Noclegi w Masai Mara były same w sobie również czymś niezwykłym. Zatrzymaliśmy się w Fig Tree Camp (strona internetowa tutaj). Obozowisko położone jest na wyspie, która oblana jest rzeką Talek. Do lodgy przechodzi się przez most właśnie nad rzeką. Miejsce jest przepiękne. Część gości mieszka w małych domkach z tarasami inni mają możliwość zamieszkać w namiotach. Droższą opcją są namioty. Są one położone tuż nad wysokim brzegiem rzeki. Czasami można obserwować zwierzęta, które podchodzą się napić. Cały teren porasta dosyć gęsta i piękna roślinność. Spacery po terenie obozowiska są kolejną możliwością podglądania przyrody, ptaków i owadów. Jak w każdym miejscu gdzie spaliśmy także i tutaj do dyspozycji jest mały basen a jedną z atrakcji jest nadrzewny bar, gdzie można miło spędzić czas.

Zaraz po przyjeździe, widząc że obok jest rzeka zapytaliśmy czy przypadkiem nie ma tutaj krokodyli. usłyszeliśmy, że nie i jest bezpiecznie. Ale pan w recepcji mówiąc to, lekko się uśmiechnął. Pomyślałem, że jednak nie mówi do końca prawdy. Któregoś popołudnia, gdy wszyscy odpoczywali przy basenie wybrałem się na obchód. Idąc wzdłuż brzegu, mijając kolejne namioty i obserwując rzekę w pewnym momencie zauważyłem pięknego, ogromnego krokodyla, który wygrzewał się kilka metrów dalej! No cóż, wiedziałem, że nie mówili prawdy. NA szczęście brzeg jest dosyć stromy i wysoki i nie ma szansy żeby krokodyle dostały się na teren lodgy. Jednak nocleg w namiocie gdzie tuż obok wylegują się krokodyle – bezcenne!

Kilka słów o namiotach. Nie są to takie namioty jakie znamy z naszych wypadów nad rzekę. namiot jest duży, rozstawiony pod drewnianym dachem i w pełni komfortowy. Do namiotu dobudowana jest murowana łazienka (bardzo dużych rozmiarów) oczywiście jest prąd i wszelkie wygody. Niestety wystarczy nie zapiąć zamków w namiocie gdy opuszczamy a wszystkie okoliczne małpki „przetrzepią” nasze bagaże w poszukiwaniu czegoś smacznego. Krzyki przestraszonych turystów, którzy po powrocie zastali małpy w swoich łóżkach były codziennością 🙂  Jednak nocleg w namiocie oferuje także poczucie bliskości z naturą. W nocy dochodzą odgłosy zwierząt a i powietrze jest jakieś inne. Nawet najbardziej komfortowy pokój w budynku jest gorszy od nocy spędzonej pod namiotem. Mimo, że więcej za taki nocleg trzeba zapłacić to warto spróbować takiej formy noclegu, bo zostawia niezatarte wrażenie. Z wielkim trudem przyszło nam opuszczać to wspaniałe miejsce, tym bardziej, że to był już ostatni Park Narodowy na naszej trasie. Następnego dnia czekała nas jeszcze wizyta w Nairobi i powrotny lot do Mombasy. Nasza afrykańska przygoda dobiegała końca. Choć zmęczeni po pokonaniu ponad 2 tysięcy kilometrów jakie zrobiliśmy, byliśmy niesamowicie szczęśliwi. Kenia pokazała nam to wszytko co ma najpiękniejszego. Bogactwo przyrody, cudowny świat zwierząt, inne obyczaje, kulturę masajską i przede wszystkim doświadczyliśmy magii tego kraju. Na pewno jeszcze tu wrócimy, bo jeszcze tylu cudów nie widzieliśmy.

Skomentuj