Nadszedł dzień zero! Przed nami wizyta w plemieniu, o którym krążą legendy – Mursi. Niestety większość opowieści tych, którzy mieli okazję na kontakt z nimi jest negatywnych. Z drugiej strony większość turystów przyjeżdżających do doliny Omo przyjeżdża tutaj właśnie dla tej niewielkiej grupy etnicznej. Mało tego, Mursi są niemal synonimem Etiopii, jej niezwykłym niemal herbem. Są oni plemieniem chyba najbardziej barwnym, egzotycznym i w naszym przekonaniu najbardziej dzikim i pierwotnym z żyjących tutaj ludzi. Niemal każdy człowiek kiedyś widział ich zdjęcia. Są znani ze swojego wizerunku i w powszechnym przekonaniu zalicza się ich do jednych z najbardziej wojowniczych i niebezpiecznych plemion Afryki.

Mam z Mursi problem od samego początku. Jeszcze w Polsce, przygotowując się do tego wyjazdu w pewnym momencie chciałem zrezygnować z tej wizyty. Naczytałem się jak bardzo są niebezpieczni, nieprzewidywalni, aroganccy, często pijani a do tego każdy mężczyzna posiada broń i jeszcze z niej często korzysta. Takich opowieści jest mnóstwo, zarówno w Internecie jak i w dostępnej literaturze. Straszenie Mursi chyba jest w modzie. Jednak z drugiej strony, skoro tyle osób w tak krytyczny sposób się o nich wyraża, że musi być w tym choć odrobina prawdy. Jaki jest zatem sens świadomie narażać się na niebezpieczeństwo? Jednak moja ciekawość spotkania tych ludzi była na tyle silna, że postanowiłem pojechać, bo też nie wyobrażałem sobie odpuszczenia tego „dzikiego” plemienia.

Mam z Mursi problem nadal. Jak o nich napisać aby wyjść z powszechnego szablonu? Jak przełożyć własne doświadczenie aby nie powielić schematu, który nie jest prawdziwy, aczkolwiek w dużym stopniu można takie wrażenie odnieść po spotkaniu z tymi ludźmi? Jak przekazać prawdę, choć może być ona bardzo subiektywna, bo to moje spostrzeżenia? Jak pokazać Mursi nie jako „dzikusów”, którymi nie są, a jako ludzi? Niestety oni sami nie ułatwiają tego zadania. Mimo, że wiemy o nich mało, to niestety powielamy narosłe legendy i mity o tych ludziach. Zresztą oni również zupełnie nieświadomie umacniają ten stereotyp dzikich, niebezpiecznych, odciętych od cywilizacji istot. Nie rozumieją nas tak samo jak my nie rozumiemy ich. Odnoszę wrażenie, że dla nas są jedynie bardzo „egzotycznym obrazkiem” a my dla nich niezrozumiałymi ludźmi, którzy tylko robią zdjęcia i nie chcą nic więcej. Biali chcą tylko zdjęć, więc my im je sprzedajemy. Kontakty pomiędzy nami a nimi to rodzaj umowy, która nie zmienia się od lat. Jest to tak silnie przez lata ugruntowane w głowach obu stron, że dzisiaj odnosi się wrażenie, że nie może być inaczej. Obie strony doprowadziły więc niemal do patologii, gdzie Mursi to obiekt a turysta to aparat fotograficzny. Jedynym łącznikiem pomiędzy tymi odrębnymi kulturami jest pieniądz. My je mamy oni ich chcą.

