Do kolejnej świątyni najłatwiej dopłynąć  łodzią, gdyż znajduje się po drugiej stronie rzeki, naprzeciwko Wielkiego Pałacu. Choć jest to już kolejna świątynia, którą jedziemy zwiedzać  mam wrażenie, że czeka mnie coś niezwykłego. Świątynię Wat Arun (Świątynia Świtu, Świątynia Jutrzenki) widziałem już z daleka podczas zwiedzania starej części Bangkoku, gdyż góruje ona nad rzeką. Zwraca uwagę przede wszystkim tym, że wybudowana jest w zupełnie innym stylu niż wszystkie dotychczasowe, które widziałem. Jest to buddyjska świątynia ale zbudowano ją w stylu khmerskim.

Wat Arun zbudowano w XVIII wieku, gdy stolicą Tajlandii było jeszcze Ayutthaya. Nazwana została na cześć Aruny, hinduistycznego boga świtu (nadana przez króla Ramę II). Jednak pierwotnie nazywała się Wat Makok, potem zmieniono nazwę na Wat Cheang. Krótko świątynia była miejscem przechowywania Szmaragdowego Buddy po odzyskaniu Go z Laosu (przeniesionego do świątyni Wat Phra Kaeo w 1784 roku, gdzie możemy oglądać go do dzisiaj).

Cechą wyróżniającą świątynię  jest wysoki na ponad 80 metrów centralny prang (ten sam, który widnieje na monecie 10 bahtowej). Symbolizuje on legendarną górę Meru, która jest uważana za centrum wszechświata w buddyjskiej mitologii. Centralny świątynny prang otaczają cztery mniejsze, ustawione w rogach świątyni, które poświęcone są bogowi wiatru Phra Phai.  Z kolei między nimi stoją cztery małe pawilony.

Budowlę zdobią miliony maleńkich porcelanowych kawałków z potłuczonych naczyń. Porcelana ta był wykorzystywana jako balast na statkach, które przypływały tutaj z Chin. Dzięki zastosowaniu takiego materiału świątynia wygląda przepięknie. Nie ma właściwie identycznego miejsca na ścianie. Wokół podstawy „wieży” umieszczono różne rzeźby starożytnych chińskich żołnierzy i zwierząt. Na drugim zaś tarasie umieszczono posągi hinduskiego boga Indra.

Wejścia do świątyni strzegą dwie postaci z hinduskiego eposu. Biała postać o nazwie Sahassateja oraz zielona znana jako Tasakanth. Oczywiście dookoła rozciągają się również pięknie zadbane trawniki. Stoją piękne rzeźby słoni i chińskich wojowników. Nie brakuje tutaj również kawiarni gdzie można usiąść i delektować się pięknym widokiem świątyni czy widokiem na drugi brzeg rzeki i piękne tajskie dachy.

Na mnie  świątynia ta zrobiła chyba największe wrażenie. Może dlatego, ze nie ma tutaj tyle złota, kolorów i takiego przepychu, a może po prostu dlatego, że na tarasy prowadzą strome schody dzięki którym możemy wejść wysoko i dokładnie obejrzeć świątynię, dotknąć jej i podziwiać piękną panoramę miasta.  Zakochałem się w tej świątyni. Uważam ją za jedną z najpiękniejszych na świecie. Wieczorem jest pięknie oświetlona i wygląda wówczas zjawiskowo. Przeczucie mnie nie zawiodło, to miejsce jest zjawiskowe.

Skomentuj