Jeżeli już zobaczycie jak piękne potrafią być mniej uczęszczane kurorty zapewne zapragniecie zobaczyć więcej. Prawdą jest to, że urok tej wyspy leży z dala od szlaków turystycznych. Nawet jeżeli preferujecie typowe leżakowanie na plaży, powinniście zobaczyć chociaż Agüimes. Miasteczko położone jest na wschodnim wybrzeżu ok 30 kilometrów od Playa del Ingles. Oczywiście można spokojnie dojechać tam autobusem (nr 41 z Maspalomas, kilka razy dziennie).

My jednak mieliśmy zamiar zobaczyć znacznie więcej więc wynajęliśmy samochód. Ilość wypożyczalni samochodów jest ogromna a ceny bardzo przyzwoite. Najmniejsze auta można już wypożyczyć za 70€ za trzy dni. Dzięki temu, że dołączyły do nas dwie wspaniałe dziewczyny Bogna i Jola (pozdrawiam serdecznie!), które również wakacje spędzały w tym samym hotelu co my, postanawiamy wypożyczyć Reno Megane cabrio – trzy dni kosztowały nas 145€ plus paliwo. Ze względu na to, że wyspa jest stosunkowo mała a cena paliwa to tylko ok. 2,8 zł za litr PB95 dodatkowe koszty nie są duże. W naszym przypadku gdy wszystko dzieliliśmy na cztery osoby wyszło taniej niż komunikacją publiczną a znacznie wygodniej.

Tak więc z samego rana po śniadaniu wyruszamy na zwiedzanie wyspy. Plany wcześniej omówione, przewodniki w rękach, mapy na kolanach i jedziemy. Na wschodnim wybrzeżu autostrada GC 1 prowadzi aż do stolicy wyspy Las Palmas. Jedzie się szybko i komfortowo. Polecam jednak pojechać drogą równoległą do autostrady, wówczas co prawda jedzie się dłużej i wolniej ale za to można więcej zobaczyć. Zdecydowanie przyjemniej jedzie się drogą gdy właściwie cały czas mamy po prawej stronie ocean.

Dojazd do Agüimes nie powinien zająć więcej niż 40 minut. Wschodnie wybrzeże jest spalone słońcem, jednak gdy wybierze się właśnie trasę alternatywną widoki są znacznie lepsze niż te, które mieliśmy okazję oglądać jadąc z lotniska. Jednak generalnie ten odcinek wybrzeża przejeżdża się bez postojów aby później odbić nieco na zachód i dojechać właśnie do Aguimes. Drogi na Gran Canarii są bardzo dobrej jakości jednak oznaczenie zjazdów może nieco wprowadzać w błąd. My jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jest znak a zjazd dopiero za jakiś czas. Tutaj najczęściej okazuje się, że zjazd jest metr za znakiem i wygląda bardzo niepozornie, np. jak zjazd do stacji benzynowej. Zazwyczaj jechaliśmy za daleko i musieliśmy się wracać. Jeżeli się zgubicie najprawdopodobniej będzie to oznaczało, że miejsce gdzie chcieliście dojechać już minęliście. Ot taka lokalna ciekawostka.

Wielką miłością mieszkańców Gran Canarii są różne rzeźby i pomniki. Stawiają je na placach, ulicach, rondach, deptakach często w zaskakujących miejscach. Można je spotkać w wielu miastach. Jednak miasteczkiem, które z tego uczyniło „czary” jest właśnie Agüimes. Piszę „czary” ponieważ dla mnie to miejsce jest trochę jakby z bajki gdzie różne postaci zostały zaklęte w pomniki. Umieszczone na placach, zaułkach powodują, ze spaceruje się tutaj z wielką ochotą i niecierpliwością, gdzie jeszcze i co spotkamy. A pomniki i rzeźby wcale nie przedstawiają znanych postaci historycznych czy bojowników „o wolność naszą i waszą”, nie przedstawiają nawet pisarzy czy malarzy, przedstawiają często zwykłych ludzi, mieszkańców albo zwierzęta. Takie podejście do sprawy zaskakuje niesamowicie a urok jest nie do opisania.

