z kurzu. Pozostało mi zatem usiąść przed pokojem na „ganku” i poczekać. Skoro pada to przynajmniej nie będzie problemów z komarami, poza tym pokoje są małe i nie zachęcają do „oglądania tv”. Niestety lekko pokropiło i przestało wiec z tropikalnej ulewy też nici. Więc siedzę i marzę wpatrując się w czerń nocy i słuchając gwaru ludzi dookoła.

Po pewnym czasie rozbłysło światło ale woda nie wróciła. Nie było jej już przez kolejne dwa dni. Musiałem nauczyć się wykorzystywać wiadro z wodą i kubek jako prysznic. Wierzcie mi, że koordynacja poszczególnych ruchów, mydło, kubek, wiadro, polewać się, namydlić, spłukać nie jest taka łatwa do opanowania. Jeszcze trzeba myśleć o tym, żeby wystarczyło wody do spłukania toalety no i jeszcze druga osoba z pokoju musi się umyć. Dal mnie typowego mieszczucha, który nigdy nie mył się w misce czy wiaderku nie było to łatwe. Człowiek jest brudny i nie może się porządnie umyć, stresujące i denerwujące. Skoro jednak nic na to poradzić nie można trzeba się tym bawić, więc śmiechu było co niemiara. Przy okazji zdobyłem nowe umiejętność – przysłowiowe mycie w „łyżce” wody.

Brak wody był za to wynagrodzony w miarę dobrym  jedzeniem. Choć oczywiście śniadanie lepiej zamówić wieczorem, tak aby na czas było przygotowane. Już wiecie, że w Afryce wszyscy mają czas, tylko turyści się ciągle spieszą. Więc nikt nie będzie się przejmował, że macie wyjazd zaplanowany na 8.00 rano a już jest 9.00, a Wy macie dopiero podany widelec i sok. Kolacje jedliśmy w jednej z lepszych restauracji w Arba Minch. Soma Restaurants zbiera dobre opinie i w pełni zasłużenie, słyszałem opinię, że jest to najlepsza restauracja w całej Etiopii. Ryba pieczona na grillu (była to chyba tilapia) i podawana w całości była przepyszna. Na dodatek uroku dodawał brak prądu, więc kolacja odbyła się przy świecach. Może to i lepiej, bo choć to jedna z lepszych restauracji w mieście to znacznie lepiej prezentuje się jak nic nie widać. Mieliśmy okazję przekonać się o tym, gdy następnego dnia również jedliśmy tam kolację i był już prąd. Do kuchni nikt nie maił ochoty zaglądać, a Ci, którzy odważyli się (albo musieli) skorzystać z toalety mieli nie tęgie miny po powrocie. Jednak jedzenie było pyszne i nikt nie miał problemów z żołądkiem :)

2 komentarzy do “Turist Hotel w Arba Minch”

  1. wiesława :

    Trochę mało, ale dobre i to, tym bardziej że nie było „uprzedzenia” na „kenijskie pogaduszki”. Uśmiech (nie umiem pisać emotek na klawiaturze, a w zestawie ich nie ma)!

  2. Wiesiu, mało bo prawie wiosna za oknem więc domowe obowiązki 🙁 Ale obiecuje Ci, że już każdy następny wpis będzie bardziej kolorowy…. powoli coraz bliżej do niezwykłej doliny Omo…

Skomentuj