Razem z biurem podróży czy samodzielnie? Jak to zrobić bez biura? Ile to kosztuje? Jak się za to zabrać? Okazuje się, że samodzielne zorganizowanie wyjazdu nie jest tak trudne jak się może wydawać. Nawet jeżeli mamy do czynienia z wydawałoby się mało turystycznym krajem jakim jest Etiopia a zwłaszcza południowe jej rejony, czyli dolina rzeki Omo. Nawet, gdy nie zaliczamy się do tych, którzy samodzielnie zwiedzili świat wzdłuż i wszerz. Można to zrobić i na dodatek mieć z tego ogromną satysfakcję no i kilka tysięcy złotych w kieszeni!

Dlaczego akurat tam a nie łatwiejsza i bardziej rozwinięta turystycznie północ kraju? Przyczyna jest bardzo prosta. Południowa Dolina rzeki Omo jest rejonem gdzie jeszcze żyją ludzie, którzy kultywują swoje odwieczne tradycje, którzy ciągle są prawdziwi i autentyczni. Ponoć ostatnie takie miejsce w Afryce. Mówi się „skansen” ludzki. Ja wolę określenie ostatnie wolne i prawdziwe plemiona afrykańskie. Dopóki jeszcze istnieją, dopóki jeszcze nie ma tam tłumów turystów, dopóki ci ludzie są autentyczni czy wreszcie dopóki w ogóle istnieją. Bo to, że niektóre plemiona znikną jest raczej przesądzone. Część stanowi zagrożenie dla samych siebie inni zostaną zmuszeni przez czynniki zewnętrzne np. budowę trzeciej tamy na Omo (o tym zagrożeniu możecie przeczytać tutaj). Fascynujące zabytki na północy Etiopii przetrwały tysiące lat, więc jeszcze zdążę je zobaczyć. Dolina Omo w tym kształcie za parę lat po prostu zniknie. Trzeba się spieszyć.

Mimo, że biały człowiek nie jest w tych rejonach czymś niezwykłym to jednak wpływ współczesnej cywilizacji jest tam naprawdę niewielki. Jeszcze. Oczywiście nie możemy mówić, że rejony te pozostały dziewicze i nietknięte przez cywilizację białych, tak już też nie jest. Jednak wiele jeszcze zostało z tradycji sprzed setek lat. Jeszcze nie ma „cepelii” dla turystów (choć spotkałem wiele opinii, że jednak jest – moim zdaniem tak twierdzą zmanierowani podróżnicy, dla których autentyczne wioski i obyczaje ludzi już są „cepelią” ponieważ dotarło tam wielu innych białych przed nimi). Oczywiście prawdą jest również, że miejscowe plemiona świetnie znają już siłę nabywczą pieniędzy od turystów i doskonale wiedzą co trzeba zrobić aby je zdobyć. Jednak nikt niczego nie udaje i nie tworzy rzeczywistości na potrzeby przybyłych turystów (jak to bywa z kenijskimi wioskami Masajów).

Miejsce jednak jest „ciężkie” tzn. na pewno nie dla turystów lubiących wakacje „lekkie, łatwe i przyjemne”. Jednak to co zastaniemy na miejscu wynagradza wszelkie niedogodności. Brak dróg, w niektórych rejonach brak również przyzwoitych hoteli, nagminny brak prądu, bieżącej wody a czasami nawet niewiele do jedzenia. Za to niewyobrażalna przyroda i przede wszystkim fascynujący ludzie. Jest to bardziej wyprawa kulturowa niż tradycyjne wakacje. Ponieważ oferta biur podróży nie koniecznie mi odpowiadała (terminy, ceny) postanowiłem trochę poszukać i zorganizować ten wyjazd samem.