Agüimes to jedna z pierwszych osad hiszpańskich. Kiedyś to właśnie tutaj była siedziba królów i biskupów. Po założeniu miasta w roku 1487, królowie katoliccy oddali Agüimes władzom kościelnym, w geście podziękowania za pieniądze, jakimi Biskup Don Juan de Frías poparł konkwistę Gran Canarii. Zgromadzenie Episkopatu miało tu swą siedzibę przez czterysta lat, aż do wprowadzenia w roku 1847 Prawa Wywłaszczającego, które zniosło rządy kościelne nad 130 kilometrami wybrzeża między Gando i Maspalomas.

Tutejsza starówka jest jedną z piękniejszych jakie dotąd mogłem zobaczyć. Ukryta wewnątrz nieciekawych przedmieść jawi się niczym diament, który starannie został oprawiony barwnymi murami i genialnie ozdobiony właśnie rzeźbami i pomnikami. Nadaje to temu miejscu ckliwy charakter i zmusza do odkrywania kolejnych „cudów” za kolejnym zakrętem. Nogi niosą same.

Stare miasto to wąskie uliczki, tradycyjne białe domki i sporo takich, które zostały pomalowane na różne kolory. Starannie dobrane kolory pięknie kontrastują ze sobą. Żółcie, czerwień, zielenie nadają murom dodatkowej bajkowości. Gdy słonce ciepłymi promieniami oświetla domy ten kolorowy świat wydaje się jeszcze piękniejszy. Spokój na ulicach powoduje, że czas przestaje płynąć i zatapiamy się całkowicie w ten cudny „mikrokosmos”.

Troszkę błądzimy po wąskich uliczkach. Pytając o drogę wreszcie trafiamy na główny plac Plaza del Rosario. Miasteczko jest właściwe puste. Bardzo mało ludzi na ulicach, mało turystów. Czas siesty. Jest spokojnie i słońce pięknie odbija się w kolorowych murach. Przysiadamy na rynku pochłaniając wzrokiem wszystko co jest w zasięgu. Tutaj musze wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy. Za każdym razem gdy pytaliśmy miejscowych o drogę, czy jakiś punkt, który chcieliśmy zobaczyć, a nie bardzo mogliśmy trafić każdy z napotkanych ludzi pomagał i tłumaczył jak umiał. Mimo braku znajomości angielskiego na prowincji nigdy nie zdarzyło się, że była to jakaś przeszkoda. Na migi, rysując mapki na kartkach, każdy starał się pomóc i to z uśmiechem na ustach. Tak pomocnych i pogodnych ludzi do tej pory spotkałem tylko w Azji. Dzięki mieszkańcom tej wyspy zwiedzanie jej było jeszcze przyjemniejsze. Kanaryjczycy naprawdę są fantastyczni, nikt nigdy nie odmówił nam pomocy.

Nad głównym placem góruje neoklasyczny z elementami gotyku i baroku kościół Iglesia de San Sebastian – dawna katedra ozdobiona rzeźbami kanaryjskiego artysty Lujana Pereza. Świątynia budowana w latach 1796-1740 jest uważana za jedną z najpiękniejszych na wyspie. Należy do narodowego dziedzictwa historycznego Gran Canarii. Niestety kościół podczas naszej wizyty jest zamknięty i nie możemy zwiedzić go od wewnątrz.

Spacer po Casco Histórico, najlepiej zachowanej starówce na całych Wyspach Kanaryjskich jest przeżyciem niesamowitym. Agüimes jest również miejscem o silnej tożsamości kanaryjskiej. To tutaj odbywają się najbarwniejsze fiesty. To właśnie tutaj w lutym odbywa się jeden z najlepszych i jeden z najbardziej tradycyjnych i popularnych karnawałów na Gran Canarii, w tym słynny „Karnawał Starodawny”. Szkoda, że podczas naszej wizyty nie ma żadnej fiesty. Mimo wszystko warto powłóczyć się po starej części miasta w poszukiwaniu poukrywanych w zaułkach rzeźb i chociaż przez chwilę pooddychać jego atmosferą. Mało jest takich miejsc na świecie – diament jakich mało. Dla mnie najpiękniejsze maisteczko na wyspie i jedno z najładniejszych na świecie. Zdecydowanie numer 1 Gran Canarii.

Skomentuj