Od kilku dni myślę, co o tym barwnym, niesamowitym plemieniu mam napisać? Wiele z tego co możemy przeczytać o nich jest prawdą lub prawie prawdą. No właśnie, prawie –  jak wiemy, robi różnicę. Podkolorowane relacje, podkręcone dramatyzmem przygody opisywane w książkach czy internetowych relacjach mają za zadnie napędzić czytelników, sprzedać nakład książki czy nabić statystyki odwiedzin. Rynek mediów lubi niebezpieczeństwo, krew, pistolety i dramaty z których główny bohater w ostatniej chwili wychodzi zwycięsko. Mursi to ci źli, my ci dobrzy. Obie strony czerpią z tego zyski. Nie ma tutaj miejsca na nudną prawdę, tym bardziej, że Mursi naprawdę szokują swoim wyglądem i zwyczajami. Oni również „robią się” na bardziej egzotycznych, bo znakomicie wyczuli nasze potrzeby. Wychodzą naprzeciw naszym oczekiwaniom na świetny, egzotyczny kadr. Inteligentnie zaspakajają zapotrzebowanie cywilizowanego świata na inność. Szczycimy się naszym rozwojem zapominając jednocześnie, że nasza kultura ograniczyła nas do przeżywania tylko tego co łatwe i nam znane. Wpadamy w pułapkę nie zadawania sobie trudu głębszego poznania nieznanego i czegoś co na dodatek oceniamy jako trudne – wymagające od nas pewnego wysiłku.  Jednocześnie szybko rekompensujemy sobie stratę naszego dobrego samopoczucia uproszczeniami, które przystają do naszej cywilizacji. Tak więc oceniamy Mursi po ich zachowaniach, których w większości nauczyliśmy ich sami z oburzeniem przyglądamy się jak wyglądają, choć przecież aby ich zobaczyć pokonujemy tysiące kilometrów. Dla nas to zazwyczaj dzikusy, których się boimy ale uwielbiamy ten dreszczyk emocji i ryzyka. W swojej książce o Etiopii jedna z bardziej znanych i popularnych podróżniczek, napisała o Mursi: „Boże, oni są jak zwierzęta”… Pozostawię to bez komentarza!

Wizyta w każdej wiosce Mursi jest wizytą trudną, strasznie emocjonującą i zarazem niezwykłą. Postaram się zatem w tym wpisie przekazać tylko ogólną wiedzę o tym plemieniu, bez zbędnych komentarzy i ocen (o ile to możliwe). Pokazać kim są z mojego punktu widzenia. Mam zamiar w kilku następnych wpisach pokazać tą niezwykłą grupę etniczną nie jako obiekt do fotografowania ale pokazać ich jako ludzi. Mam nadzieję, że mi się to uda i choć trochę przyczynię się do innego spojrzenia na ten świat, tak bardzo egzotyczny dla nas i innej oceny tych ludzi. Bo zrozumieć Mursi oznacza poniekąd uratować Mursi. Nieoczekiwanie to kim są, jacy są dzisiaj to „zasługa” nas samych. Często o tym zapominamy, jak ogromny wpływ wywiera turystyka, nie tylko zresztą w tym miejscu świata i nie zawsze tylko pozytywny.

Co zatem wiemy o Mursi. Niestety niewiele, większość to domysły, fantazje i nieliczne relacje. Poznanie tego plemienia utrudnia przede wszystkim fakt, że żyją na izolowanym, trudno dostępnym terenie i na dodatek jeszcze się okresowo przemieszczają. Poznania nie ułatwia również fakt, że posługują się własnym językiem, który też jest mało poznany. Wiemy, że należy on do rodziny języków nilo – saharyjskich. Ponieważ Mursi zamieszkują tereny dwóch parków narodowych prowadziło to do wielu konfliktów. Zawsze mieli wrogów, którzy kradli im bydło – stąd powszechne jest noszenie przez mężczyzn broni. Lecz najbardziej znanym elementem, poprzez który spostrzegamy to plemię, jest zwyczaj noszenia przez kobiety w dolnej wardze glinianych krążków. Dla nas zwyczaj niezrozumiały niemal barbarzyński ale na tyle fascynujący, że postrzegamy ich właśnie poprzez pryzmat tego małego, glinianego krążka. Wzdrygamy się na ich widok zapominając, że w naszej kulturze tatuowanie i kolczykowanie ciała jest już normą a nawet modą i wyznacznikiem „nowoczesności”. Nie mówiąc już o bólu jaki zadajemy sobie naciągając zmarszczki u chirurga plastycznego!

