Zmęczeni nieco klaksonami, smrodem spalin, korkami postanawiamy przesiąść się na łodzie tzw, tramwaje wodne. Okazuje się, że nie dość że jest to wygodny i tani sposób przemieszczania się po stolicy to jeszcze miasto od strony rzeki pokazuje swoje kolejne oblicze. Mae Nam Chao Phraya, czczona przez Tajlandczyków Rzeka Królów, wije się przez terytorium tego kraju przez  kilometrów, oczywiście przechodząc przez Bangkok. Dziś na pierwszy rzut oka rzeka wygląda na niezbyt pociągającą szeroką wstęgę mętnej wody, po której suną przemysłowe barki, ekspresowe taksówki wodne i długie łodzie.

Mimo to przemierzanie rzeki i jej licznych kanałów należy do największych atrakcji Bangkoku. Obok wysokich nowoczesnych apartamentowców i luksusowych nadbrzeżnych hoteli strzelają w niebo pradawne świątynie i bajkowe wieżyczki Wielkiego Pałacu. Przy mniejszych kanałach, łącznikowych, stoją sobie drewniane, wiejskie w stylu domki, tu i tam handluje się w łódkach na pływającym targu, a dzieciaki taplają się beztrosko w mulistej wodzie.

W 1888 roku Teodor Józef Konrad Korzeniowski – wówczas 30 – letni żeglarz, któremu daleko było jeszcze do sławy, jaką zdobył jako pisarz Joseph Conrad – zanotował: „ I oto, była rozciągająca się szeroko na obu brzegach orientalna stolica, która nigdy nie poddała się żadnemu białemu zdobywcy. W oddali tu i tam, ponad stłoczonymi w bezładzie niskimi, brązowymi kalenicami dachów wznosiły się potężne zwaliska murowanych budowli: pałace królewskie, świątynie, wspaniałe i zarazem trwające w opłakanym stanie, rozsypujące się w pionowych promieniach słońca, kolosalne, porażające ogromem, nieomal dawały się dotknąć, wydawały się wraz z oddechem wdzierać przez nozdrza do piersi, przenikać w członki każdym porem w skórze”.

Wsiadamy więc w długoogonową łódź, która ma nas zawieść do jednego z (kolejnego już zresztą) symboli tego miasta giganta.  Takie łodzie to wynalazek iście tajski. Jej konstrukcja jest bardzo prosta. Na rufie długiej i wąskiej łódki montuje się silnik samochodowy. Długi wał napędowy wystaje z rufy do tyłu (stąd nazwa długoogonowe), a mała turbina wiruje w wodzie jak wściekła popychając Ludkę do przodu. Zmierzamy zatem  do pięknej Świątyni Jutrzenki…

Skomentuj