Jezioro Nakuru zawsze było miejscem gdzie można było zobaczyć miliony flamingów brodzące w płytkiej wodzie. Jadąc w to miejsce miałem nadzieję, że dane mi będzie zobaczyć ten żywy, różowy kobierzec. Może nie było ich milionów ale się nie zawiodłem.

Choć od 1995 roku flamingi pojawiają się tam rzadko, jezioro Nakuru od zawsze było uważane za ich siedlisko. W pewnym okresie szacowano, że w ciepłej alkalicznej wodzie brodziło ok. 2 miliony flamingów karmazynowych (ok. 70% całej populacji). Żywiły się sinicami, których w jeziorze jest pod dostatkiem, zaś podstawowym pokarmem sinic są odchody tych ptaków. Ponadto jezioro było miejscem bytowania dużo rzadszych flamingów różowych, które mają mniej zakrzywione dzioby i łatwiej przeczesują dno w poszukiwaniu małych skorupiaków i planktonu.

Nakuru jest jeziorem bezodpływowym, co oznacza, że jego poziom ciągle się zmienia. W 1962 roku wyschło niemal zupełnie, natomiast w końcu lat 70 XX wieku ulewne deszcze i mniejsze parowanie spowodowały zmniejszenie zasolenia jeziora oraz podwyższenie poziomu wody. Flamingi zaczęły przenosić się w inne miejsca, niektóre na jeziora w Tanzanii inne na pobliskie jeziora w Kenii (Turkana, Bogoria). Od tego czasu stada różowych flamingów rzadko gościły na jeziorze Nakuru, a ich losy trudno było przewidzieć. W końcu w 1995 roku, kiedy jezioro zaczęło ponownie wysychać zniknęły zupełnie.

W latach 1997 i 1998 nasilenie zespołu zjawisk El Nino przyczyniło się do większych opadów w tej części świata, wówczas poziom wody w jeziorze znacznie się podniósł, a to zmniejszyło zasolenie jeziora. Stało się ono zbyt słodkie dla flamingów. Od roku 2000 powoli zaczynają wracać, ale już nie w takich ilościach jak kiedyś. Wciąż grożą im okazjonalne susze i zanieczyszczenia.

W Kenii prowadzi się ożywioną dyskusję o skutkach zniknięcia flamingów oraz szkodliwym wpływie tego zjawiska na turystykę. W ostatnich 20 latach XX wieku duże tereny lasów w zlewni jeziora przekształcono w farmy, a miasto Nakuru przeżyło gwałtowny wzrost i uprzemysłowienie. Uważa się, że głównymi czynnikami zmniejszenia się populacji flamingów są: zanieczyszczenia pochodzące ze ścieków komunalnych i przemysłowych, mniejszy dopływ wody do jeziora (susze), erozja gleb powodująca zamulanie jeziora.

W latach 60 XX w. wpuszczono do jeziora ryby z gatunku tilapia grahami o niewielkich rozmiarach. Celem takiego zabiegu było m.in. wytępienie komarów. Nieoczekiwanie w ostatnich latach obfitość ryb przyciągnęła duże pelikana różowego, których obecność może wpływać negatywnie na populacje flamingów. Może się więc okazać, że niestety flamingi na dobre nie wrócą na Nakuru. Może to ostatnia szansa żeby nacieszyć oczy tak pięknym widokiem? Może w XXI wieku oglądać wielkie stada flamingów przyjdzie nam w innych krajach lub terenach bardziej niedostępnych dla ludzi. Może jednak jakimś cudem te piękne ptaki wrócą na swoje wiekowe siedlisko, jak to już kiedyś bywało? Szkoda by było stracić tak piękne widowisko. Jezioro Nakuru to jedno z tych magicznych miejsc w Kenii, o którym myśli się jeszcze długo po powrocie.

_________________________________________

Na podstawie „Podróże z pasją Kenia”, Richard Trillo, Global PWN, www.global.pwn.pl

Skomentuj