Tak więc, wyruszyliśmy w drogę. Ponownie, jednak tym razem w stronę cywilizacji. Po raz ostatni mijamy puste, rozległe tereny. Żegnają nas zebry pasące się tuż przy drodze, sawanna staje się coraz rzadsza a jej miejsce zajmują osiedla ludzkie. Mijamy małe wsie czy wręcz pojedyncze domy stojące przy drodze. Coraz częściej jednak mijamy ciężarówki zapakowane po same dachy. Niewątpliwie to znak, że zbliżamy się do miasta. Asfaltowa droga coraz częściej przecina osiedla i domy. Tłumy ludzi albo idą drogą albo siedzą na krawężnikach. Kolorowy, pierwotny świat zwierząt zostaje za nami. Jesteśmy podekscytowani czekającym nas spotkaniem z największym miastem tej części Afryki, jednak żal nam tego wszystkiego co zostawiliśmy za sobą. Na pewno jeszcze wiele razy będziemy opowiadać o wrażeniach jakie w nas wywoływały spotkania z dzikimi zwierzętami niemal oko w oko.

Po kilku godzinach jazdy dojechaliśmy do Nairobi, stolicy Kenii. Po raz pierwszy od ponad tygodnia jesteśmy w dużym mieście. Po takim czasie przebywania w buszu miło znowu poczuć atmosferę dużego miasta. Jednak jestem „zwierzęciem” miejskim. Niestety w stolicy nie spędziliśmy zbyt dużo czasu. Właściwie oglądaliśmy to miasto wyłącznie przez szyby naszego samochodu. Mimo tego, że Nairobia ma bardzo złą reputację , mam nadzieję, że kiedyś uda się poznać to miasto. Można na pewno wiele tam zobaczyć i wiele przeżyć (i wcale nie mam namyśli tutaj kradzieży czy rozboju). Jest to przecież główne centrum ekonomiczno – kulturalne wschodniej Afryki i jedną z czterech głównych siedzib ONZ.

Nairobi to największe miasto Afryki Wschodniej, jest też miastem o którym niemal w nieskończoność można mówić, że jest naj. Najmłodsze, najnowocześniejsze, najwyżej położone, najbardziej zielone itd. No i jeszcze czasami jeszcze jedno naj – „najrozbój”. We wszy kich przewodnikach turyści są ostrzegani przed niebezpieczeństwami tego miasta. Niestety rozboje, kradzieże a nawet strzelaniny są tutaj częste, nie wspominając już o zamachach bombowych. Cóż w każdym wielkim mieście trzeba uważać, wiedzieć gdzie można pójść a gdzie nie należy się zapędzać. Pamiętam miny moich towarzyszy podróży, który byli przerażeni ulicami Mombasy. Dla tych, którzy nigdy jeszcze nie znaleźli się w takim miejscu naprawdę może być to wstrząsające przeżycie. Jednak nie prawdą jest to, że na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo. Trzeba po prostu zachować zdrowy rozsądek a najlepiej zwiedzać takie miejsca z kimś miejscowym.

Nairobi to przede wszystkim znakomita baza wypadowa na safari zarówno na tereny Kenii jak i Tanzanii czy Ugandy. Miasto liczy około 3 milionów mieszkańców. Nairobi założono w maju 1899 roku jako przystanek dla robotników, którzy budowali linię kolejową Mombasa –  Uganda. Utworzono tutaj skład materiałów oraz osiedla dla robotników. Osada powstała na bagnistych terenach, w miejscu, w którym przerwano prace, aby inżynierowie mogli wyznaczyć kolejny etap budowy. Obecna nazwa pochodzi od masajskiej nazwy tej okolicy „Enkare narobi” – miejsce zimnej wody, jednak początkowo teren nazywano Nakusontelo – początek wszelkiego piękna. W 1907 roku Brytyjczycy uczynili z Nairobi stolicę Brytyjskiej Afryki Wschodniej. Osiedliło się tutaj wielu przybyszy z Europy. Tak zatem, zaledwie sto lat temu powstała obecna stolica Kenii.

Nawet tylko oglądając to miasto zza szyb samochodu rzuca się w oczy ogromny kontrast. Obok wysokich szklanych wieżowców i pięciogwiazdkowych hoteli, mijamy slumsy i ogromna biedę. Jak w każdym mieście Afryki na ulicach tłumy ludzi coś sprzedaje. Stoimy w potężnym korku i właściwie już żałujemy, że bezkresne równiny pozostały już za nami. Ogromna ilość spalin wdziera się przez okna do wnętrza samochodu, gdy je zamykamy to rozpływamy się, bo nie mamy klimatyzacji. Kierowca ostrzega nas, żeby jednak okna były zamknięte przede wszystkim gdy stoimy w korku a samochód jest oblegany przez tłumy ulicznych sprzedawców.

