Po dniu pełnym wrażeń dojechaliśmy do miejsca naszego noclegu. Tym razem trafiliśmy do Lake Nakuru Lodge. Jak to w Kenii bywa znowu z tym miejscem wiąże się jakaś historia. Było to kiedyś rezydencja lorda Delamere’a (przewodził białym osadnikom we Wschodniej Afryce). Obok reprezentacyjnego budynku stoją małe domki, w których nocujemy. Domki są „schowane” wśród bujnej zieleni a teren lodgy jest dosyć rozległy. Mieliśmy kupę śmiechu aby trafić do „własnego” domku, gdyż ilość i długość alejek jest powalająca. Błądzenie wśród tych alejek było naszym ulubionym zajęciem.

Pokoje okazały się dosyć duże i przestronne ( zwłaszcza bardzo wysokie), urządzone skromnie ale we wszystko co jest potrzebne. Nie lada wyzwaniem okazało się (zresztą po raz kolejny) rozłożenie moskitiery, bo były zawieszone dosyć wysoko. Na terenie lodgy znajduje się również dosyć sporych rozmiarów basen, ale jak zwykle nie było czasu żeby z niego skorzystać. Mimo, że jezioro Nakuru położone jest kilka kilometrów dalej widok z tarasu jest imponujący (jak zwykle).

Jak już wspomniałem miejsce to ma swoją historię. Kiedyś swój dom miał tutaj lord Delamere Estate. W 1903 roku wszedł on w posiadanie 400 km2 ziemi na niższych zboczach krawędzi Mau, a potem 200 mk2 po drugiej stronie jeziora Nakuru. Chcąc podzielić się tymi pustymi terenami ze swoimi rodakami promował w Anglii darmowe rozdawnictwo działek o wielkości mili kwadratowej, zorganizowane przez ministerstwo spraw zagranicznych. Ostatecznie osiedliło się tam około 200 rodzin, a miasto Nakuru stało się głównym ośrodkiem tego obszaru. Thomas V Lord Delamere żyje na tych terenach do dzisiaj. Do niego należy niedaleko położona farma Soysambu.

Strona lodgy znajduje się tutaj.

Skomentuj