Mursi są bardzo przywiązani do swojej własności a zwłaszcza ziemi. Wszyscy, którzy wjeżdżają na ich teren muszą za to zapłacić. Traktowani są jako najeźdźcy. Skoro tutaj przyjechałeś to raczej nie w dobrym celu. Obcy zawsze wyrządzał krzywdę plemieniu (np. Hamerowie kradli bydło, biali porywali miejscowych i robili z nich niewolników). Jednocześnie mają bardzo mocno rozwinięte poczucie przynależności plemiennej i jedności grupy. Krążą legendy, że nie znają czegoś takiego jak pojęcie osobistej własności. To co masz na sobie również należy do nich. W związku z tym kradną wszystko co im się spodoba. Jesteś na ich ziemi wiec wszystko należy do nich. Ponoć w ich języku nie ma słowa „kradzież”. Wierzę, że mogli wykształcić takie zachowania właśnie ze względu na bardzo silne poczucie wspólnoty i przynależności grupowej – brak indywidualizmu i posiadania własności, może obecnie sprowadzać się do niezrozumienia naszej kultury (silnie zakorzenionej w indywidualizmie i opartej na prawie własności). Jednak z moich doświadczeń wynika, że takie zachowania to obecnie raczej mit.

Żyjąc w bardzo trudnych warunkach zarówno klimatycznych jak i wrogich sąsiadów wykształcili kult siły mężczyzn. Obrzędy, w których uczestniczą mężczyźni, są pełne przemocy, a ich celem jest przygotowanie młodych chłopców do życia w bólu i ciągłym zagrożeniu ze strony agresywnych sąsiadów. Aby chłopiec mógł zostać uznany za dorosłego mężczyznę musi odbyć rytualną walkę na kije – donga.  Ponad dwu metrowe kije służą do walki, która kiedyś kończyła się tylko śmiercią lub poważnym okaleczeniem przeciwnika. Dzisiaj nie są już tak brutalne ale „baletu” też nie przypominają. Wygrany ma prawo wybrać sobie żonę. Większość Mursi to animiści, ale szacuje się, że nawet 15 % z nich to chrześcijanie. Liczebność tego plemienia szacuje się na mniej więcej siedem i pół tysiąca osób. To bardzo mało. Stosują charakterystyczny sposób ozdabiania ciała tzw. skaryfikację. Nacinają skórę w regularne wzory, następnie w rany wcierają popiół. Gdy rany się wygoją pozostaje wypukły wzór, który ma swoją symbolikę. Zarówno kobiety jak i mężczyźni mają wiele takich wzorów na swoich ciałach. Podobne praktyki widziałem również w Europie. Co prawda nie używa się do tego żyletki i popiołu ale przeróżne implanty wkładane pod skórę europejskich czy amerykańskich „freeków”, jak dla mnie wielkiej różnicy nie ma. Co powiemy o człowieku, który zafundował sobie podskórne implanty rogów czy „wmontował” jakieś płytki tu i ówdzie?

Obie płcie malują swoje ciała białą glinką. Wzory są bardzo nieregularne i ma się wrażenie, że to raczej wymazywanie niż malowanie ciał. Malunki na ciele mają raczej za zadanie odstraszyć wrogów niż spowodować podniesienie swojej atrakcyjności. Zapewne taki sposób malowania ciała dla nas również jest „straszny” i nadaje dramatyzmu ich wizerunkowi. Dla potrzeb turystów Mursi (zwłaszcza kobiety) noszą na głowie przeróżne przedmioty. Gliniane naczynia, krowie rogi, kiście bananów, różne rośliny. Doskonale zdają sobie sprawę, że im dziwniej tym lepiej. Turystom to się bardzo podoba. Na co dzień kobiety nie utrudniają sobie tak życia. Zarówno kobiety jak i mężczyźni mają wygolone głowy albo całkowicie albo do połowy.

