Dotarliśmy na sam środek wyspy. Dookoła otaczają nas tylko góry i lasy sosnowe. Zarówno klimat jak i roślinność jest tutaj zupełnie inna niż na południu wyspy. Powietrze jest rześkie a temperatury przyjemniejsze, chociaż słońce świeci niemiłosiernie. Droga wiedzie wśród lasów. Widoki trochę przypominają naszą południową Polskę. Robi się tak bardziej swojsko. Jedziemy drogą, która wije się wzdłuż zbocza Caldera de Los Marteles. Jest to okrągła depresja o płaskim dnie o średnicy około 550 metrów i wysokości ścian dochodzących do 80 metrów. Krater ten powstał tutaj w okresie czwartorzędu. Zatrzymujemy się na kolejną sesję fotograficzną, bo nie sposób oprzeć się kolejnym pięknym widokom. Oddychamy tym rześkim powietrzem i podziwiamy niezwykłą okolicę.

Już blisko na sam szczyt Pico de Las Nieves. Na samą górę wygodnie można dojechać samochodem. Droga jest asfaltowa i jak na warunki tutejsze nawet szeroka. Pod wierzchołkiem szczytu jest parking i platforma widokowa. Sam szczyt zajmuje jednak baza wojskowa, która jest ogrodzona wysokim płotem i oczywiście wstęp tam jest wzbroniony. Jednak platforma widokowa jest duża no i prawie na samej górze.

Pico de Las Nieves jest najwyższym szczytem Gran Canarii – mierzy 1949 metrów n.p.m. Mimo, że jego nazwa oznacza „Śnieżny Szczyt” śniegu ani śladu. No tak, przecież tuż „za rogiem” jest Afryka a i wysokość nie ta. Z tym śniegiem to jest tak, że spadnie tutaj raz na kilka lat. Wówczas miejscowi pędza na szczyt czym tylko mogą bo naturalny śnieg to dla nich atrakcja wielka. Ponoć nawet zjawia się telewizja, bo jest to nius wprost do wieczornych wiadomości. Jednak przede wszystkim przyjeżdża się tutaj dla oszałamiającego widoku.

Panorama roztaczająca się z tej wysokości jest imponująca. Można stać tak godzinami i podziwiać. Nasze aparaty oczywiście nie miały chwili wytchnienia, a na dodatek byliśmy tam zupełnie sami. Generalnie, mimo pełni sezonu turystycznego nigdzie nie było tłumów. Widocznie turyści wybrali opcję „leżenie i smażenie” na południowym wybrzeżu. Dla nas tym lepiej. Piękną panoramę pobliskich dolin w których rozłożyły się małe wioski z białymi domkami oraz górujących nam nimi Roque Nublo i Roque Bentayga, można podziwiać w nieskończoność.

To właśnie z tego miejsca roztacza się widok na chyba najbardziej charakterystyczny punkt wyspy. Na jej wizytówkę i niemal naturalne godło – na Roque Nublo. Jest to mierzący ponad 67 metrów bazaltowy monolit wyrastający ze skał na wysokości 1813 metrów n.p.m. Stoi w otoczeniu mniejszych skał – ze względu na charakterystyczne kształty nazywanych La Rama („żaba”) oraz El Fraile („mnich”).

Na szczyt tego naturalnego symbolu wyspy prowadzi kilka szlaków o różnym stopniu trudności. Ponoć nie jest to szalenie trudne aby wspiąć się na Roque Nublo. Zapewne jest to przygoda dla tych z Was, którzy lubią górskie wędrówki i wspinaczkę. My jednak zadowoliliśmy się piękną panoramą i jak zwykle jesteśmy zachwyceni i zauroczeni zarówno pięknem wyspy jak i jej różnorodnością. Po raz kolejny potwierdzają się słowa, że ten kto nie zobaczył wyspy i jej wspaniałych gór nie może powiedzieć, że zna Gran Canarię.

Wracając kierujemy się drogą na południe mijając kolejne platformy widokowe skąd podziwiać można Roque Nublo już z innej perspektywy. Jeżeli wybieracie się w te rejony wyspy, a naprawdę warto,  zarezerwujcie więcej czasu, bo nie sposób przejechać tą trasą bez częstych postojów i kolejnych zdjęć 🙂

Skomentuj