Kolejnym jeziorem na naszej trasie wędrówki po Kenii było jezioro Nakuru. Miejsce mogło okazać się magiczne albo wręcz odwrotnie. Z „duszą na ramieniu” jechaliśmy w stronę jeziora gdzie kiedyś można było spotkać miliony flamingów. Dzisiaj niestety można ich nie zobaczyć w tym miejscu w ogóle. Dlatego z ogromnym podekscytowaniem jechaliśmy w stronę tego słonego zbiornika wodnego. Czy uda nam się zobaczyć różowe flamingi?

Lake Nakuru jest małym (40 km2), płytkim, alkalicznym słonym jeziorem. Jest to jezioro bezodpływowe.  Jego zasolenie jest na tyle duże, że wszędzie osadza się biała soda w postaci białych „skorupek”. Woda wyparowuje a sole mineralne zostają. Jednak w tych alkalicznych wodach żyją pewne mikroskopijne glony (niebiesko – zielone algi), który świetnie czują się w takich warunkach. Glony te są z kolei przysmakiem właśnie flamingów. Jednak jezioro jest rezerwatem ogromnej ilość różnych gatunków ptaków. W rożnym czasie żyje tutaj ok. 495 gatunków ptaków.

Około 10.000 lat temu, Nakuru i dwa sąsiednie jeziora, Elmenteita i Naivasha, stanowiły jedno głębokie jezioro słodkowodne, które jednak ze względu na susze i późniejsze ocieplenia klimatu przekształciły się w trzy osobne jeziora. Obecnie maksymalna głębokość jeziora Nakuru sięga około trzech metrów, ale poziom wody w jeziorze jest bardzo zmienny. Całe jezioro prawie całkowicie wyschło kilka razy w ciągu ostatnich 50 lat. Ostatni raz wyschło całkowicie w 1997 roku.

W 1961 roku obszar Parku narodowego Lake Nakuru ustanowiono ptasim rezerwatem. Początkowo ochroną objęto tylko jezioro i najbliższe tereny wokoło. Dzięki pomocy WWF, udało się w 1974 roku poszerzyć  teren ochronny, który obecnie obejmuje znaczny obszar sawanny – łącznie park zajmuje ok. 200 km2. Utworzono w nim rezerwat nosorożców, w 1977 roku wprowadzono stado żyraf Rotschilda.

Nad brzegami jeziora mieszka duża liczba ssaków. Tak więc gdyby nie było flamingów na pewno spotkamy wiele innych zwierząt. Dla stada hipopotamów woda nie jest za słona. W dzień pluskają się w niej, a w nocy żerują na północnym brzegu. Nad jezioro przenosi się wiele zwierząt z innych terenów gdzie często sprawiają kłopoty (np. lamparty).

We wczesnych latach 90 XX wieku zarządzono przeprowadzkę grupy nosorożców czarnych z Parku Narodowego Aberdare, a następnie w 1994 roku RPA podarowało parkowi dziesięć nosorożców białych. Obecnie żyje tutaj jedna z największych populacji tych pięknych i niebezpiecznych zwierząt. Wokół obrzeży całego parku postawiono elektryczne ogrodzenie (jedyny park tak zamknięty), aby populację nosorożców chronić przed kłusownikami. Utrzymanie jednego nosorożca kosztuje rocznie ok. 4000 $, czyli dziesięć razy więcej niż wynosi dochód ludzi po drugiej stronie płotu.

W języku suahili „Nakuru” oznacza prawdopodobnie – „miejsce koba śniadego”. Rzeczywiście, Park to raj dla tych zwierząt. W parku mieszka tylko kilka lwów i niewielka liczba lampartów. Dzięki temu, kobów śniadych – kudłatych antylop wielkości naszych jeleni – jest tam kilka tysięcy. Stada składające się z kozłów lub kozłów otoczonych haremem, są wyjątkowo duże i oswojone. W Nakuru również licznie występujące impale, żyją dość spokojnie i nie są tak płochliwe jak w innych parkach.

Dwa inne często widywane tam ssaki to bawoły oraz guźce biegające nerwowo samotnie lub w małych stadkach.  W Nakuru nie ma słoni ale za to dosyć łatwo spotkać dosyć duże stada zebr, a w południowej części parku spotyka się elandy, gazele Thomsona i Granta. Za to na pewno spotkać można stada pawianów, które nic nie robią sobie z tego, że tarasują drogę i nie pozwalają przejechać samochodom. Cóż obserwacja tych złośliwych i zabawnych zarazem zwierząt zawsze jest przyjemna i to, że nie można pojechać dalej jakoś nam za bardzo nie przeszkadzało!

Skomentuj