Hotel Reef niestety nie przypadł nam do gustu. Nie to, że oczekiwaliśmy luksusu, ale jak dla mnie przede wszystkim za dużo betonu. Wszędzie dookoła gdzie okiem sięgnąć same chodniki i betonowe place wokół baru, restauracji basenów. Jak dla mnie za dużo. Hotel został wybudowany w 1972 roku (odnowiony w 2005 roku). Niestety remont nie objął całości.

Pierwsze pokoje jakie dostaliśmy były koszmarne. Małe, bez klimatyzacji (popsuta), bardzo zniszczone meble (właściwie wąskie lóżko, szafka stół i krzesła i to wszystko), odrapane ściany, porwana moskitiera, brudno. Po prostu obskurne i śmierdzące. Łazienki też raczej nie zachęcały. Gdybym w takim pokoju miał spędzić kilka dni chyba bym oszalał, choć i tak w pokoju spędzam tylko noc. Gdyby był to hotel niskobudżetowy zrozumiałbym, ale nie jest to tanie miejsce dla turystów z plecakami. Po zmianie pokoi okazała się, że są także  nieco lepsze. Nadal skromnie ale przynajmniej pomalowane, nie tak zniszczone i czyste. Hotel dysponuje dosyć dużym ładnym basenem i drugim mniejszym. Jednak jest to miejsce bez wyrazu bez klimatu. No chyba że za klimat uznamy oblegające wieczorem bar pary „biało – czarnych kochanków”. Wakacyjna „miłość” kwitnie tutaj bujnie. Widok raczej smutny i przypominający o tym po co wielu turystów przyjeżdża do tego pięknego kraju. Na pewno nie po to, żeby rozkoszować się tutejszą plażą, przyrodą czy kulturą. Niestety większość hoteli położonych blisko Mombasy jest obleganych przez panów i panie którzy szukają tutaj tylko jednej rozrywki. Niestety. Tak więc następnego dnia uciekamy dalej, bardziej na południe od Mombasy.

Skomentuj