Oczywiście najważniejszy jest bilet lotniczy. Dobrą ofertę znalazłem na stronie etiopskich linii lotniczych www.flyethiopian.com .Wylot z Frankfurtu do Addis Abeby to koszt całkowity 486 euro (od osoby w obie strony). Tutaj ciekawostka. Okazuje się, że Etiopskie linie lotnicze działają razem z Lufthansą, przy swoich lotach podają informację „operated by Lufthansa”. Zatem również niemiecka linia lotnicza sprzedaje te bilety, na ten sam lot na swojej stronie internetowej. Jednak cena w Lufthansie za te same bilety to 753 euro!!! Etiopska linia lotnicza okazała się tak samo dobra jak znane mi światowe linie lotnicze z tak samo dobrą obsługą pokładową i tak samo dobrym cateringiem na pokładzie. Lot powrotny obsługiwała już Lufthansa więc potwierdziło się w rzeczywistości, że kupując bilety tańsze mamy ten sam lot gdybyśmy przepłacili w niemieckiej linii lotniczej.

Jednak dolecieć na miejsce to dopiero początek. Ponieważ południowej Etiopii w zasadzie nie można na razie zwiedzać zupełnie indywidualnie a jedynie z lokalnym biurem, musiałem znaleźć jakiegoś miejscowego organizatora, który byłby wiarygodny. Wymieniałem maile z kilkoma biurami, które mają swoje strony w Internecie. Każde z nich oferowało zorganizowanie objazdu południa bez żadnego problemu. Cena kształtowała się na poziomie ok. 1300$ od osoby, za 12 dniowe zwiedzanie. W tej cenie były: wszystkie noclegi (hotele, namioty), samochód terenowy z kierowcą i przewodnikiem, pełne wyżywienie wraz z napojami do posiłków, woda w drodze, opłaty za wstępy.

Nasz wybór padł na biuro Nomadic Ethiopia www.nomadicethiopia.com .Przeważyło to, że mogliśmy spotkać się osobiście w Warszawie z szefem tego biura Mesfinem Mengistu (dziękuję Marysiu) ale również fakt, że biuro współpracowało z polskimi biurami turystycznymi np. MK Tramping (gdzie dzwoniłem i pytałem o rzetelność podwykonawcy etiopskiego) a także fakt, że biuro Nomadic Ethiopia współpracowało z telewizją TVN przy realizacji odcinków programów Martyny Wojciechowskiej „ Misja Martyna” oraz „Kobieta na krańcu świata”. Powyższe fakty przekonały nas o rzetelności biura i mieliśmy niemal 100% pewność, że trafimy w ręce profesjonalistów. Udało nam się wynegocjować cenę 990$ od osoby (znowu, dziękuję Marysiu). Dograliśmy program, podpisaliśmy umowę i wpłaciliśmy 20% zaliczki.

Czym byłby wyjazd gdybyśmy nie mieli towarzystwa ludzi, którzy podzielają naszą pasję i chcą tak jak my poznawać to co mało znane? Tak więc, dzięki forum wakacje.pl poznałem MBM. Tak samo jak ja chcieli pojechać do Etiopii. Szybko okazało się, że od samego początku nawiązaliśmy fajną znajomość mimo dzielących nas prawie 500 kilometrów. Osobiście spotkaliśmy się dopiero na lotnisku we Frankfurcie. Jednak przed wyjazdem przegadaliśmy wiele czasu przez telefon rozwiewając swoje wątpliwości i dogrywając szczegóły. Szybko okazało się, że mamy podobne poczucie humoru, otwarte umysły i dużą rezerwę kompromisów. Okazali się wspaniałymi towarzyszami podróży, na których zawsze mogłem liczyć. Jeżeli jeszcze kiedyś przyjdzie nam razem gdzieś jechać będę szczęśliwy. Poza MBM zgłosiła się jeszcze do mnie czwórka przyjaciół (również poprzez forum), którzy także mieli ochotę na taki wyjazd. W rezultacie zrobiła się z tego mała grupka 8 osób. Trochę dużo i jak później czas pokazał za dużo. Jednak po kilku dniach udało nam się dogadać i właściwie całość wyjazdu był pod względem towarzystwa udany. Biorąc pod uwagę, że pojechałem z zupełnie obcymi ludźmi to przyznać muszę, że bardzo szybko czułem się jakbyśmy znali się od dłuższego czasu. Wszystkim Wam dziękuję!

