Maryla Rodowicz kiedyś miała wielki przebój, w którym śpiewała „wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet”. Zdarzyło Wam się kiedyś tak poszaleć? Ja nigdy tak nie zrobiłem, może szkoda? Jednak niedawno zdarzyło mi się zrobić coś podobnego.  Może nie dosłownie i nie do pociągu, ale efekt był taki sam. Do dzisiaj nie wiem dlaczego i jak to się stało, bo pomylić samoloty nie jest tak łatwo. A jednak się zdarzyło…

Było to kilka miesięcy temu. Za oknem paskudny marzec. Zimno, śnieg pada jak wściekły, brrrr…. Jedyną pocieszającą myślą było to, że już niedługo wiosna no i długi weekend majowy. Przeglądałem Internet i trafiłem na jakiś wspomnienia, opis wrażeń kogoś z pobytu na Gran Canarii. Opis był fajny i bardzo chwalił miejsce, pięknie opisując wyspę i jej stolicę Palmę. Świetne miejsce na weekend w maju, bo już jest dosyć ciepło i można się opalać. Po naszej zimie (a była długa, sami wiecie) brzmiało to bardzo kusząco.

Postanowiłem szybko sprawdzić czy lata tam jakaś tania linia lotnicza. Wszedłem na stronę tanich linii niemieckich, wpisałem Palma i od razu wyskoczył lot. Termin idealny i cena również. Ucieszony, podniecony, że maiłem tyle szczęścia szybko kupiłem bilety, zapłaciłem , wydrukowałem potwierdzenie i cieszyłem się bardzo, że lecę poleżeć trochę na słońcu i zobaczyć piękną wyspę. Z hotelem poszło również sprawnie. Kilka stron z opisami, kilka recenzji i mam. Skoro to wyjazd weekendowy rezerwuję hotel w miejscowości gdzie jest bujne życie towarzyskie. Lecimy, hura…!!!

Oczywiście nie mogłem się doczekać wyjazdu więc przez prawie 2 miesiące czytam o Gran Canarii, układam plan pobytu, co zobaczyć, gdzie pójść itp. Wszystko zaplanowane, więc umilam sobie zimne dni oglądaniem zdjęć w Internecie. Piękne wydmy w Maspalomas czekają….

Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu, więc zapakowaliśmy się do samochodu i do Berlina na lotnisko. Wcześniej pożegnanie z rodzicami, ostatnie informacje, o której wylatuję i że lot potrwa mniej więcej 5 godzi, żeby mama wiedziała o której już może pójść spać J Zawsze się strasznie denerwuje, jak gdzieś wyjeżdżam. Zresztą ja mam to chyba po Niej, bo również  przed samym wyjazdem jestem podenerwowany i strasznie pobudzony. Czy wszystko załatwione, czy wszystko spakowane itp.

Dotarliśmy na lotnisko, tutaj okazało się, że nie ma kolejki do odprawy i spokojnie mamy czas na sklepy, jedzenie picie i oglądanie startujących samolotów. Jak to na lotnisku. Szybko mija czas oczekiwania i spokojnie wchodzimy na pokład „naszego stalowego ptaka”. W samolocie prawie połowa miejsc jest wolnych, więc 5 godzin lotu powinno upłynąć wygodnie i komfortowo. Jak to w samolocie na dzień dobry filmik do obejrzenia co zrobić podczas awaryjnego lądowania – wiecie , znacie. Startujemy i już jesteśmy w powietrzu. Po kilku minutach lotu wita się z nami pilot. Najpierw po niemiecku, z którego nie wiele rozumiem, ale jakby doleciało do mnie, że lot potrwa ok. 2 godzin. Zapaliła mi się „lampka” w głowie, ale pewnie źle zrozumiałem.