Mursi mimo wszystko daleko do prymitywizmu. Zrobili ze swojego wizerunku biznes. Za każde zdjęcie trzeba zapłacić. Stawka może sięgnąć nawet 5 birrów ( mniej niż złotówka) przy czym inne plemiona kasują 1 czy 2 birry za zdjęcie. Doskonale wiedzą co im się opłaca. Akceptują tylko nowe, niezniszczone banknoty. Na dodatek każda z fotografowanych osób musi dostać dokładnie ustaloną wcześniej i odliczoną kwotę. Nie można dać dwóm osobom 10 birrów aby się podzieliły po 5!  Jednak bez problemu zamieniają drobne birry na większe nominały i można u nich rozmienić na drobniejsze!

Są nachalni, mają groźne oblicza, ciągną za ubranie aby to właśnie im zrobić zdjęcie, potrafią pociągnąć za włosy na rękach, bo sami nie mają, wiec to pewnie dla nich ciągle jest zabawne ale potrafią również się śmiać i żartować, zwłaszcza mężczyźni. Potrafią być mili i sympatyczni. Kobiety z reguły sprawiają wrażenie srogich, nieprzystępnych a starsze nawet agresywnych. Dużo w tym wizerunku „winy” krążków ale również obyczaju i potrzeby pilnowania wioski i nielicznego dobytku podczas nieobecności mężczyzn.

Jeżeli oszukasz Mursi to wówczas narazisz się na agresję. Mam wrażenie, że gdy porównamy ich uczciwość do naszej to my jesteśmy tymi dzikimi. Robienie zdjęć z ukrycia, odmowa płacenia zawsze kończy się źle. Sądzę, że większość dramatycznych opowieści jest wynikiem właśnie nieuczciwych zachowań turystów wobec tych ludzi. Głosy, że zachowują się jak zwierzęta czasami bardziej pasują do nas białych. Mursi traktują nas tak jak na to zasłużyliśmy swoją „ciekawością” ich kultury, a raczej brakiem tej ciekawości. Wystarczy dać im czas i zainteresowanie i nagle stają się inni. Spokojni, ciekawi nas i nie mający zamiaru do nas strzelać. My jak już zrobimy zdjęcia, skończy się ten amok, który nas ogarnia jak wjeżdżamy do wioski też stajemy się normalni. Nie widzimy już tylko fajnych kadrów, ale spostrzegamy ludzi, którzy odkładają te dziwadła, które noszą na głowach i z zainteresowaniem pokazują nam swoje domy. Żartują jak równy z równym, choć wszystko w cieniu kałasznikowa w „Mursilandzie”.

12 komentarzy do “Mam z Mursi problem!”

  1. Wiesiu! Oczywiście będzie o Mursi więcej i dokładniej. Ten wpis miał jedynie zasygnalizować, że w przypadku Mursi to coś więcej niż tylko odwiedziny w wiosce. Będzie więcej o zwyczajach, warunkach życia bo Mursi to nie tylko fantastyczne kadry fotograficzne!

  2. wiesława :

    To jestem bardzo zadowolona! Aha, chyba wiem o jaką podróżniczkę Ci chodzi o o jej wypowiedź! Ale ja ją czytałam i odebrałam trochę inaczej! Zresztą, pamiętaj: Kobiety są z Wenus, a mężczyźni……” kobiety i mężczyźni to dwa przeciwstawne bieguny: inne myślenie, spostrzeganie,rozumienie, itd, itp…..

