Wielkie miasta mają to do siebie, że stanowią mieszankę różnych narodowości i przeróżnych kultur. Jest jednak niemal w każdym takim mieście dzielnica, która stanowi niemal odrębne małe państewko – Chinatown. Oczywiście również i w Bangkoku nie może być inaczej. Nasza kolejna wycieczka i poznawanie tego giganta jakim jest to miasto, prowadzi właśnie do chińskiej dzielnicy. Choć powód jest nieco inny niż tylko zjedzenie kaczki po pekińsku 🙂

chinatown-1

Chińscy kupcy początkowo osiedlili się w okolicy zajmowanej obecnie przez królewskie miasto. W latach 80. XVIII wieku, kiedy rozpoczęła się budowa Wielkiego Pałacu, poproszono ich, aby przenieśli się do dzisiejszego Sampeng. W 1863 roku król Mongkut wytyczył tzw. Nową Drogę, pierwszą brukowaną ulicę w Bangkoku. Wówczas dzielnica chińska zaczęła się szybko rozrastać.

chinatown-2

Okolica ma awanturniczą przeszłość. Kupieckie siedziby, wkrótce podupadły i przekształciły się w upiorne meliny o podejrzanej reputacji. Na przełomie XIX i XX wieku zapyziałe uliczki prowadziły do palarni opium i domów, przy których drzwiach płonęły zielone latarnie (khom khiew). Owe zielone latarnie oznaczały to samo, co na zachodzie czerwone. Choć już owe latarnie dawno zniknęły określenie khom khiew jest synonimem domu publicznego.

chinatown-3

Dzisiaj oczywiście Chinatown jest miejscem bezpiecznym gdzie półki w sklepach uginają się od wszelkiego dobra made in China. Spacer tymi uliczkami może nie jest zbyt fascynujący jednak dla wytrwałych znajdzie się kilka perełek. Warto poszukać świątyni Wat Chakrawat. Za jej murami kryje się grota z posągiem śmiejącego się mnicha. Legenda powiada, że był on kiedyś szczupły i tak przystojny, że bez przerwy niepokoiły go kobiety. Wierny naukom Buddy, znalazł na to lekarstwo – jadł tak dużo, aż się roztył i panie wreszcie dały mu spokój. Już teraz przynajmniej wiem skąd te wizerunki „śmiejących się grubasów”.

chinatown-4

Nie mamy jednak już czasu aby zajrzeć na znajdujący się niedaleko „Targ Złodziejski”. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kierowali się tutaj wszyscy Ci, którzy zostali okradzeni, wiedząc, że z dużym prawdopodobieństwem będą mogli właśnie tutaj odkupić swoje rzeczy. Dzisiaj na targu królują wszelakie dobra z zakresu AGD i wszystkiego co potrzebne w domu. Omijamy jednak ten targ kierując się do świątyni w której spodziewamy się zobaczyć coś co rozpali nasze zmysły i sprawi, że chińska dzielnica zostanie przez nas zapamiętana z zupełnie innego powodu niż każda inna tego typu dzielnica na świecie. Oczywiście tym powodem będzie kolejny wizerunek Buddy, jednak tym razem zupełnie inny. Trochę się śmiejemy, że dzień bez Buddy jest dniem straconym, przynajmniej w Bangkoku….

chinatown-5

Skomentuj