Masai Mara niewątpliwie jest najwspanialszym rezerwatem dzikich zwierząt w Kenii . Będąc tam często ma się wrażenie, że jest się na planie filmu przyrodniczego. Zwierzęta są na każdym kroku i zwłaszcza w porze suchej nie trzeba ich szukać. Są na wyciągnięcie ręki. Można tam spotkać kilkanaście różnych gatunków zwierzyny: gazele, zebry, żyrafy, bawoły, antylopy, słonie, hieny, szakale, strusie, gepardy, lamparty, nosorożce i oczywiście lwy.

Na początku istnienia rezerwatu sytuacja wyglądała jednak nico inaczej. Masajowie żyli tam w harmonii ze zwierzętami, polując tylko n lwy, a w okresach głodu także na elandy i bawoły (tzw. dzikie bydło). Na początku XX wieku Europejczycy zaczęli organizować pierwsze safari myśliwskie, które rozsławiły ten zakątek Afryki na całym świecie. W rzeczywistości polowania zaburzyły równowagę biologiczną, pustosząc  obszar.

Rezerwat ten został utworzony w 1961 roku na obszarze 1,8 tys. km2 . Jest on przedłużeniem Parku Narodowego Serengeti, który znajduje się już w Tanzanii. Słowo mara oznacza w suahili „cętkowany”, „przerywany” – nie do końca wiadomo, skąd wzięła się taka nazwa. Może ma związek z krajobrazem, urozmaiconym kępami akacji i ciernistymi krzewami, a może chodzi o okresowe wędrówki stad gnu i tysięcy innych roślinożerców, które niczym fala przelewają się przez równinę pomiędzy czerwcem a wrześniem. Wielka migracja, bo o niej tu mowa jest jednym z najpiękniejszych zjawisk na świecie, które może obserwować człowiek. Przewyższa ona wszystko co stworzył człowiek. Matka Natura dała nam ogromny prezent do podziwiania. Od tysięcy lat każdego roku na obszarze 3,2 tys. km2 pojawia się około 2 miliony zwierząt! Według obliczeń przyrodników w tym niezwykłym przedstawieni bierze udział 1,4 mln sztuk antylop gnu, 550 tys. gazeli, 200 tys. zebr, 64 tys. impali i cała reszta roślinożerców z całej wschodniej Afryki. Za nimi natomiast podążają drapieżniki.  Szkoda, że my odwiedzamy tez zwierzęcy raj poza terminem wielkiej migracji. Ale cóż, pewnie wrócimy właśnie aby zobaczyć ten spektakl na własne oczy – kiedyś.

Rezerwat leży na wysokości 2000 m n.p.m. więc wieczory i poranki mogą być chłodne nawet w porze suchej. Natomiast nie powinniśmy tam spotkać komarów, które mogą roznosić malarie. Klimat jest raczej stały i nie występują tutaj załamania pogody. Jednak w porze deszczowej sawannę porastają wysokie trawy, w których chowają się zwierzęta i znaczna część dróg może być nieprzejezdna. Wysokie trawy znikają podczas pory suchej. Taki cykl jest tam stały i powtarzalny.

Będąc w Masai Mara ma się wrażenie, że jest to eden. Sawanna ciągnąca się po horyzont, stada zwierząt na każdym kroku. Co prawda turystów też jest sporo i zapewne wpływa to destrukcyjnie na tamtejszą florę i faunę. Przywozimy za to pieniądze, które są potrzebne lokalnej społeczności, żeby przetrwać. Na terenach chronionych miejscowi nie może prowadzić praktycznie żadnej działalności, a jest to przecież teren gdzie od wieków mieszkają Masajowie. Wspólnoty masajskie skupiają się na tzw. ranczach poza rezerwatem.  Masajowie niezadowoleni z konieczności opuszczenia rezerwatu, zdecydowali się stworzyć własne fundacje ochrony przyrody. Są one wspieranie częściowo przez inne instytucje ale przede wszystkim z pieniędzy, które przywożą tutaj turyści. Cele tych fundacji wydają się szczytne: promowanie zrównoważonych  metod wykorzystywania  naturalnych i kulturowych bogactw regionu, zminimalizowanie wpływu turystyki na środowisko przyrodnicze oraz zapewnienie sprawiedliwego podziału zysków z turystyki. W praktyce duża korupcja i lokalne konflikty o władzę sprawiają, że część tych pieniędzy trafia w inne ręce.

Trzeba mieć jednak nadzieję, że skoro udało się w Kenii zrobić tak dużo, poradzą sobie i z tymi problemami i jeszcze wiele, wiele lat nasze oczy będą mogły oglądać bezkresne równiny i stada zwierząt na sawannie Masai Mara. Jest to bez wątpienia jedno z najcudowniejszych miejsc na ziemi, które stworzyła natura. Mimo postępu cywilizacji czuć tutaj jakąś pierwotną magię, jakąś naturalną tajemnicę tego zakątka. Tutaj Kenia pokazuje jeszcze inne oblicze. Mimo, że jest to przecież kolejny rezerwat, który odwiedzamy, jest on jakiś inny od pozostałych taki dziewiczy i bardzo, bardzo filmowy.  To przecież właśnie tutaj są największe (powiedziałbym, że 100%) szanse na „upolowanie” wielkiej afrykańskiej piątki.  Więc zaczynamy nasze „polowanie”…..

5 komentarzy do “Masai Mara – bezkresny eden”

  1. i znowu nie zasnę …..z wrażenia po tej lekturze : )
    Dzięki za cudowne zdjęcia – może mi sie przysni ten raj

  2. Cześć Ewo 🙂 Mam nadzieję, że sny miałaś piękne! Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam.

  3. SAWWANNA@wyczieczki :

    Piekne AFRYKAŃSKIE WIDOKI . Pozdrawiam

  4. Witam,
    Mógłbyś się dowiedzieć, czy Safari na którym byłeś było organizowane tylko do parku Narodowego Masai Mara? czy tylko na 2 dni(bo zazwyczaj na tyle) byliście w Mara?
    Jeżeli było to jednak safari tylko w PN Masai Mara, mógłbyś mi podać nazwę biura podróży które oferowała takie safari?
    Bardzo chcę pojechać do Masai Mary, ale tylko tam, Mombasa czy Nairobi nie bardzo mnie interesuje a szukam właśnie biura podróży oferującego wyjazd tylko do Masai Mara, nie wiem jednak czy to jest możliwe 🙂

    Pozdrawiam Serdecznie!

  5. Daniel safari na którym ja byłem było tygodniowym. Oczywiście są organizowane np 2 dniowe safari do Masai Mara (najczęściej wowczas leci sie tam małym samolotem) ale zawsze wyjazd jest z Mombasy albo Nairobii. Samochodem raczej 2 dniowej opcji nie ma bo sama droga zabierze duzo czasu. Organizatorów tego typu safari bez problemu znajdziesz w sieci. Kenijskie biura maja nawet swoje strony po polsku. Pamiętaj ze zawsze warto negocjować cenę bo zawsze można coś uciąć z ceny wyjściowej.

Skomentuj