Injera ( Yndżera, Indżera) jest narodową potrawą wszystkich Etiopczyków. Jedzą ją zawsze, wszędzie i często tylko to, ponieważ dzięki różnym dodatkom można ją jeść w różnych odmianach i smakach. Dla mnie spotkanie z injerą było ciekawym doświadczeniem choć od razu musze przyznać, że nie przypadła mi do gustu. Mimo tego, że nie jestem wymagającym co do smaków, to jednak to nie moja bajka.  Choć innym smakowała. Najprościej mówiąc injera to kwaśny placek z różnymi sosami podawany w każdej restauracji i jadany w każdym domu. W restauracjach podaje się go na specjalnie do tego przygotowanych wiklinowych i kolorowych stoliczkach.

Placek swoim wyglądem przypomina szaro – brązową „ściereczkę z gąbki” i robi się go z najmniejszych na świecie ziaren zboża tef, czyli miłki abisyńskiej. Zboże to uprawia się tylko w Etiopii i występuje ono w trzech odmianach: białej, brązowej i czerwonej. Stąd właśnie różnica w kolorze i smaku poszczególnych placków. Ze zmielonego zboża i wody wyrabia się ciasto, które następnie około trzy dni fermentuje, w wyniku czego nabiera ono konsystencji gumy piankowej i lekko kwaśnego smaku. Mimo tego, że ja nie jestem smakoszem tej potrawy i mnie ona nie uwiodła, to trzeba jednak odnotować, że jest to bardzo zdrowe jedzenie. 

Zborze tef dostarcza więcej bogatych w błonnik otrąb i pożytecznych kiełków niż jakiekolwiek inne zboże. Zawiera ono 15% białka, 3% tłuszczu i 82% złożonych węglowodanów. Wynika to z faktu, że w porównaniu z innymi zbożami tef ma znacznie mniejsze ziarna i większą łuskę, a to właśnie w tej ostatniej znajduje się najwięcej tego czego nasz organizm potrzebuje. Tef zawiera prawie 20 razy więcej wapnia niż pszenica albo jęczmień, ma trzykrotnie więcej żelaza niż inne zboża oraz jako jedyne zawiera symbiotyczne drożdże (dlatego fermentuje samo).  

Do injery podaje się przeróżne sosy, które wylewa się bezpośrednio na placek. Zasadniczo istnieją dwa rodzaje sosów czyli watów: kai wat – ma kolor czerwony i jest bardzo pikantny (dzięki dodatkowi papryki – beriberi), cebuli i czosnku; natomiast żółtawe alicha wat jest mniej pikante. Wat czyli sosy najczęściej sporządza się z mięsa. Jada się wołowinę, kozinę, jagnięcinę, drób oraz ryby. Popularne są również sosy wegetariańskie z fasoli, soczewicy zwłaszcza w środy i piątki, które są dniami postnymi w Etiopii. Dla turysty, który jeszcze nie bardzo wie co jest dobre, najlepszym rozwiązaniem jest zamówienie injery z miksem wszystkich dostępnych sosów. Dostajemy wówczas wiele smaków i jest duża szansa, że coś nam zasmakuje.

Injerę je się rękoma a właściwie tylko prawą ręką. Zanim przystąpimy do jedzenia w wielu restauracjach najpierw podchodzi kelner z woda i mydłem i myjemy ręce. Prawą ręką urywa się kawałek placka i nim nabiera się sos. Często je się z jednego talerza natomiast okazaniem szacunku dla drugiej osoby jest karmienie jej! Nie wolno wówczas odmówić! Dzięki sosom zdecydowanie poprawia się smak placka dlatego warto nauczyć się robić z kawałka urwanego placka jakby łyżeczkę, którą nakładamy sos i jemy. Na pewno to jedna z tych potraw obok, których nie przechodzi się obojętnie. Albo się ją lubi albo nie. Nie ma niczego po środku. Trzeba samemu się przekonać po której jesteśmy stronie. Jeżeli injera okaże się waszym smakiem to nigdy nie będziecie w Etiopii głodni.

Skoro jest o jedzeniu to jeszcze musi być i o piciu. Tutaj sytuacja ma się znacznie lepiej. Typowym napojem alkoholowym Etiopii jest tedż (tej). Jest to rodzaj alkoholu wyrabianego na bazie miodu z dodatkiem sfermentowanych liści popularnej rośliny gesz, zwanej „psie drewno” (nie mam pojęcia dlaczego taka nazwa?) oraz gorzkich korzeni. Alkohol w zapachu jest raczej podobny do bimbru, ale smak… to niebo w gębie. Pije się łagodnie ale trzeba uważać, bo nie wiadomo kiedy jesteśmy pijani :)Tej może mieć od 6 do 11 procent, ale nikt nie wie ile tak naprawdę ma, ponieważ wyrabiany jest samodzielnie przez restauracje  bary i nikt tego nie kontroluje. Pije się go z charakterystycznych jakby laboratoryjnych kolb. Niebo w gębie. Więcej informacji o tym narodowym alkoholu Etiopczyków znajdziecie na fajnej stronie internetowej, która poświęcona jest tylko temu trunkowi, tutaj.

 

 

7 komentarzy do “Injera niebo w gębie?”

  1. Adam, twoje opowiesci czyta sie "jednym tchem" juz ci mowilam ze cudownie piszesz???

  2. Ala Ty jak zwykle potrafisz zdopingować 🙂 Bardzo Ci dziękuję i mam nadzieję, że będzie Ci się podobało cały czas. Jestem pewien, że to co najlepsze w Etiopii jeszcze przed nami! Zaglądaj 🙂

  3. wiesława :

    Jak śledzę niektóre wątki na forum, to widzę, że dużo osób jest zainteresowanych twoimi relacjami! Może nie wszyscy potem dodają komentarz, ale zapewne wiesz, że dużo osób wręcz chłonie Twoje opowieści! Jak już mówiłam- masz dar. Hm, czytałam jeden z pierwszych twoich wątków z Kuby. kurde, Ty się chyba z tym darem opowiadania po prostu urodziłeś! Pozdrawiam serdecznie.

  4. Wiesiu już się chyba czerwienię 🙂 Oczywiście strasznie się cieszę, że Ci się podoba i jednocześnie strasznie żałuję, że na nowe wpisy trzeba troszkę czekać. Mam jednak nadzieję, że wszyscy którzy czytają mojego bloga są ukontentowani (uwielbiam ten zapomniany wyraz!) gdy pojawia się nowy wpis. Oczywiście komentarze są strasznie dla mnie ważne i przede wszystkim bardzo mnie motywują. Bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam 🙂

  5. IfYouBeHappy :

    ach, Etiopia, zawsze chciałam tam pojechać i spróbować tej yndżery…:-)

  6. Warto, warto nie tylko ze względu na yndżerę, choc jej smak? No, cóz trzeba jednak samemu ocenić 🙂

  7. Hi Ja pracuje z Etiopkami.Czesto przynosza indziara.Jest to super smaczne danie.Probowalam zrobic ,ale nie jest takie same,prawdopodobnie uzywaja przyprawy o ktorych ja nie mam pojecia.Polecam sos z fasoli.Pycha.

Skomentuj