Kolejnym przystankiem na naszej drodze po Gran Canarii jest drugie co do wielości miasto na wyspie – Telde. Industrialne przedmieścia i współczesna architektura miasta nie zachwyca. Generalnie większość zwiedzających wyspę omija to miejsce. Jednak jak w większości miast na wyspie wewnątrz tych współczesnych, nieciekawych murów miasto kryje bardzo ładną starówkę. My jednak parkujemy nasz samochód na ulicy prosto pod ogrodzeniem dużego parku. Jest to  Parque Urbano de San Juan.

Jest to dosyć duży park, który rozpościera się na obszarze 135 m2 i szczyci się mianem drugiego co od wielości parkiem miejskim na całym archipelagu Wysp Kanaryjskim. Jego tworzenie zakończono w 1999 roku, wiec jest bardzo młody, choć absolutnie tego nie widać. Czyżby sadzono od razu wysokie palmy? Park ten ma być wizytówką miasta i rzeczywiście tak jest. Dobrze zacząć zwiedzanie miasta właśnie od tego miejsca bo dzięki temu spostrzega się je nieco inaczej – na pewno przyjemniej.

Wstęp do parku jest bezpłatny. Zaraz za główną bramą wita nas struś na swoim zabiegu. Jest tutaj także mini zoo i plac zabaw dla dzieci. Choć zwierzęta trzymane tutaj to raczej pospolite gatunki zapewne dzieciakom się to spodoba. Jednak cały urok parku to roślinność. Możemy podziwiać tutaj ogromną różnorodność cudownych roślin. Pomiędzy starannie wypielęgnowanymi alejkami znajdują się stawy, fontanny, ustawione są rzeźby.

Nam oczywiście podobają się różnej wielkości kaktusy. Ilość gatunków tych roślin jest oszałamiająca. Małe, duże, okrągłe, proste, pokręcone od wyboru do koloru, takie które znamy z doniczek w naszych domach do takich, że nie wiemy co to jest.  Przy każdej roślince jest tabliczka opisująca co za roślina i skąd pochodzi. Mi najbardziej podobają się te sprowadzone z Madagaskaru. Idąc zielonymi alejkami doszliśmy do wieży widokowej. Jednak była zamknięta i zresztą wyglądała na lekko podniszczoną. Dalej znajduje się amfiteatr gdzie zapewne odbywają się imprezy na świeżymy powietrzu.

My jednak napawaliśmy się piękną  przyrodą. Duże wrażenie zrobił na nas również „zagajnik bananowy”. Drzewa bananowców w dosyć dużej ilości tworzą niemal las. Oczywiście zapach unoszący się dookoła przyprawiał o zawrót głowy – tak bananowo 🙂 Na drzewach mnóstwo zielonych bananów, małych i dużych. Pięknie wiszące kiście bananów przywodziły na myśl Afrykę. Oczywiście do zdjęć furorę robiły kwitnące bananowce. Wielkie kwiaty zwisały niczym wielkie kielichy, choć niektórym bardziej te kwiatostany mogą przypominać pewną męską część ciała 🙂

Oczywiście można tutaj również zobaczyć dużą ilość pięknych kwitnących kwiatów: bugenwille, hibiskusy, gwiazdy betlejemskie ale przede wszystkim strelicje królewskie. Zresztą te ostanie w wielu miejscach na wyspie można kupić specjalnie przygotowane tak, aby można było je zabrać jako bagaż podręczny do samolotu. Jak widać na ulicach są to bardzo często kupowane przez turystów pamiątki .  Tylko czy taka pamiątka przeżyje w naszych warunkach klimatycznych – raczej nie, niestety.

O florze Wysp Kanaryjskich pisałem już wcześniej – tutaj. Różnorodność mikroklimatów na wyspie powoduje, że różnych gatunków roślin występuje tutaj bardzo dużo, a zgromadzone w jednym miejscu robią naprawdę wrażenie! Wizyta w  Parque Urbano de San Juan jest czystą przyjemnością i może zastąpić wizytę w innych parkach botanicznych, gdzie za wstęp trzeba zapłacić. W parku spędzamy ponad godzinę a spokojnie można byłoby zostać dłużej. Jednak nas ciągnie jeszcze na starówkę. Jesteśmy ciekawi, czy też nas zachwyci jak w innych miejscach.

Skomentuj