Choć chaos Bangkoku na początku onieśmiela i człowiek czuje się tutaj zagubiony, to jednak po kilku dniach odnosi się wrażenie, że można to ogarnąć. Choć w części. Za fasadą tego rozgardiaszu, bałaganu ukryte są perełki dawnego królestwa. Słowo Bangkok po tajsku oznacza Miasto Dzikich Śliwek, nie jest to jednak jedyna nazwa stolicy, bo mówi się na nią także Krung Thep, czyli Miasto Aniołów. Jednak pełna oficjalna nazwa miasta jest nie do wymówienia dla europejczyka, brzmi bowiem – Krungthepmahanakhon Amonrattanakosim Mahintharayuttaya Mahadilokphop Nopphosin Ratchathaniburirom Udomrathaniwetmahasa Amonphiman Awatansathit Sakkathatiya Witsanukamprasit – uff… 162 litery!!! W tłumaczeniu oznacza to – Miasto Aniołów, Wielkie Miasto Nieśmiertelnych, Wspaniałe Miasto Dziewięciu Klejnotów, Siedziba Króla, Miasto Królewskich Pałaców, Dom Wcieleń Boskich, Wzniesiony przez Wiśwakarmana na Polecenie Indry.  Ponoć jest to najdłuższa nazwa geograficzna na świecie!

Sama nazwa może wytyczać kierunki zwiedzania i poszukiwania miejsc wartych zobaczenia w stolicy. Anioły (co prawda upadłe) już widzieliśmy, dom bóstwa już też odwiedziliśmy postanawiamy zatem pójść tropem klejnotów i pałaców. Plan na dzisiaj do stare królewskie miasto. Jeden z najpiękniejszych na świecie zespołów świątyń i pałaców, którego perłą w koronie jest Wielki Pałac i Szmaragdowy Budda.

Kompleks zajmuje owalna wyspę, po części naturalną, a po części sztuczną. Na początku lat 80 XVIII wieku Rama I postanowił zbudować w tym miejscu umocnione miasto. By zapewnić swojej stolicy ochronek na wypadek ataku wroga, na zakolu rzeki przekopano sztuczny kanał, tworząc wysepkę nazwaną Rattanakosin. Dzisiaj król już tutaj nie mieszka. Jednak miejsce nie jest traktowane jako muzeum. Ciągle odbywają się w tutejszych świątyniach najważniejsze święta dzięki temu miejsce żyje swoim duchowym życie jak przed wiekami. Turyści nie mogą wejść do każdego budynku, do każdej świątyni. Jednak te najważniejsze są udostępniane. Należy tutaj pamiętać o skromnym stroju (zakrywającym ramiona, nogi) natomiast wewnątrz świątyń wchodzimy bez butów (ale trzeba mieć skarpetki, nie wolno boso) no i jeszcze trzeba pamiętać, że nie wolno usiąść z nogami (stopami) wyciągniętymi w stronę Buddy, trzeba je podkurczyć.

Najlepiej przyjechać tutaj z samego rana aby uniknąć dzikich tłumów, które przyjadą tutaj po zjedzeniu hotelowych śniadań. Choć oczywiście i tak nie znajdziemy tutaj samotności, nigdy.  Stanęliśmy po białym murem Wielkiego Pałacu i zadzierając do góry głowy, patrząc na tajskie dachy świątyń. Jeżeli kulturę można uznać za wyraz tego, co w danym kraju najlepsze, w Tajlandii jednym z takich elementów na pewno będzie architektura.  Strzeliste chedi i fantastyczne dachy, to pierwsze co rzuca się w oczy. Zwłaszcza wielowarstwowe, spadziste dachy, które często ozdobione są rzeźbami, ich płynne linie, bajeczne kolory robią ogromne wrażenie. Wchodzimy zatem w ten zaczarowany, bajkowy świat religii i historii. Przed nami ponad 200 lat „bajkowego” królestwa Syjamu…

Skomentuj