Wreszcie lądujemy na międzynarodowym lotnisku Bangkok – Suvarnabhumi. Lot był przyjemy ale nie ma co ukrywać, cała podróż jednak jest męcząca. Lotnisko jest nowe, ogromne i piękne. Jedno z największych lotnisk na świecie otwarto w 2006 roku. Mnie zachwyciła jego zewnętrzna architektura, którą możecie podziwiać na zdjęciach w poprzednim wpisie. Cóż, szkoda, że nasze lotniska tak nie wyglądają.

Po odstaniu swojego w kolejce po wizę (niestety kolejka długa i wolno się poruszająca) wreszcie możemy przejść prze odprawę i wyjść na zewnątrz. Oczywiście, pierwsze uczucie –  jak gorąco! Przed nami ok. 30 kilometrów aby dostać się do centrum miasta. Postanawiamy wziąć taksówkę, bo jednak zmęczenie robi swoje.  Bez przeszkód docieramy do naszego hotelu, który szumnie nazwano Rembrant Hotel. Do dzisiaj nie wiem dlaczego!? Do tematu hotelu jeszcze wrócę w innym wpisie.

Ponieważ byliśmy umówieni jeszcze z dwójką znajomych z Polski, którzy przylecieli do Bangkoku dzień wcześniej, po szybkim prysznicu ruszyliśmy szukać parku Lumpini a właściwie pomnika Ramy VI, pod którym mieliśmy się spotkać. Na ulicy od razu zorientowałem się, dlaczego tak wielu ludzi nie lubi tego miasta i odradza zostania w nim na kilka dni. Ogrom spalin, hałas i setki pojazdów wśród, których pieszy nie ma żadnych szans powala na kolana. Jak w wielu krajach w tym rejonie świata żadne przepisy tutaj nie istnieją, a raczej nie są przestrzegane. Jednak jak tu przejść przez czteropasmową jezdnię? To już w tym upale, smrodzie i „wrzasku” klaksonów wydaje się niemal niemożliwe. Czasami pokonanie skrzyżowania zabierało nam 15 minut!

Później okazało się, że poruszanie się po mieście taksówką także nie ma sensu, bo choć wygodnie, chłodno to właściwie się stoi w korku a nie jedzie. Trzeba mieć naprawdę dużo czasu, bo kilka kilometrów można jechać kilkadziesiąt minut.

Skoro nie taksówką to może wszędobylskim tuk – tukiem? Pomysł wydawał się dobry, bo te motorowe riksze okazują się szybsze od taksówek no i wcisną się w każdy kąt. Jednak jak tu wytrzymać w otwartym wehikule skoro ilość spalin powoduje, że człowiek po prostu mdleje. Absolutnie nie ma czym oddychać, a jeszcze nie umiemy przyswajać spalin. Okazało się, że ratunkiem jest tylko Skytrain (BTS). Kolejka, która jeździ ponad ulicami jest rozwiązaniem jedynym gdy poruszamy się w centrum tego gigantycznego miasta. Od momentu jej uruchomienia w 1999 roku BTS Skytrain jest najbezpieczniejszym, najbardziej komfortowym oraz wygodnym sposobem poruszania się po Bangkoku. Dla nas jedynym.

Spóźnieni dotarliśmy na miejsce. Postanowiliśmy zobaczyć park, odpocząć od tego gwaru ulicy, dojść do siebie a przy okazji ustalić plan na następne dni. Lumpini Parkjest najstarszym i największym w Bangkoku obszarem zielonym. Jest to oaza spokoju w centrum miasta gdzie wreszcie można pooddychać świeżym powietrzem i przysiąść na ławce w cieniu. Nazwa parku pochodzi od miejsca urodzenia Buddy w Nepalu (więcej o tym mieście możecie przeczytać na blogu Rafała i Maćka). Historia parku sięga 1920 roku. Park był darem od króla Ramy VI dla mieszkańców Bangkoku. Zgodnie z królewską wizją, Lumpini miał być centrum wystawienniczym tajskiego rzemiosła i wystaw kwiatów. Choć pierwotna wizja nie została spełniona, to jednak Lumpni Park od lat jest  urokliwym miejscem, które dzisiaj stanowi  centrum rekreacji na wolnym powietrzu dla mieszkańców miasta .

Poza oglądaniem pięknych roślin, można tutaj popływać łódką po stawie, zjeść, napić się, czy po prostu poleżeć na trawie. Pewnym zaskoczeniem są jednak żyjące tutaj warany rzeczne (dość dużych rozmiarów) i żółwie. Okazuje się, że zwierzęta potrafią doskonale przystosować się do życie niemal w wielkim mieście, które jest przecież tuż obok.

Po niemal sielskim odpoczynku i ustaleniu ramowego planu naszego pobytu w Bangkoku, napatrzeniu się na palmy i ćwiczących tai chi wróciliśmy do hotelu aby się przebrać , coś zjeść i wieczorem wyruszyć „ w miasto”, a raczej sprawdzić czy słynna ulica Khao San Road to rzeczywiście miejsce jakby z innej planety…

Skomentuj