Pełni wrażeń wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Poziom naszych emocji był ogromny. Na gorąco wymienialiśmy się swoimi spostrzeżeniami i jednogłośnie stwierdziliśmy, że takie przeżycie było warte wszystkich trudów dotychczasowej podroży. Zapomnieliśmy o kiepskim jedzeniu, baraku wody, kurzu, palącym słońcu i porannym wstawaniu. Wszystko przestało być ważne. W obliczu tego co widziałem, czego doświadczyłem wszystko to co do tej pory mi przeszkadzało przestało istnieć. Gdy tak podnieceni rozmawialiśmy o tej ogromnej inności, różnorodności, śmiejąc się z nas samych i naszych min, gdy tylko podjechaliśmy na targ, nagle naszym oczom ukazał się widok niezwykły.

Tuż przed nami, wprost na drodze stało na szczudłach kilku pięknych, smukłych chłopców. Niemal nie wypadłem przez przednią szybę samochodu. Pomyślałem, że to nie możliwe! Jeszcze nie ochłonąłem po tym co widziałem kilkanaście minut temu w Key Afer a tutaj taka niespodzianka. Wyskoczyliśmy z samochodu niemal jeszcze podczas jazdy aby upewnić się, że rzeczywiście to co widzimy nie jest tylko jakimś omamem. Okazało się, że właśnie w ten sposób młodzież z plemienia Banna (Bana, Benna) zarabia pieniądze. Pozują do zdjęć na szczudłach i wprawiają jadących drogą turystów w osłupienie i zachwyt.

Wszyscy chcieliśmy robić zdjęcia, bo widok przypominał niemal kadr z telewizji National Geographic. Niestety było nas kilka osób i zaczęliśmy pokrzykiwać na siebie wzajemnie. Każdy każdemu wchodził w kadr i wszyscy chcieli w tym samy momencie mieć ujęcie oczywiście bez „białasów” w tle. Po raz kolejny doszło do spięcia w naszej grupie. Dało o sobie znać nasze zmęczenie ale przede wszystkim poziom adrenaliny, który po wizycie na targu wzrósł nam niemiłosiernie i jeszcze ten widok, dopełniły całości. Zachowywaliśmy się jak dzikusy. Jednak jak się później okazało, był to przełom w naszych stosunkach. Wieczorem już w hotelu mieliśmy okazję powiedzieć sobie wzajemnie co komu przeszkadza, czego wzajemnie od siebie oczekujemy, przeprosić i reszta naszej podróży odbyła się już w spokoju. Widocznie do pogodzenia grupy turystów potrzebni byli chłopcy na szczudłach, którzy patrzyli na nas z góry. Kto tu okazał się bardziej „dziki”!?

Na trasie naszej wycieczki nie mieliśmy zaplanowanej wizyty w wiosce ludzi Banna, tym bardziej ucieszyłem się, że jest chwila aby przyjrzeć się tym ludziom. Zawsze to jakaś szansa na poznanie kolejnego plemienia. Sięgnąłem po przewodnik i okazało się, że Banna mają z wyglądu wiele wspólnego z Hamerami. Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że część kobiet widocznych na targu to nie były Hamerki a właśnie kobiety Banna. Różną się przede wszystkim tym, że Hamerki na włosy nakładają rudą glinkę zmieszaną z masłem a Banna tego z reguły nie robią, natomiast jedne i drugie plotą warkoczyki i mają fryzury przypominające pazia. Podobnie też się ubierają. Co prawda dzisiaj już wiele nosi bawełniane podkoszulki ale większość ubrana jest w „sukienkę” z koziej skóry, która misternie obszyta jest muszelkami i ozdobiona kolorowymi koralikami. Z przodu i z tyłu zwisająca skóra tworzy jakby „ogony” co uosabiane jest z antylopą.

