Rano odsłaniam zasłony w oknach i oczom nie wierzę! Na niebie kłębiaste, ciemne chmury aż po horyzont. Pada deszcz! Okazało się niestety, że taka  pogoda będzie już nam towarzyszyła przez następne trzy dni, czyli przez cały nasz pobyt na Majorce. Co prawda jest dosyć ciepło, ale co z tego skoro o plażowaniu nie ma co myśleć. Żałujemy, że nie wzięliśmy hotelu w stolicy. Cóż wyraźnie mamy pecha od samego początku do samego końca.

Deszcz padał z przerwami ale jednak stale. Jednego dnia padało nawet tak bardzo, że zalało cały parter hotelu, łącznie z naszym pokojem. Musieliśmy w trybie pilnym wszystko przenosić do innego pokoju na piętrze. Skoro jednak utknęliśmy tutaj na te trzy dni nie pozostało nam nic innego niż spróbować jakoś zagospodarować ten czas.

Całe wybrzeże jest oplecione rewelacyjnymi drogami tylko dla rowerów. Droga biegnie wzdłuż brzegu morza i jest fantastyczna. Taka infrastruktura dla cyklistów zrobiła na mnie duże wrażenie. Jest to niewątpliwie raj dla tych, którzy lubią czynnie odpoczywać czy zwiedzać okolicę rowerami. Niestety jednak ze względu na ciągle padający deszcz nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie rowerami. Jazda w deszczu nie należy do najprzyjemniejszych.

Pozostało nam pokręcić się po miasteczku. W samym Playa de Palma nie ma niczego co warto zobaczyć. Tak jak już pisałem miasteczko jest czyste, zadbane i ładne. Jednak jest to typowe skomercjalizowane miejsce w którym tak naprawdę Hiszpanii nie uświadczysz. Bez mała wszyscy turyści to Niemcy. Nie było by w tym nic złego, gdyby zachowano miejscowy klimat. Jednak komercja i pieniądz wymusiły na tych okolicach to, że właściwie czuję się tutaj bardziej jak w Bawarii niż Hiszpanii.

Właściwie podstawowym daniem w każdej restauracji to „góry” kiełbasek wszelkiego typu i rodzaju, frytki, hot dogi itp. Kilka restauracji tuż przy morzu serwuje co prawda paellę czy inne dania regionalne, ale są one jakby na przyczepkę w karcie. Góry kiełbasek i marze piwa króluje wzdłuż i w szerz. Barów jest chyba kilkaset, tylko co z tego jak nie udało się znaleźć nam żadnego z hiszpańskim klimatem. Wszędzie albo niemiecka muzyka ludowa, albo współczesne przeboje ale też niemieckich wykonawców. Dla mnie koszmar. Sangria to raczej kompot i to jeszcze kwaśny, za to wybór niemieckiego piwa większy niż w Berlinie.

Playa de Palma to zdecydowanie miejsce, które nas nie zachwyci i nie zauroczy. Nie rozumiem dlaczego zamiast promować własną kulturę, muzykę, własną kuchnię zamieniono to miejsce w niemieckie miasteczko! Czułem się jakbym doświadczał kolonialnego podboju Hiszpanii. Kiedyś podbijano dalekie kraje mieczami, karabinami dzisiaj robi to masowa turystyka. Nawet gdy momentami wychodziło piękne słońce nasze humory nie poprawiały się nawet na moment, bo jak tu cieszyć się urodą okolicy gdy na każdym kroku widać i słychać pijanych sąsiadów z zachodu, którzy w słusznych grupach śpiewają swoje przyśpiewki ludowe, nie bacząc czy to 9 rano, 15 po południu czy 4 nad ranem.

Właściwie jeszcze nigdy nie byłem w tak „sprzedanym” miejscu, choć wiele razy bywałem w miejscach typowo turystycznych. Jeszcze nigdzie nie spotkłąem miejsca tak „wypranego” z miejscowej kultury. Niestety nie ma tu Hiszpanii, nie ma tutaj niczego. Gdyby świeciło słońce zostałaby piękna plaża, ale gdy pogoda nie sprzyja najlepiej wsiąść w pierwszy lepszy samolot i uciekać stąd jak najdalej. Koszmarne miejsce z wysokimi cenami i brakiem jakiegokolwiek charakteru. No chyba, że za atrakcyjne uznamy obserwowanie jak Niemcy w sposób pokojowy urządzili sobie własną kolonię w sercu Majorki.

Jeżeli nie lubicie takich klimatów to nie dajcie się skusić na wyjazd do tej miejscowości. Niech Was nie zwiodą słowa, że Playa de Palma słynie przede wszystkim z najlepszej w całej zatoce plaży, która ciągnie się przez 5 kilometrów. Choć akurat to jest prawdą i plaża jest ładna. Na pewno w centrum miasteczka życie nie toczy się w rytmie hiszpańskiego temperamentu, jak piszą w przewodnikach. Nie znajdziecie tutaj krętych uliczek rodem ze średniowiecza, gdzie zatrzymał się czas a tuż obok toczy się życie turystyczne. Nie ma już takich uliczek. Zostały przebudowane na potrzeby kolejnego hotelu, kolejnej głośniej knajpy.

To wszystko co piszą na swoich stronach biura podróży o tej miejscowości jest nie prawdą. No może prawdą jest to, że życie nocne tętni tutaj przez całą dobę, tylko zapominają dodać że w rytmie niemieckiego disco polo i wprost pod oknem waszego hotelu. Na zakończenie dodam tylko, dla jasności, że nie mam nic przeciwko niemieckim turystom. Wiele razy miałem okazje wyjeżdżać gdzieś w świat z niemieckimi biurami podróży. Towarzystwo zawsze było miłe i sympatyczne. Tylko jeżeli chcę poczuć się jak na niemieckim festynie to jadę na Octoberfest, a nie na Majorkę.

Kap, kap kapią łzy…. nie tylko z nieba, ale także z naszych oczu. Kolejne wspaniałe miejsce znika z naszej mapy gdzie warto pojechać. Wielka szkoda. Playa de Palma to na pewno miejsce gdzie nigdy już nie wrócę i nikomu nie polecę spędzenia tak choćby jednego dnia.

Skomentuj