Ostanie kilka dni przeznaczyliśmy na odpoczynek w  Baobab Beach Resort. Wybór tego hotelu podyktowany był przede wszystkim jego położeniem tuż przy plaży Diani, ale przede wszystkim jego otoczeniem. Hotel wybudowano na szczycie koralowego klifu tuż nad plażą. Z całego hotelowego terenu rozpościerają się cudowne widoki na lazurowy Ocean Indyjski. Gdziekolwiek byśmy nie poszli ocean zawsze jest w zasięgu wzroku. Wystarczy zrobić kilka kroków i już się jest na plaży pokrytej białym piaskiem.

Sam hotel położony jest także pośród przepięknego ogrodu. Niskie budynki wkomponowane są w tropikalną roślinność parku przyrodniczego Baobab. Bardzo lubię hotele, które wtopione są w przyrodę, gdzie przyroda stanowi integralną część  hotelu ( jak np. hotel Serendib na Sri Lance). Tutaj również przyroda jest dookoła, bujna, zielona i bez mała niczym nie ograniczona. Wśród drzew baraszkują pawiany i gerezy. Co prawda tak bliska obecność małp może czasami być kłopotliwa, jednak dostarcza możliwości obserwacji tych zwierząt z bliska. Mieszkając w tym hotelu ma się wrażenie luksusu w buszu.

Otoczenie naprawdę jest przepiękne a nocą słychać wiele odgłosów zwierząt. Wystarczy wyjść tylko poza teren hotelowy a można spacerować  po prawdziwym buszu, gdzie można spotkać wiele zwierząt, ponoć nawet jedne z najmniejszych antylop Dik – Dik. Hotel zresztą organizuje codziennie o godzinie 16 piesze mini safari po okolicy. W tym hotelu udało zachować się równowagę pomiędzy naturą a luksusową infrastrukturą turystyczną.

Teren hotelu jest rozległy i mimo dużej ilość gości nie odczuwa się tutaj tłoku. Budynek główny dysponuje pokojami z widokiem na ocean (bez dodatkowych dopłat). Pokoje w budynku nie należą do wykwintnych. Umeblowane są skromnie ale i wygodnie. Kawałek dalej wybudowano nowy budynek Maridari, gdzie pokoje są większe i bardziej komfortowo urządzone (tutaj trzeba już dopłacić). Poza budynkami głównymi  na terenie parku stoją także bungalowy. Jednopiętrowe domki posiadają dwa osobne pokoje na dole i dwa pokoje na górze. Również są o różnym standardzie.

Bungalowy usytuowane są w głębi terenu dzięki czemu jest tutaj spokój i cisza. Częstymi gośćmi na balkonach są wszędobylskie pawiany. Pokoje są tutaj większe niż w budynku głównym ale urządzone tak samo. W standardowym pokoju jest lodówka i sejf, nie ma za to telewizorów. Domki są naprawdę urocze i otoczone zielenią. Nie trzeba dopłacać aby mieszkać w bungalowie. Dopłaty są jedynie w nowej części Maridari (zarówno w budynku głównym jak i w bungalowach). Jednak standardowy pokój zarówno w budynku głównym jak i w bungalowie jest wystarczająco wygodny, przestronny  aby być zadowolonym.

Tuż obok Baobaba jest także hotel Kole Kole. Bardziej luksusowy. Oba hotele tworzą jednak jeden kompleks i goście obu hoteli korzystają zarówno z restauracji jak i basenów obu ośrodków. W Kole Kole pokoje są duże, świetnie wyposażone i bardziej eleganckie. Jednak sam teren hotelowy nie jest tak ładny jak w Baobabie. Za to basen w Kole Kole optycznie łączy się z oceanem i pływanie w nim jest cudowne. Podziwianie z basenu plaży i oceanu to ulubiona czynność większości odpoczywających tutaj gości. Większość gości tego hotelu stanowią Włosi i też pod nich obsługa stara się pracować. Zespół animatorów prowadzony jest przez włoskiego animatora i zdecydowanie hotel Kole Kole nastawiony jest na starsze osoby. Choć jest piękny bar i bardzo wygodne miejsca do spędzania wieczorów nie wiele się tutaj dzieje po kolacji. Większość gości spędza wieczory w Baobabie, bo tutaj jest weselej i bardziej towarzysko.

W Baobabie są trzy restauracje podające posiłki. W Karibu i Maridari jest bufet i są to główne restauracje a także restauracja à la carte Marhaba – gdzie głównie serwuje się owoce morza. Wybór jedzenia jest ogromny! Gdy weszliśmy po raz pierwszy do restauracji prawie nie wierzyliśmy, że może być taki duży wybór dań. To na prawdę zdumiewające jak bardzo hotel stara się zadowolić klientów. Jedzenie było bardzo dobre i ważne, że sporo było potraw lokalnych. Czasami, aż serce nam się ściskało gdy przypominaliśmy sobie wszystkich po drodze spotkanych ludzi, którzy przecież byli bardzo biedni, a my tutaj taki „full wypas”. Oczywiście również bary, których jest kilka serwują wszystkie napoje o jakich zamarzymy.

