Kolejnym budynkiem w zespole świątynnym Szmaragdowego Buddy jest Prasad Phra Thep Bidom, czyli Królewski Panteon. Niestety budynek nie jest udostępniany zwiedzającym. Ponoć można tutaj zajrzeć tylko raz w roku na początku kwietnia. Obchodzi się wówczas rocznicę koronowania Ramy I. Jest to ważne święto w Tajlandii, które obchodzi się bardzo uroczyście.

Królewski Panteon został wybudowany w roku 1855 za panowania Ramy IV. Jego przeznaczeniem miało być schronienie dla Szmaragdowego Buddy. Jednak po ukończeniu budowy król doszedł do wniosku, że budowla jest zbyt mała i nieodpowiadająca  jego wyobrażeniu o miejscu gdzie można przechowywać narodowy skarb.

Dzisiaj wewnątrz przechowywane są naturalnej wielkości posągi ostatnich władców Tajlandii. Ponoć niektóre figur wykonane są ze złota. Zapewne ten kto trafi na możliwość wejścia do wnętrza może uznawać się za szczęściarza. Przy wejściu za to możemy podziwiać wielkie posągi mitycznych strażników pół ludni, pół ptaków. Jest to jeden z najbardziej mi podobających się wizerunków tutejszych bóstw.

Jednym z równie ważnych budynków jest biblioteka, gdzie przechowywane są drogocenne manuskrypty – Phra Mondop. Mądry król Rama I kazał ją zbudować nieco ponad gruntem, aby w ten sposób ochronić manuskrypty przed zlaniem i wilgocią. Oczywiście u wejść znowu możemy obejrzeć mtyczne stwory, które mają oko na każdego kto chciałby tutaj wejść. Niestety turyści także i tutaj nie mają wstępu. Za to chętnie wszyscy robią sobie zdjęcia przy wejściu lub ze białymi słoniami, które szpalerem stoją wokoło. Także i tutaj zewsząd „kapie” na nas złoto, feria barw i odblaski promieni słonecznych z malutkich lusterek umieszczonych niemal na każdej ścianie.

Troszkę ma się wrażenie, ż wszytko jest takie lekko kiczowate. Ta ilość ozdób, detali nie pozwala się skupić tak naprawdę na tym co najważniejsze. Jednak przepych tych budowli jest tak wielki, że przez pierwszą godzinę właściwie biegałem jak opętany, zachwycając się każdym skrawkiem tego magicznego świata. Przez chwilę nawet miałem wrażenie, że ten świat zaraz zniknie, wydawał się taki nierealny. Robi to wszystko ogromne wrażenie.

Na dodatek jeszcze dookoła poza tymi najważniejszymi budynkami wznosi się mnóstwo mniejszych, jakieś wieżyczki, dzwonnice, tarasy, rzeźby itd. Krużganki, malowidła na ścianach i pięknie wypielęgnowane trawniki, przystrzyżone krzewy, piękne drzewa. Świat niczym z bajki. Jakby tego wszystkiego było mało, na mnie ogromne wrażenie zrobiło przede wszystkim to, że to miejsce wciąż jest żywe i służy autentycznej modlitwie. Pośród tłumów turystów biegających w tą i powrotem z aparatami (w tym i ja) spokojnie modlą się Tajowie. Skupieni jakby nie widzieli tego gwaru dookoła, palą kadzidła, składają ofiary z kwiatów i jedzenia, proszą o coś co mają w sercach. Jak zawsze w Tajlandii, także i tutaj mieszają się dwa różne światy. Mistyczny i kiczowaty!

Skomentuj