Wiele osób pyta jak spisało się etiopskie biuro? Cóż. Na początku ważne jest aby nie myśleć kategoriami europejskimi. Etiopia to jednak kraj słabo rozwinięty turystycznie i miejscowe biura też nie mają dużego doświadczenia. Poza tym, my z naszymi nawykami we współpracy z biurami polskimi czy niemieckimi często rozmijaliśmy się oczekiwaniami. Po prostu, to co dla nas jest oczywiste nie musi być wcale oczywiste dla przewodnika etiopskiego. Nie wynika to ze złej chęci czy braku profesjonalizmu, są to po prostu inne realia, inna perspektywa i inna mentalność. Generalnie biuro spisało się dobrze, choć nie obyło się bez „zgrzytów’. Najważniejszym i najbardziej nas denerwującym wydarzeniem, była zamiana naszych hoteli, które mieliśmy zapisane w umowie. Zmiana niestety na gorsze. Ponieważ nie jestem człowiekiem, który woli zaoszczędzić 2$ i szuka jak najtańszego noclegu, zależało nam na w miarę przyzwoitych hotelach (oczywiście z pełną świadomością, że i tak będą skromne, bo na południu baza hotelowa jest bardzo skromna). Szef biura Mesfin, dobrze o tym wiedział (zresztą mieliśmy to zapisane w umowie). Na miejscu jednak się okazało, że noclegi są zarezerwowane (bądź jeszcze nie) w znacznie tańszych hotelach. Niestety o zwrocie pieniędzy nie było mowy mimo, że już przed naszym przyjazdem było wiadomo, że w hotelach za które zapłaciliśmy nie będzie miejsc, bo np. Paradise Lodge w Arbaminch zajęła armia amerykańska, która buduje tam bazę wojskową. Oczywiście usłyszeliśmy zapewnienia, że zmienione hotele są równie dobre, ba najlepsze w okolicy a jeżeli nam się nie spodobają to poszukają czegoś lepszego. Rzeczywistość okazała się nieco inna. Poza jednym hotelem (ten akurat nie został zmieniony, był ten który mieliśmy w umowie) wszystkie okazały się bardzo skromne. Na szczęście nie było żadnych pluskiew, pcheł i innych „sublokatorów”. Pokoje choć skromne to jednak w miarę czyste. Niestety również trafialiśmy tak, że zazwyczaj nie było prądu (ale często w całym mieście) czy też wody (zostawały wiadra z wodą do mycia). Jednak na to już biuro nie miało wpływu, choć podejrzewamy, że te droższe hotele posiadają generatory prądu. Jednak zdawaliśmy sobie sprawę, gdzie pojechaliśmy i z tego typu trudnościami liczyliśmy się od samego początku. Nie wpłynęło to w żaden sposób na nasz wyjazd a nawet po czwartym dniu bez prądu i bieżącej wody bardziej „poczułem” w jakim kraju jestem 🙂

Całą trasę pokonywaliśmy terenowymi Toyotami Land Cruiser wynajętymi z biura Omo Tours www.omotours.com.et (to już, oba biura załatwiły między sobą). Samochody były w bardzo dobrym stanie technicznym a nasz kierowca okazał się porządnym, rozsądnym i doświadczonym w pracy z turystami człowiekiem. Jeździło się wygodnie i bezpiecznie. Małe problemy okazały się również z realizacją programu. Okazało się, że program przygotowany dla nas jest w kilku miejscach praktycznie nierealny do zrobienia. Przeładowany atrakcjami nie uwzględnia realnego czasu przejazdów czy lokalnych warunków. Nie była to jakaś wielka strata ale mnie osobiście zabolało bardzo to, że nie odwiedzimy plemienia Dorze, bo zabrakło nam czasu. Niestety przewodnik jakiego dostaliśmy z biura, młody chłopak o imieniu Golden, „robił” trasę południową po raz pierwszy i właściwie dopiero się uczył sprawnej organizacji w tych trudnych warunkach. Musieliśmy się zatem przyzwyczaić, że na każde nasze pytanie zawsze udzielał odpowiedzi tak, nie ma problemu, a potem i tak wychodziło inaczej 🙂 No cóż, tak jest Afryka, tutaj zawsze jest czas i zawsze to co biały chce, nawet jak tego nie ma 🙂 Jednak przyznać muszę, że nie brakowało nam właściwie niczego. Nikt nie wydzielał nam jedzenia czy napoi do posiłków, mogliśmy zamawiać do woli. Po tym jak zwróciliśmy uwagę, że potrzebujemy więcej wody na przejazdy nigdy już jej nie zabrakło. Cały wyjazd czułem się bezpieczny i nie było żadnej sytuacji która w jakikolwiek sposób by nam zagrażała. Biuro starało się jak mogło nadrobić złe pierwsze wrażenie. Generalnie sprostało naszym oczekiwaniom (mimo zgrzytów) a wszystko zakończyło się znakomitą pożegnalną kolacją z dużą ilością miejscowego miodu pitnego 🙂 Ale o tym już innym razem…

7 komentarzy do “Jak, dlaczego i za ile?”

