Któregoś dnia w hotelu miął odbyć się mini targ masajski. Z radością czekaliśmy na ten dzień w nadziei, że ponownie będziemy mogli spotkać się z tymi fascynującymi ludźmi. Nie szkodzi, że przyjeżdżają handlować i może ktoś powie, że to nie prawdziwy Masaj tylko taki „turystyczny”. Ja nie widzę powodów dla których Masaj powinien tylko paść krowy i nie powinien korzystać z tego, że może zarobić trochę pieniędzy w inny sposób. Świat się zmienia czy tego chcemy czy nie. Okazało się, że czeka nas jeszcze większa niespodzianka.

W hotelu pojawiła się cała grupa Samburu. Dla nas radość wielka, bo przynajmniej przez chwilę, trochę jakby zza szyby, ale jednak mamy możliwość zobaczenia i porozmawiania z tymi ludźmi. Plemię Samburu jest często utożsamiane z Masajami, są z nimi bardzo blisko spokrewnieni. Choć maja bardzo zbliżoną tradycję i styl ubierania się, to jednak różnice są widoczne, gdy przypomnimy sobie ubiór Masaja i popatrzymy na tych ludzi, którzy przyjechali do hotelu.

Plemię Samburu obecnie liczy niewiele ponad 100 tysięcy osób i należy do grupy językowej maa – jego przedstawiciele żyją głównie na północy Kenii. Dawniej nazywano ich Loibor Kineji („Lud białych kóz”), sami zaś czasem określają się jako il – Oikop. Podobnie jak w przypadku innych plemion pasterskich z północy, obyczaje Samburu w ostatnim stuleciu zmieniły się w bardzo małym stopniu. Mieszkają w niskich szałasach z gałęzi, pokrytych skórami. Domy nie maja okien i są ciemne, aby nie przyciągać much. Wnętrze wypełnia dym, co jest przyczyna wielu chronicznych chorób płuc i oczu.

Liczna rodzina, złożona z rodziców, dzieci, żon, mężów itp. ustawia swoje domy w dużym kręgu otoczonym płotem z ciernistych krzewów. Trzodę zamyka się na noc we wnętrzu ogrodzenia, by chronić ją przed drapieżnikami. Mniejsze zwierzęta zabiera się do domu. Samburu piją zsiadłe mleko, które smakiem przypomina coś w rodzaju wędzonego jogurtu, czasem dodają do niego bydlęcą krew. Mięso zarezerwowane jest na specjalne posiłki.

Całe ich życie skupione jest wokół krów, kóz i wielbłądów. Pieniądze nie mają dla Samburu wielkiego znaczenia. Bogactwo i pozycję społeczną wyznacza ilość posiadanych zwierząt. Jednak dzisiaj również Samburu znają już siłę gotówki i dlatego często można spotkać ich jako handlarzy w innych częściach Kenii.

Plemię dzieli się na osiem Klanów – cztery z nich należą do „białych krów”, cztery pozostałe do „czarnych krów”. Klany zaś dzielą się na mniejsze grupy. Pozdrowienia wymieniane pomiędzy członkami plemienia zawierają informację o przynależności do danej grupy klanowej i wiekowej – na ogół prowadzą też do odkrycia dalekiego powinowactwa. Każdy chłopiec opiekuje się stadem należącym do ojca. Kiedy osiągnie dojrzałość, przechodzi rytuał obrzezania i staje się wojownikiem.

Mimo wielu podobieństw kulturowych i językowych z Masajami, Samburu nigdy nie byli tak wojowniczy i agresywni – szacunek zdobywali doświadczeniem a nie siłą. Obecnie plemię przełamuje niechęć do zdobyczy cywilizacji i korzysta z oświaty, ucząc się między innymi rolnictwa. Liczni wojownicy Samburu służyli w armii brytyjskiej podczas II wojny światowej. Do dzisiaj niektórzy młodzi chłopcy zamiast tradycyjnego stroju noszą z uwielbieniem mundury wojskowe wszelkiej maści.

Samburu mimo bliskiego pokrewieństwa z Masajami zachowali również własne stroje. Młodzi wojownicy Samburu stroją głowy bardzo wymyślnie. Poza kolorowymi przepaskami na głowie (pierwszy element po którym najłatwiej odróżnić Samburu od Masaja) zdobią się także np. sztucznymi kwiatami. Kobiety Samburu na co dzień noszą wielkie koliste i wielopoziomowe naszyjniki misternie zrobione z maleńkich koralików. Kobiety masajskie te ozdoby mają znacznie skromniejsze. Jednak ich wyroby okazały się ładniejsze, staranniejsze niż te sprzedawane w wioskach masajskich. Tak więc nie sposób było się nie obkupić w bransoletki, wisiorki, breloczki itp. Wieczorem zaś mieliśmy możliwość obserwować trochę tradycyjnych tańców Samburu. Spektakl piękny i przybliżający nieco kulturę tych wspaniałych ludzi.

Skomentuj