  3. wiesława :

    A na „wszystko jest cudne”… Posłuchaj i,popatrz;

  4. Oczywiście, że biorę to pod uwagę, ba nawet się z tego cieszę 🙂 Jednak jeżeli chodzi o książkę, o której mówimy to w przypadku Mursi (i nie tylko zresztą) jest tam dużo nieprawdy i kolorowania rzeczywistości żeby było bardziej dramatycznie. Ja bardziej oczekuje w takich książkach rzetelności i prawdziwego obrazu świata niż fabuły i naciągania prawdy jak w powieściach. Jednak, mimo wszytko książka ta była dla mnie ogromną inspiracją aby pojechać do Etiopii.

  5. Wiesławo, w tym przypadku to chyba nie jest kwestia czy jest się kobietą czy mężczyzną. Myślę, że bardzo ważne jest jak się do nich podejdzie. Ja nie miałam żadnych problemów z tym plemieniem, mimo, że na początku (zresztą po przeczytaniu opowieści o Mursi) byłam przerażona tym co może mnie tam spotkać. Wiedziałam tylko że trzeba być przyjaźnie do nich nastawionym i nie okazywać strachu. Ja chyba miałam trochę łatwiej niż inni uczestnicy wyjazdu – po prostu nie nosiłam aparatu fotograficznego. Mursi widzieli więc że nie zarobią na mnie i nikt mnie nie zaczepiał. A ja mogłam spokojnie połazić po ich zagrodzie, poprzyglądać się kobietom, dzieciom, pogadać z nimi czasem na migi a czasem za pośrednictwem naszego kierowcy. Nie zapomnę reakcji młodej dziewczyny z tego plemienia: dotknęłam jej pieknej piersi potem odkryłam lekko bluzkę i pokazałam jej żeby zrobiła to samo. Była zaskoczona moją propozycją a gdy już dotknęła mojej białej skóry zaczęła się z koleżanką chichotać.

  6. Adam, jestem pod ogromnym wrazeniem Twojej wrażliwości i spojrzenia od zupełnie innej strony niż robią to typowi „medialni” podróżnicy. Może ich gubi rutyna? Ja tam nigdy nie pojadę ale dzięki Tobie przez chwilę poczułam się tak, jakbym była tam osobiście. Wielkie buziaki :* :* :*

  7. Kotka, bardzo dziękuje. Czy tzw. „medialnych” podróżników gubi rutyna? Może. Jednak ja myślę, że nie mają poniekąd wyboru, bo film czy książka muszą się sprzedać. To jest główny cel. Propagowanie wiedzy o świecie jest pobocznym wynikiem w takim przypadku. Powinno być odwrotnie, ale cóż to nie czasy Nowaka a telewizji! Szkoda. Ja na szczęście ie muszę zarabiać pieniędzy na podróżowaniu.
    Tak jak napisała poniżej Marysia (pozdrawiam serdecznie) dostajemy od ludzi to co im dajemy. Skoro interesują nas tylko zdjęcia to oni traktują nas jak ‚dojną krowę” i ja nie widzę w takim ich zachowaniu niczego złego. Bardzo jestem ciekaw, jakimi ludźmi byliby Mursi gdybyśmy okazywali im zwykłe ludzkie zainteresowanie? Gdybyśmy odłożyli aparaty nasze spostrzeżenia a ich zachowania byłyby zupełnie inne. Nie mam ambicji walki o wprowadzenie „zakazu fotografowania”, bo przecież sam robiłem mnóstwo zdjęć. Jednak dużo przez to straciłem. Nie zgadzam się jedynie ze stereotypem spostrzegania tego plemienia. Zadanie sobie trudu zrozumienia ich świata i nie przylepianie im etykietki „dzikusów” i ‚prymitywów” pomogłoby obu stronom.
    Fantastyczne jest to, że są ludzie, którzy myślą tak samo. Za to bardzo Wam dziękuję 🙂

  8. wiesława :

    Masz rację Adamie! Faktycznie, książki, czy filmy nie będą nigdy „prawdziwe”! Autorom zależy, na sprzedaży, oglądalności, więc trochę mijają się z prawdą! I tu się z Tobą całkowicie zgadzam! Pozdrawiam i czekam na c.d.n.