  1. Wiesława :

    Oczywiście, czekam na ciąg dalszy! Świetnie opowiadasz. Masz olbrzymie predyspozycje. Może tak, by pójść w ślady, np. M. Jakubowskiej i napisać książkę.

    P.S. Widzę, że nie jesteś amatorem i zapewne też używasz do foto dobrego sprzętu. Mam pytanko, może znasz jakiś dobry (nie najdroższy, taki dla pół-amatorów)sprzęt. Chodzi mi o zwykły aparat (chyba kompact), nie lustrzankę….. Pozdrawiam Wiesława.

  2. Wiesiu, niestety nie czuję się absolutnie na siłach aby pisać coś więcej niż tylko bloga 🙂 Może kiedyś na emeryturze, jak będę miał więcej czasu? 🙂 Ale to miło z Twojej strony, będę się zatem starał pisać jeszcze ciekawiej. Co do zdjęć. Fotografia to moje hobby i jestem amatorem 🙂 Co prawda mam jakąś wiedzę jak obsługiwać te „maszynki” mam też w miarę dobry sprzęt ale wiem jedno: „To nie aparat robi zdjęcie ale nasze oko” 🙂 Warto o tym pamiętać, bo to prawda. Oczywiście również warto znać podstawowe zasady kompozycji, kadrowania itp. To pomaga. Skoro piszesz o sobie pół-amator to ja zdecydowanie polecam Ci kupić jednak lustrzankę, niekoniecznie drogą. Jednak nie mogę napisać jaką konkretnie, bo się nie znam. Jednak myślę, że w sklepie fotograficznym powinni Ci doradzić jaki aparat dla Ciebie i Twoich oczekiwań byłby najlepszy. Możesz również poszperać w sieci, stron o tej tematyce jest mnóstwo. Polecam:
    http://www.cyfrografia.pl
    http://www.optyczne.pl
    http://www.fotopolis.pl
    http://www.szerokikadr.pl
    http://www.dfv.pl/szkola-foto-video.html

    Przede wszystkim jeżeli lubisz robić zdjęcia to rób je zawsze i wszędzie 🙂 Im więcej zrobisz tym więcej się nauczysz 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  3. Wiesława :

    Kurde, dzisiaj nie ma dalszej części! Szkoda!!!!

  4. Witaj,

    Wybieram się do Etiopii na przełomie roku i mam wątpliwości co do tego ile czasu spędzić na południu. Dlatego mam pytanie jak oceniasz 12 dni pobytu tam? Niedosyt / nadmiar / ok?:) Wiem, że ciężko odpowiedzieć jednym słowem, niemniej byłaby zobowiązana. Cenie sobie Twój blog i na pewno Twoja odpowiedź by mi pomogła, gdyż obecnie rozważamy czy lecieć do Harar, czy też o te 3 dni które na Harar to minimum, przedłużyć pobyt w Omo. Z góry dzięki za odpowiedź.

  5. Hej Aniu,
    wydaje mi się,że 12 dni pobytu na południe jest ok, ale… Nie wiem jaki masz plan trasy. Jeżeli te 12 dni to całość Twojej podróży z Adis do Dliny Omo i powrót to jest to czas wystarczający ale dosyć szybkie tempo (jeżeli jedziesz autem, jeżeli samolot to zmienia trochę). Nie wiem co chcesz zobaczyć w drodze. Jeżeli natomiast jedziesz na dłużej do Etiopii a 12 dni z tego wyjazdu chcesz przeznaczyć tylko na południe to jest to wystarczająco dużo czasu aby zobaczyć wiele miejsc i spokojnym tempie podróżować. Wszytko zależy jak lubisz podróżować co Cię interesuje itp. Wydaje mi się, że jeżeli chcesz 12 dni poświęcić tylko na południe to możesz się pokusić o skrócenie tego pobytu i polecieć do Harar, jeżeli natomiast całość podroży ma trwać 12 dni to „zrobiłbym” tylko południe.