Wiele budynków w centrum wskazuje na wyraźnie wpływy arabskie. Jednak obecnie przeplatają się one z nowoczesną architekturą. Centrum, w którym skupia się biznes, otaczają rozległe przedmieścia: bogate na zachodzie i północy, biedniejsze na południu, zaś najbiedniejsi mieszkańcy mieszkają w slumsach na wschodzie. Jedziemy a właściwie „suniemy” w wielkim korku po Kenyatta Avenu, głównej ulicy stolicy, która została zaprojektowana tak, aby można było zawrócić na niej zaprzęg złożony z 12 wołów. Nie przewidziano jednak, że woły kiedyś zostaną zastąpione samochodami i już nie będzie tak łatwo przejechać tą ulicą. Ulica jest szeroka, wielopasmowa, obsadzona kwitnącymi drzewami i krzewami. Jadąc właśnie tą ulica dostrzegamy jeden z najbardziej charakterystycznych budynków Nairobi – kompleks Kenyatta Conference Center. Okrągły, liczący 27 pięter wieżowiec tworzy współczesny wizerunek stolicy i jest jednym z najbardziej znanych centrów konferencyjnych w Afryce i na świecie. Niedaleko znajduje się budynek parlamentu z charakterystyczną wieżą zegarową i nieopodal widać również wieżowiec Kanu Tower – kiedyś główna siedziba partii rządzącej. Oglądając te wszystkie wysokie wieżowce, tłumy ludzi, typowy rozgardiasz dla dużego afrykańskiego miasta dojechaliśmy do dzielnicy Kibera.

Jadąc drogą dostrzegamy ogromne slumsy. Kiebera to druga największa dzielnica nędzy w Afryce (największe slumsy znajdują się w RPA). Ten rozległy obszar nędzy znajduje się zaledwie kilka kilometrów od bogatego centrum Nairobi. Początki tej dzielnicy sięgają końca II wojny światowej. Była to wioska, w której zatrzymali się zdemobilizowani afrykańscy żołnierze. Następnie w miarę migracji ze wsi do miasta, napływała tam ludność cywilna. Dzisiaj w tej dzielnicy mieszka blisko 1,5 miliona mieszkańców Nairobi – prawie 50% ludności miasta. Większość z nich żyje w prowizorycznych chatach. W typowym domu w dzielnicy Kibera o powierzchni 3m2, mieszka średnio 5 osób. Dostęp do prądu, wody i urządzeń sanitarnych jest znikomy – na każde od 50 do 500 osób przypada jedna latarnia. Ulice to nieskończona plątanina kanałów, ścieżek otwartych ścieków. Ponad 20% mieszkańców jest zarażona wirusem HIV, 80% miejscowej młodzieży nie pracuje, wzrasta ilość sierot, brakuje opieki społecznej. Serce się kroi na widok mijających miejsc i nie sposób sobie nawet wyobrazić jakbyśmy się poczuli wchodząc pomiędzy te lepianki.  Niestety rząd nie umie sobie poradzić z tym problemem i chyba jeszcze długo nie znajdzie się pomoc dla tych ludzi. Przygnębiające.

Jadąc dalej mijamy jeden z wielu parków Nairobi. Park Uhuru położony jest w centrum miasta. Niemal wszystkie krzewy i drzewa zdobiące ulice tego miasta zostały tutaj przywiezione z daleka. Eukaliptusy, akacje i grewille pochodząc z Australii, a jaskrawe bugenwille i krzewy palsandrowe przywieziono z Brazylii. Zza drzew w niebo wzbija się 24 metrowy, strzelisty pomnik pokoju. Park Uhuru znajduje się w miejscu gdzie 12 grudnia 1963 roku w deszczową noc na prowizorycznym placu nazwanym “Placem Niepodległości” zebrały się nieprzebrane tłumy. Ludzie przybyli z najdalszych zakątków kraju, mieli ze sobą radia. Wreszcie doczekali się upragnionej wolności – Uhuru. O północy – w momencie ogłoszenia wiadomości – światła zgasły, a kiedy zapaliły się ponownie, nie było już brytyjskiego sztandaru, a na maszcie powiewała czarno – czerwono – zielona flaga niepodległej Kenii.

Skomentuj