Przejazd w stronę jezior Wielkiego Rowu jest chyba jedna z najbardziej malowniczą drogą jaka jest na świecie. Rozległe równiny w dole, niemal pionowe urwiska, mnóstwo zieleni. Po za tym ciągle jesteśmy na terenach zamieszkanych przez Masai więc, co krok widzimy ich w kolorowych strojach. Niestety podróż samochodem i mało czasu ma to do siebie, że większość oglądamy tylko przez szyby, przejeżdżając ulicami. Nie sposób zatrzymać się w każdym interesującym miejscu bo wówczas droga nie skończyła by się nigdy. Wielkie wrażenie robią także rosnące w dużych skupiskach ogromne wilczomlecze, które bez problemów potrafią przeżyć nawet największe susze. Drzewa przypominające wielkie wieloramienne świeczniki. Droga prowadząca w dół Rowu to znana droga A104 Uplands.

Poza widokiem rozległych równin często mozna wypatrzyć stada zebr czy antylop pasących się gdzieś niedaleko drogi. Jednak nasze zdziwienie pojawiło się gdy nagle naszym oczom ukazały się wielkie anteny satelitarne wyrastające niczym grzyby. Okazało się, że mijamy właśnie stację nasłuchu satelit.  No cóż, zebry i ogromne „talerze” satelitarne – tylko w Kenii.

Zatrzymujemy się po drodze żyby na licznych straganach kupić owoce czy pieczoną kukurydzę. O ile banany sa przepyszne o tyle kukurydza właściwie nie nadaje się do jedzenia. Choć nasz kierowca upiera się, że jest bardzo dobra 🙂 No cóż o gustach się nie dyskutuje. Sama droga jest asfaltowa i wygodna. Panuje na niej jednak duży ruch i potem dowiadujemy się, że jest to jedna z najbardziej niebezpiecznych dróg w kraju!

Poniżej głównej drogi znajduje się stara droga. Wybudowali ją włoscy żołnierze, którzy zostali wzięci do niewoli przez Anglików podczas II wojny światowej. Dzisiaj w fatalnym stanie służy głównie zdezelowanym ciężarówkom. Zatrzymujemy się jeszcze na małą sesję fotograficzną na zakręcie drogi w małej zatoczce z pięknym widokiem na rozległy Rów wschodni rozciągający się dookoła. Tak dojechaliśmy do miasteczka Naivasha, które turyście poza swoim afrykańskim kolorytem nie ma niczego ciekawego do zaoferowania.

Jednak po kilkugodzinnej jeździe przez puste tereny odrobina „cywilizacji” wyglądała zachęcająco na tyle, że zatrzymaliśmy się aby kupić coś do picia i zatankować samochód. Okazało się, że lody są całkiem przyzwoite i bezpieczne! Posiliwszy się łakociami na murku stacji benzynowej  i zaopatrzeni w napoje ruszyliśmy na spotkanie z jednymi z najbardziej niebezpiecznymi zwierzętami, które zamieszkują Afrykę, a dokładnie jezioro Naivasha.

Skomentuj