Jadąc piękna drogą dojeżdżamy na mały parking u stóp miejscowości Cuevas Bermejas (Szkarłatne Jaskinie). To właśnie tutaj w czerwonych wulkanicznych skałach wykuto jaskinie. Jaskinie w których do dzisiaj mieszkają ludzie. Oczywiście dzisiaj dysponują lodówkami, telewizją satelitarną i innymi udogodnieniami. Jednak w niczym to nie przeszkadza aby ciągle trzonem domu była jaskinia. Zmieniły się tylko wejścia do nich. Dobudowano malutkie ganki, werandy które udekorowane są przepięknymi kwiatami, pustawiano donice z ziołami a na słońcu leniwie przeciągają się koty.

W osobnych grotach mieszkańcy trzymają kury, kozy, świnie a czasami nawet samochody. W kilku grotach powyżej urządzone są zapewne spiżarnie, bo prowadzi do nich tylko wąziutka ścieżka a wejście do jaskiń nie jest niczym zabudowane ale doprowadzona jest elektryczność. Widać wyraźnie, że nawet mieszkając w miasteczku gdzie wszystkie domy to jaskinie, niczego tutaj nie brakuje.

Obok parkingu zaczyna się droga, która pnie się stromo po wzgórzu. Nie jest to nawet droga, a jedynie górska, wąska ścieżka. U podnóża stoku od razu rzuca się w oczy wykuty w skale kościół, a właściwie wejście do niego. Jak wszystko tutaj również urządzony został w jaskini. Wchodzę do środka wykutej w skale groty i jestem nieco zaskoczony. Spodziewałem się złoceń, obrazów, świętych figur w pięknych szatach. Nic z tego. Wszystko wewnątrz jest skromne, kamienne, tylko ławki dla wiernych takie jak wszędzie drewniane. Kamienny ołtarz, kamienny konfesjonał – wszystko z szarego kamienia. Żadnych zbędnych dekoracji, niczego co odwracałoby naszą uwagę od miejsca modlitwy.

Jedynie trzy skromne rzeźby w kamiennych wykuszach dekorują tą kaplicę, różańce zawieszone na ścianie. Jednak to skromne, szare wnętrze nie potrzebuje barokowych dekoracji. Jest skromne a przez to doniosłe i wyciszone. We wnętrz mało miejsca i chłodno. Ma się wrażenie, że tutaj, właśnie w takich „skromnych progach” łatwiej rozmawiać z Bogiem. Taka prostota i surowość, niemal sprzęgnięta z otaczającą przyrodą i surowością skał nadaje temu miejscu wyjątkowej sakralności. Jakże to inne miejsce niż te, które oglądamy na co dzień w Polsce.

Idąc ścieżką do góry mijamy kolejne domy urządzone w jaskiniach. Na pierwszy rzut oka wyglądają normalnie jak małe skromne wiejskie domki, a raczej jak bajkowe dekoracje. Jednak to tylko pozory, gdyż są to w pełni funkcjonalne domy. Wszystkie pomieszczenia wewnątrz są już wykute prosto w skale. Ciekawe jak to jest mieć zamiast sufitu nad głową wielką górę? Ścieżka pnie się wysoko w górę ponad domostwa. Słońce świeci niemiłosiernie, ale postanawiamy wejść jak najwyżej. Mijamy po drodze zagrody ze zwierzętami oraz kilka psów, które na szczęście są na łańcuchach, ale zamiast typowej budy mieszkają również w jaskiniach. Stroma ścieżka jest kamienna i porośnięta roślinnością drapiącą po nogach. Idzie się ciężko. Dokoła krzewy, drzewa i opuncje, które czasami zagradzają przejście jakby strzegły tych górskich zakamarków przed oczami niepowołanych osób. Jeżeli macie zamiar wybrać się ta dróżką w górę musicie pamiętać o odpowiednim obuwiu i zabraniu ze sobą wody.

Choć pot zalewa mi oczy i co chwilę wydaje mi się, że już koniec, że wyżej się nie da wejść, to jednak za kolejnym zakrętem okazuje się, że droga prowadzi jeszcze wyżej. Ściany kanionu wznoszą się tutaj na wysokość do 300 metrów, nie łatwo w letnim słońcu wejść na samą górę. Jednak na wytrwałych czeka nagroda. Cudowne, piękne widoki na całą dolinę! Widać stąd tarasy na zboczach, na których posadowiły się sady migdałowe. Widać drogę, którą przed chwilą jechaliśmy jak wije się pomiędzy wzgórzami czy wreszcie monumentalne, wysokie góry. W dole jaskiniowe domy, które z tej perspektywy wyglądają jak małe dziurki. Warto było podjąć ten wysiłek. Takich widoków nie spotyka się na co dzień.

Jak to zwykle bywa droga w dół jest jeszcze trudniejsza i wydaje się, że słońce już nie ma żadnego sumienia, że chce nas spalić i roztopić. Na szczęście na dole obok kaplicy ulokowała się restauracja. Oczywiście również wykuta w skale. Wewnątrz jednak nie jest tak chłodno, jak się spodziewaliśmy. Nie zamontowano klimatyzacji a wszystkie urządzenia elektryczne jednak wytwarzają również trochę ciepła. Jest duszno i gorąco. Kupujemy zimne napoje i siadamy na zewnątrz aby odpocząć.

Choć nam wydaje się, że ciężko żyje się w takim miejscu tutejsi mieszkańcy nie mieszkają tutaj z obowiązku a z wyboru. Alternatywny styl życia? Moda? Raczej nie, po prostu tradycja i historia (choć w przewodnikach można wyczytać, że chętnie w takich domach osiedlają się artyści z różnych stron Europy). Mieszkańcom tych jaskiń chyba dzisiaj jest najbliżej do XV wiecznych Guanczów – pierwotnych mieszkańców tych wysp. O Guanczach i ich smutnej historii w następnym wpisie. Zapraszam…

Skomentuj