  9. wiesława :

    A swoją drogą, Adamie, „rozpętałam” małą dyskusję! To chyba dobrze! 😉

  10. To bardzo dobrze 🙂 Cieszę się ogromnie, że ten wpis wywołał dyskusję. Na to liczyłem i się na Was nie zawiodłem 🙂

  11. witam,
    jestem pracownikiem biura podrózy i pilotem wypraw od kilkunastu lat. podczas wyjazdów zauwazyłem, że najfajniej jest wtedy kiedy ludzie chowaja aparaty- i to zarówno u Mursi, Hamerów i innych- przez pierwsze 10 lat swoich wyjazdów nie zabierałem w ogóle aparatu służac innym pomoca w robieniu zdjęc na tle albo z kims etc. teraz- cóz zyjemy w „rzeczywistości ciagłej sprzedaży” gdzie robienie zdjęc, autokreacja stały sie pewnego rodzaju koniecznością( gwiazdy podrózuja:)…ale wracając do tematu- brawo dla Marysi za interakcje z Mursi:)w swoich wyjazdach proponuje ludziom aby najpierw nawiązywali kontakt – n.p. pograli z dzieciakami w „zoskę”, posiedzieli troche w cieniu, popalili fajki, pograli w bilard(n.p. Dimeka)popili „miodówke” z Hamerami itp.-a nie wyskakiwali z aparatami na dzień dobry:)Z Mursi jest w sumie najtrudniej i faktycznie sa popołudniami na niezłym rauszu- przynajmiej ja mam takie doswiadczenia, dlatego trzeba jak najwczesniej rano wyjechac, zanim sie nie rozochocą:)i po zrobieniu zdjęc, krótkich filmików pokazac im jak działa aparat- pokazac podgląd, wykasowac fote, film i znowu pokazać, pozwolic odwrócic role- niech oni nam zrobią fotę, etc. a pozowanych zdjęc i tak się nie uniknie:)
    a i jeszcze jedno- pamietam taki obrazek- przy autokarze grupka dzieci z wyciagnietymi raczkami prosi o cukierki i jest fotografowana z każdej strony a cukierki sa rzucane i zbierane przez dzieci z ziemi

    Polska anno domini 1984, autokar niemieckich turystów na parkingu w Bydgoszczy przy trasie wylotowej na Poznań

    powodzenia Adam w realizacji marzeń!

  12. Taki głos, osoby która zawodowo jeździ z turystami jest bardzo ważny i potwierdza to, że ludzkie normalne podejście do spotykanych „inności” może dać nam więcej. Fajnie, że wychodzi to od takich ludzi jak Ty, którzy mają przecież jakiś wpływ na turystów w grupie. Właśnie od pilotów wycieczek powinniśmy dowiadywać się jak należy się zachować i jak „pełniej” przeżyć te dni kiedy przecież poniekąd „gorączka” urlopowa przesłania nam oczy. Tylko takich pracowników biur podróży spotykać! Niedawno czytałem, również w jednej z relacji pilota grupy z Etiopii jak turyści „zbuntowali” się w jednej z wiosek gdy lokalny przewodnik ustawił miejscowych w rzędzie i kazała sobie wybierać ludzi do zdjęć! Polscy turyści odmówili a pilot był bardzo dumny z takiej postawy swoich „podopiecznych”. Jeżeli my nie będziemy prowokować czy tolerować pewnych zachowań miejscowi też nie będą tak się zachowywali. To chyba oczywisty wniosek. Co do ostatniego Twojego zdania, to niestety też znam takie obrazki z lat 80 w Polsce ale niestety nadal widuję takie zachowania turystów zwłaszcza w Afryce i dziwię się po co tacy ludzie jadą w świat? W jakim celu i dlaczego myślą, że pomagają?

    Za życzenia oczywiście dziękuję i również życzę tego samego 🙂

Skomentuj