Z przewodnika dowiaduję się, że populacja tej grupy etnicznej liczy nie więcej niż 25 tysięcy osób. Żyją w niedużych skupiskach powiązanych ze sobą rodzin. W takiej wiosce znajduje się zaledwie kilka chat i ustawione one są w taki sposób aby tworzyły okrąg. Na noc właśnie na w ten sposób stworzony centralny „plac” zapędza się bydło, aby było bezpieczne. Domy buduje się z długich wygiętych żerdzi, które są związane na górze, tworząc w ten sposób okrągłą ażurową konstrukcję. W porze suchej chaty pokrywa się strzechą, natomiast w porze deszczowej często jako dachu używa się płótna. Często domy te wyglądają jak namioty.

Stada należące do Banna składają się przede wszystkim z bydła, ale hodują także owce, kozy a nawet wielbłądy, które używane są jako zwierzęta juczne. Uprawiają również sorgo i kukurydzę, zwłaszcza podczas pory deszczowej. Jednak nie są dobrymi rolnikami. Pozostawiają uprawy samym sobie więc plony są niskie i zazwyczaj nie wystarczają do następnego roku, choć dzieci mają w obowiązku pilnowanie upraw przed zniszczeniem przez zwierzęta i ptaki.

Mężczyźni z tego plemienia, podobnie do swoich sąsiadów Hamerów, często mają misterne fryzury a gdy zabiją groźne zwierzę lub wroga robią sobie mały koczek, który następnie pokrywają czerwoną glinką. Oczywiście aby nie zniszczyć takiej fryzury również śpią podkładając sobie pod głowę mały stołeczek. Zdarza się, że kobiety nie mają dolnych jedynek. Godzą się na tak brutalny zabieg, bo dzięki temu są bardziej atrakcyjne wśród płci przeciwnej a trzeba być atrakcyjną aby nie być dziewicą!

Okazuje się, ze w tym społeczeństwie bycie dziewicą to nic dobrego. Jeżeli dziewczyna jest długo dziewicą to znaczy, że nie jest atrakcyjna i nikt jej nie chciał. Będzie w związku z tym miała problem ze znalezieniem męża. Pisałem już wcześniej, że w Afryce nie ma miejsca dla singla. W związku z tym młodzi ludzie sypiają tutaj z kim chcą i kiedy chcą. Panuje tutaj bardzo liberalny stosunek do seksu , bez pruderii i wstydliwości. Banna również znają mieszanki ziołowe, których uważają jako środków wczesnoporonnych i stosują je zawsze gdy niezamężna dziewczyna zajdzie w ciążę. Urodzenie dziecka przez zamężną kobitę jest świętem i wielką radością, jak niemal zawsze w Afryce.

Mężczyźni mogą mieć kilka żon ale tylko w ramach własnego plemienia. Przyszły mąż musi oczywiście zapłacić rodzinie dziewczyny krowami i innymi podarunkami za możliwość poślubienia ich córki. Jednak mężczyzna jest zobowiązany do ochrony każdej chaty gdzie mieszka jego żona, gdyż każda mieszka w osobnej chacie. Opieką mężczyzn z wioski otaczane są również rozwódki, wdowy lub żony nieobecnych mężów (wówczas opiekują się nimi najczęściej bracia). Zarówno chłopcy jak i dziewczynki poddawane są obrzezaniu.

Banna są w 90% sunnitami. Przywiązują bardzo duża wagę do podstawowych nauk islamu mówiących miedzy innemu o konieczności zachowania postu, modlitwy, jałmużny dla biednych a także nakazu udania się raz w życiu na pielgrzymkę do Mekki. Jednak kultywują również wiele z animizmu. Wierzą w duchy, które są zdolne do przyjmowania postaci ludzi lub zwierząt. Wierzą, że postaci takie mogą wpływać swoimi nadprzyrodzonymi siłami na innych ludzi. Jest to mieszanka religijna występująca tylko w tym plemieniu i tylko w tym miejscu na świecie. Powoli zaczynam się już przyzwyczajać, że podróż tutaj to trochę tak jakbym codziennie był w innym kraju. Inne języki, inne stroje, inne religie, inne zwyczaje wreszcie zupełnie innej urody ludzie. Różnorodność na tak małym skrawku Ziemi nie do ogarnięcia!

Jeden komentarz do “Banna, niespodziewane spotkanie!”

  1. wiesława :

    No, już trochę minęło od ostatniego „wpisu”!!!!

Skomentuj