Naszą wycieczkę po Las Palmas zaczynamy od małego parku San Telmo znajdującego się naprzeciwko dworca autobusowego.  Właściwie przechodzimy obok, nawet nie za bardzo zdając sobie sprawę, że to właśnie to miejsce. Może to nasza ignorancja a może po prostu ciężko się zorientować, że wśród tych wszystkich samochodów, tłumów ludzi jest się w parku. Bardziej miejsce to przypomina duży ładny plac. Sporo wysokich palm, plac zabaw dla dzieci, ławeczki itp.  Jest jeszcze jakaś estrada oraz dosyć ładny pawilon, w którym umieściła się kawiarnia. Choć przewodniki opisują to miejsce jako najładniejszy park w Las Palmas moim zdaniem dużo w tym przesady. Choć to miejsce ma swoje znaczenie historyczne i może dlatego jest interesujące. Niedaleko stąd był sztab, z którego generał Franco rozpoczął w 1936 roku wojnę domową. Według mnie kiepski to powód do „namaszczania” przez przewodniki tego miejsca. Mijamy małą kaplicę w południowo – zachodnim narożniku, która poświęcona jest marynarzom i idziemy w stronę głównej ulicy handlowej stolicy.

Dzielnica w której się znajdujemy to wielkomiejska Triana. Nazwa ta została przeniesiona z Sewilli skąd pochodzili pierwszy mieszkańcy tego miejsca. Calle Mayor de Triana to główna ulica. Właściwe jest to od lat 70 XX wieku deptak pełniący rolę głównego centrum handlowego. Oczywiście w takim miejscu można spędzić wiele godzin myszkując po sklepach. Naprawdę jest w czym wybierać a i ceny bardzo przyzwoite. Dla fanów shoppingu jest to miejsce wymarzone! Poza zakupami warto się rozglądnąć w poszukiwaniu secesyjnych witryn i pięknie odnowionych fasad okolicznych budynków. Miejsce przyjemne, w pełni europejskie i pełne uśmiechniętych ludzi.

Deptak kończy się wylotem na duży plac Plaza de San Francisco. To właśnie tutaj stoi Teatro de Perez Galdos. Jest to przepiękny budynek najważniejszego teatru w mieście (zresztą pierwszego jaki powstał na Gran Canarii). Tatr został otwarty w 1858 roku. W 1918 strawił go ogromny pożar. Jednak został odbudowany i wówczas nadano mu imię jednego z najważniejszych hiszpańskich pisarzy – Pereza Galdos.

Po drugiej stronie ulicy w pomarańczowym budynku znajduje się Mercado de Vegueta – najstarsze targowisko w Las Palmas. Wspaniałe, kolorowe miejsce gdzie można pooglądać i oczywiście kupić przepyszne owoce lub inne produkty. To właśnie tutaj większość mieszkańców zaopatruje się w świeże ryby, owoce morza, banany, ziemniaki mango, sery, szynki i wszystko czego potrzebujemy w kuchni. Lubię takie miejsca ze względu na bajeczne kolorowe stragany z owocami i przedziwne stwory morskie, które chłodzą się w lodzie spoglądając na nas swoimi oczami!

Triana jest ładną dzielnicą ze względu na połączenie współczesnego życia z zabytkami. Duży ruch, atmosfera wielkomiejskiego miasta, sklepy światowych marek, szerokie aleje, piękna zieleń i dużo kwiatów ale jednocześnie pięknie odnowione secesyjne kamienice i mnóstwo kafejek gdzie można usiąść i napić się pysznej kawy. My jednak niestrudzenie kierujemy się w stronę najstarszej dzielnicy miasta – La Vequeta.

To właśnie w tym miejscu w 1478 roku powstał wojskowy obóz Juana Rejón, który później przekształcił się w pierwsze kastylijskie miasto. Zanim jednak udamy się obejrzeć największą atrakcję tego miejsca (a moim zdaniem jedyną atrakcję Las Palmas) udajemy się w kierunku Plaza de Santa Ana, której pilnują przesympatyczne odlane z brązu psy – symbole tych wysp.

Plac jest niezwykle elegancki i wznosi się tutaj wiele zabytkowych budynków – dawne renesansowe rezydencje min. pałac biskupi i dawną siedzibę gubernatorów wyspy. Jednak główną atrakcją jest Catedral de Santa Ana. Jest to największy kościół na Wyspach Kanaryjskich. Neoklasyczna fasada zdecydowanie nadaje ton całemu otoczeniu. Budowę katedry rozpoczęto w 1497 roku. Wznoszenie jej trwało ponad 400 lat!!! Dzięki temu znajdziemy tutaj mieszankę wielu styli architektonicznych. Wprawne oko dostrzeże gotyk, renesans, barok i neoklasycyzm. Cóż, szybki przegląd architektonicznych „sznytów” w jednej budowli 🙂

Katedra i całe jej otoczenie robi wrażenie. Piękne palmy, czerwono kwitnące bugenwille i rzadko w tym mieście spotykany spokój. Mi osobiście bardzo przypomina Catedral de la Habana w Hawanie. Mimo tego, że tam mamy przykład kubańskiego baroku to jednak Hiszpanie przecież odcisnęli ogromny wpływ na Kubie w tych samych czasach gdy powstawało Las Palmas. To zdecydowanie widać gdy porównujemy architekturę Hawany i Las Palmas .

Zadowalamy się obejrzeniem kościoła tylko z zewnątrz, choć na pewno warto zaglądnąć do wnętrza czy wejść na wierzę skąd rozpościera się ponoć ładny widok na całe miasto. Po chwili odpoczynku kierujemy się w kierunku miejsca, które przyciąga chyba największą ilość turystów i z którym ponoć związek ma sam Krzysztof Kolumb!

Skomentuj