Wiele miejsc na świecie posiada tzw. swoją maskotkę. Skoro Mykonos jest wyspą a pelikany są ptakami morskimi nie mogło być inaczej i pelikan został maskotką wyspy. Jednak tutaj to coś więcej niż tylko maskotka, tutaj to istne szaleństwo. Po miasteczku spokojnie spacerują sobie wielkie ptaszyska. Nic nie robią sobie z ilości turystów, nonszalancko mijają szalejący tłum, pozują pięknie do zdjęć a jak im się znudzi to po prostu odpływają lub odlatują. Turyści mają atrakcję kolosalną, gdy spokojnie np. spożywają obiad w tawernie w środku miasta (wcale nie nad brzegiem morza) i nagle dostojnym krokiem pomiędzy stolikami kroczy sobie pelikan! Wyobraźcie sobie to poruszenie gdy przechodzi koło Was ptak i spogląda na was z takim samym zaciekawieniem jak wy na niego. Właściciel restauracji zazwyczaj spokojnie „bierze ptaka pod pachę” i odprowadza w spokojniejsze miejsce. Turyści oczywiście woleliby żeby ptaszysko zostało.

Z pelikanami na wyspie wiąże się pewna opowieść. W roku 1954 po burzy miejscowy rybacy znaleźli pelikana. Ptak był wyziębiony, przestraszony i osłabiony, więc rybacy się nim zaopiekowali. Gdy już mu się polepszyło zamiast wrócić do swojego ptasiego życia, pelikan postanowił zostać z ludźmi. Żył sobie spokojnie w miasteczku obok swoich nowych przyjaciół, którzy nadali mu imię Petros. Wolny i oswojony pelikan stał się bardzo szybko atrakcją wyspy. Żył jako „celebryta” przez 30 lat stanowiąc tło do milionów zdjęć. Niestety nic nie trwa wiecznie i Petros zdechł. Jedank w między czasie ludzie zamieszkujący wyspę nawiązali kontakty z innymi ptakami i dzisiaj kilka z nich nadal spaceruje wolnym i dostojnym krokiem po uliczkach miasta. W zamian ludzie o nie dbają np. czyszcząc im pióra. Widok Pana, który malutkim grzebieniem czesał pelikana – bezcenne!

Uwierzcie, że spotkanie w środku miasta idącego ulica pelikana robi ogromne wrażenie. Jest to cudowne. Małe dzieci strasznie się boją i płaczą, rodzice się śmieją a pelikan niewzruszony idzie spokojnie na spacer. Natomiast to co dzieje się za nim, to dopiero jest widok. Ptak kroczy powoli wąską uliczką a z tyłu za nim kilkadziesiąt osób z aparatami fotograficznymi ciśnie się w pół metrowej szerokości ulicy aby zrobić zdjęcie, boki zrywać.  Komiczny widok – musicie to kiedyś zobaczyć na własne oczy!

Skomentuj