Po chwili pilot „przesiada” się na  angielski. Przedstawia się, mówi na jakiej wysokości polecimy i że lot na Majorkę trwać będzie ok. 2 godzin! Chwila, na jaką Majorkę? Przecież my lecimy na Gran Canarię!!! W tym momencie w mojej głowie jakby cofnął się film. Zacząłem kojarzyć fakty i zdarzenia z ostatnich kilku dni i tygodni. Pomyliłem dwie wyspy, dwa archipelagi!!!  Bilet lotniczy wykupiłem na Baleary a hotel zarezerwowałem na Kanarach!!! Nie to niemożliwe! Biorę do rąk pokładową gazetkę i oczom nie wierzę. Ta linia nie lata na Gran Canarię!!! My lecimy na Majorkę!!!

Jeszcze nigdy nie byłem taki zły na siebie i nie czułem się taki bezradny. Teraz już wiem, że było mnóstwo sygnałów wcześniej, że coś jest nie tak, tylko ja ich nie widziałem. Bagatelizowałem każdy sygnał, który do mnie dochodził. Czytanie przez dwa miesiące o Gran Canarii sprawiło, że nawet do głowy mi nie przyszło, żeby sprawdzić bilet. Poza tym stolica Majorki nazywa się Palma de Majorka, natomiast stolica Gran Canarii – Las Palmas. Na obie stolice potocznie mówi się Palma. Pierwszy błąd! Na bilecie jak byk napisane – Palma de Mallorca! Dlaczego przez dwa miesiące tego nie widziałem? No tak, bilet kupiłem pod wpływem chwili, impulsu i od tamtej pory nawet  do niego nie zaglądałem. Wczoraj podawałem mamie godzinę wylotu i przylotu, mówiłem, że lot trwa ok. 5 godzin, tylko z czasów na bilecie jakoś mi to nie wychodziło. Ale pomyślałem sobie, że nie wychodzi mi 5 godzin pewnie ze względu na różnicę czasu. Normalne, nie ma co się zastanawiać. Drugi błąd!  Będąc na lotnisku, gdy patrzyłem na tablicę odlotu, szukając gdzie jest odprawa rzeczywiście jak byk było wyświetlone Palma de Mallorca, ale numer lotu, godzina się zgadzały. Więc pomyślałem, że skoro to tania linia to pewnie leci też na Majorkę, żeby było taniej. Trzeci błąd! No i wreszcie, choć z geografii byłem dobry, to zawsze miliły mi się Baleary i Wyspy Kanaryjskie, które są które! Kolejny błąd. Niestety na naprawę czegokolwiek było zdecydowanie już za późno.

Musicie uwierzyć mi na słowo. Jeszcze nigdy nie czułem się tak strasznie źle, jeszcze nigdy nie byłem na siebie taki zły, jeszcze nigdy w życiu nie byłem taki bezradny!!! Co można zrobić w takiej sytuacji, gdy się jest kilka kilometrów nad ziemią w samolocie, z którego przecież nie da się wysiąść na najbliższym przystanku?! Czułem się strasznie, tym bardziej, że nie leciałem sam i to ja wszystko organizowałem! Miało być ciepło, zabawowo tylko nie w tej Palmie!!!  Dzisiaj z perspektywy czasu chce mi się z tego śmiać. Jednak uczucie gdy lecąc w samolocie dowiadujesz się, że lecisz nie tam gdzie miałeś zamiar – bezcenne!!! Dzisiaj wiem, że wszystko trzeba sprawdzić dwa razy. Nawet jeżeli coś jest oczywiste, a może zwłaszcza wówczas. Przygotowywałem samodzielne wyjazdy do wielu miejsc na świecie a tutaj taka pomyłka – taki wstyd! Nawet piękne widoki z samolotu nie poprawiły mi popsutego humoru. Był to mój najcichszy lot w życiu. Upłynął w całkowitym milczeniu nas wszystkich. Ale skoro Maryla śpiewała żeby nie dbać o bilet, cóż zrobić – przed nami nieplanowana Majorka!

Cóż na poprawę humoru pozostała mi tylko piosenka 🙂

Skomentuj