    pozdrawiam serdecznie
    Adam

  6. Adam,

    Dziękuje Ci bardzo za odpowiedź. Cały plan wyprawy obejmuje depresję Danakilską, potem Lalibela a następnie dolina Omo (samolotem do Abra Minch i tak samo droga powrotna). Na dolinę Omo mam teraz 12 dni (w tym 2 to przelot do AM), i tutaj pojawia się pytanie czy skrócić ten pobyt o 3 dni i przeznaczyć go na Harar, czy odpuścić ten Harar, aby lepiej poznać dolinę Omo? Z jednej strony ciągnie mnie do Hararu, a z drugiej myślę sobie, że Harar istnieje w obecnym kształcie i raczej w przeszłości wiele się nie zmieni, czego niestety nie można powiedzieć o dolinie Omo…:( Jeszcze raz dzięki za rady. Pozdrawiam, Ania

  7. Aniu, jeżeli dobrze zrozumiałem to na południe Etiopii macie 10 dni. Jak dla mnie nie urywałbym z tego nic. Po pierwsze: po pierwszej części podroży możecie być lekko zmęczeni (domyślam się, że depresja Danakilska da Wam w kość 🙂 ), może potrzebna będzie chwila wytchnienia 🙂 Arba Minch to dopiero poczatek na południe i jeszcze wiele kilometrów przed Wami, a drogi kiepskie – 100 km robi się mniej więcej w 4 godziny a około 18 jest ciemno i nie polecam podróżować samochodem. Podejrzewam, że następny przystanek po AM będziecie mieli w Konso – „brama” do doliny Omo, potem Key Afer (jeżeli będzie targ, to polecam!!!) , itd. Nie wiem, jak bardzo jesteście zainteresowani plemionami ale domyślam się, że skoro „robicie” taką podróż, to jesteście. Te 10 dni nie jest zbyt dużo, aby „otrzeć” się o różne kultury, odwiedzić wioski. Myślę, że i tak w Jinka będziecie musieli zatrzymać się min na 2 dni aby pojechać do Mursi i dalej. Potem droga powrotna i może się okazać, że i tak wszytko będziecie robić w tempie. Gdyby jednak okazało się, że Chińczycy zdążyli już wybudować piękne drogi do Mursi (jak ja byłem budowy wielu dróg właśnie rozpoczynano) i zostanie wam „wolny dzień” to może uda Wam się dotrzeć do Bodi. Mi niestety zabrakło już czasu aby odwiedzić to plemię a warto! Poza tym Jinka to moje najbardziej ulubione „miasto” w Etiopii i strasznie żałowałem, że miałem za mało czasu aby pograć z dzieciakami w piłkę, poszwędać się i „pogadać” z ludźmi 🙁 Dla mnie to fantastyczne miejsce, mimo, że na końcu świata 🙂

    W Harar nie byłem ale zgadzam się z Tobą w 100%, że ta cześć Etiopii nie zmieni się w ciągu przyszłych kilku lat zbyt dużo. Zawsze można wrócić. Dolina Omo już gdy ja byłem bardzo się zmieniała i lepiej spędzić tam wiecej czasu niż tylko w biegu, bo niestety turystyka robi swoje.

    Reasumując gdybym to ja decydował o trasie to zdecydowanie jak najdłużej zostałbym na południu 🙂
    Mam nadzieję, że nie „namieszałem” Ci jeszcze bardziej 🙂 Jeżeli masz jeszcze jakieś pytania, śmiało pisz i mam nadzieje, że po powrocie podzielisz się choć krótką informacją jak teraz jest tam na południu tej niezwykłej krainy 🙂 Zazdroszczę podróży bo Etiopia zostawiła we mnie najlepsze wspomnienia ze wszystkich moich podróży. Powodzenia i trzymam kciuki 🙂 🙂

    pozdrawiam
    Adam

Skomentuj