W Baobabie również baseny robią wrażenie. Pierwszy basen tuż przy głównym barze Tapa Tapa jest niestety głośny i trochę zatłoczony. Szczerze mówiąc gdy zobaczyliśmy ten basen byliśmy zawiedzeni. Za dużo ludzi, za mało miejsca i za głośno. Jednak dalej przy części Maridari jest cudowny kaskadowy basen. Tak naprawdę są to trzy baseny zbudowane jeden nad drugim. Ten kaskadowy basen ma jeszcze tą przewagę, że w dolnej jego części jest bar, do którego jest dostęp bezpośrednio z basenu. Jest tutaj też ciszej i spokojniej, bo nie odbywają się w nim żadne animacje czy zabawy. Tutaj naprawdę się odpoczywa. Ogromną zaletą tego basenu jest zrobiona przy nim plaża. Teren przy basenie został zachowany w takiej formie jakby się leżało na plaży. Tak więc pod nogami mamy piasek, dookoła palmy no i oczywiście małpki. No i oczywiście ogromny plus, że wystarczy podnieść się z leżaka przejść kilka metrów i już się jest w oceanie. To właśnie w tym miejscy spędziliśmy większość naszego wolnego czasu, gdyż tutaj znaleźliśmy ciszę i spokój.

Oczywiście dla tych, którzy lubią bardziej aktywnie spędzać czas w hotelu jest mnóstwo zajęć. Poczynając od tradycyjnego aerobiku w basenie, poprzez siatkówkę, piłkę wodną, strzelanie z łuków, grę w tenisa itp. Można skorzystać ze Spa albo poćwiczyć w siłowni. Ekipa animatorów stara się jak może aby wypełnić wolny czas. Są przy tym mili i zainteresowani swoją pracą a jednocześnie nie narzucają się swoją obecnością. Zresztą podejście miejscowych ludzi pracujących w hotelu a przeciętnego Kenijczyka do turystów jest zupełnie inne. W hotelu wszyscy się uśmiechają są bardzo mili i pomocni. Choć wiadomo, że tacy muszą być to ma się też wrażenie, że naprawdę są zadowoleni i szczęśliwi. Szybko okazuje się, że jest to prawdą. Wystarczyło porozmawiać z obsługą aby dowiedzieć się, że praca w takim hotelu jest dla nich naprawdę bardzo, bardzo dobrą pracą. Dlatego ją szanują i starają się z całych sił.

Wieczorami oczywiście spędzaliśmy czas odpoczywając na wygodnych kanapach sącząc egzotyczne drinki i rozmawiając z innymi ludźmi. Animatorzy którzy pracowali w ciągu dnia wieczorem po kolacji przygotowywali show w amfiteatrze Porini. Niestety te przedstawienia nie były porywające. Czasami nawet nudne. Co prawda codziennie coś innego ale wszystko takie miałkie i plastikowe. Może ja oczekiwałem przedstawienia bardziej lokalnej kultury a tymczasem takie przedstawienia były tylko dwa, pozostałe to mieszanka kiczu, kolorów i muzyki z lat 80. Choć przyznać trzeba, że sprawność fizyczna tancerzy i tancerek robiła wrażenie! Po zakończonym pokazie rozpoczynała się dyskoteka. Niestety to już totalna porażka. Właściwie nikt się nie bawił. Zostawała nas garstka kilku osób. Zapewne dlatego, że po godzinie 23.00 kończyła się formuła All i wszystko było dodatkowo płatne. Okazywało się, że dla 5 czy 6 osób, które chciały „poszaleć” nie opłacało się puszczać muzyki i puszczano ją właściwie tak cicho, że prawie nie dało się bawić. To była jedyna rzecz, na której się zawiedliśmy w tym hotelu. Właściwie o północy panowała już cisza nocna.

Jednak hotel okazał się jednym z lepszych w jakich do tej pory mieszkałem. Oczywiście nie jest to tani wariant spędzania wolnego czasu w Kenii, ale warto wydać pieniądze jeżeli w zamian dostaje się więcej niż się oczekiwało. Baobab spełnił nasze nadzieje  na mieszkanie pośród zieleni, zwierząt tuż przy pięknej plaży, z zapierającymi dech w piersiach widokami na ocean, ze wspaniałą obsługą, pyszną kuchnią. Wszystko czego może oczekiwać turysta w tym hotelu jest na wyciągnięcie ręki. Pięknie.

Skomentuj