Tak naprawdę naszym celem podczas wycieczki do chińskiej dzielnicy jest świątynia Wat Traimit Witthayaram czyli Świątynia Złotego Buddy. Nazwa nie pochodzi tylko od koloru posągu a od tego, że został wykonany z  prawdziwego czystego złota!!! Posąg ma prawie 4 metry wysokości i ponad 3 metry szerokości a waży ponad 5 ton i przestawia siedzącego Buddę.

Pomnik ma bardzo niezwykłą historię. Gdy Bangkok ustanowiono stolicą królestwa rozpoczęto odzyskiwanie różnych zabytków, które porzucono w poprzedniej stolicy Ayutthaya i z innych miast na północy kraju. Przewożono je do nowej stolicy gdzie miały godnie reprezentować historię Syjamu. Podczas panowania króla Ramy III (1825-1851) ogromny pokryty gliną posąg Buddy znajdował się w świątyni Wat Phraya. W 1931 roku świątynia została opuszczona i właściwie niemal zapomniana. Spokojnie stały sobie w niej dwa posągi Buddy. Dopiero w roku 1957 (lub jak podają inne źródła 25 maja 1955 roku) postanowiono przenieść jeden z posągów do innej świątyni – pochodzącej z XII wieku Wat Traimit.

Ogromny posąg został podniesiony do góry za pomocą lin z rzemieni. Jednak nikt nie spodziewał się takiej wagi siedzącego Buddy i niestety liny pękły. Figura na oczach gapiów upadła na ziemie. Odłupała się wówczas część gipsowej pokrywy i pod spodem ukazało się błyszczące złoto. Okazało się, że posąg w ten sposób zabezpieczono przed ewentualną kradzieżą przez birmańskich najeźdźców. Ukryto w ten sposób jego prawdziwą wartość. Posąg z którego słynie dzisiaj Wat Traimit powstał najprawdopodobniej w XII wieku i jest przykładem stylu Sukhothai. Styl ten wyodrębnił się w sztuce wówczas, gdy stolicą Tajlandii było miasto Sukhothai (1400 – 1550). Statua okazała się tak duża, że początkowo ustawiono ja przed świątynią, bo nie mieściła się wewnątrz. Później dobudowano nad nią bogato zdobione pomieszczenia. Może nas nieco dziwić, że nie ma tutaj krat, zabezpieczeń, żadnych strażników, bo przecież wartość tego monumentu jest ogromna. To największy wizerunek Buddy na świecie wykonany w całości ze złota. Jednak pewnie nikt przy takiej wadze nie jest w stanie ukraść tego giganta. Natomiast samym Tajom nic takiego nie przyjdzie do głowy bo jest to dla nich jeden z najświętszych wizerunków Najwyższego.

Blask jaki bije z tego posągu jest ogromny. Budda zdaje się rozpływać w powietrzu, niemal lewitować, jego kontury właściwie się rozmazują. Gdy postałem tutaj trochę dłużej oczy naprawdę mnie bolały od blasku. Robi to wielkie wrażenie. Nawet zdjęcia, które usiłowałem zrobić okazały się rozmazane. Światło lampy odbijało się od błyszczącego złota i niestety nie sposób tutaj zrobić dobrego zdjęcia z ręki. Miejsce jest fascynujące i niesamowite. Sama świątynia jest raczej skromna jednak Złoty Budda nadaje jej iście królewskiego i niebiańskiego blasku i to dosłownie.

Skomentuj