Podczas naszej wizyty w wiosce pytaliśmy żyjących tam Masai czy maja jakaś religię? Czy wierzą w jakiegoś Boga? Ponieważ nigdzie nie było widać także cmentarzy zapytaliśmy co dzieje się gdy ktoś umiera. Cóż, odpowiedzi były bardzo lakoniczne. Tak mamy swoją wiarę i chowamy umarłych w ziemi w buszu. szybko zmieniali temat nie wdając się w dyskusję. Nie chcąc okazać się wścibskimi turystami również ni drążyliśmy tematu. Jednak po powrocie do domu temat ciągle „chodził” mi po głowie. Nieocenionym źródłem wiedzy jak zwykle okazała się książka Pani Ady Wińczy pt. „Ci wspaniali Masajowie”.

Po  II Wojnie Światowej  Ada  Wińcza  wyjechała  na  stałe  do  Tanganiki  (dzisiaj Tanzania) wraz  z  mężem,  zawodowym  myśliwym.  Byli pionierami safari. Jej wielka miłość do Afryki, doskonała  znajomość  terenu oraz pasja etnologiczna,  choć  amatorska, lecz  podbudowana  specjalistyczną literaturą  naukową  stanowi  niewątpliwą  zaletę  jej wielu książek. Mieszkała również w Kenii, którą opuściła w latach 70 XX wieku. Przeprowadziła się do RPA gdzie zmarła 18 kwietnia 2007 roku. Była przyjaciółką księcia Sapiehy, który bardzo cenił sobie tę znajomość. Była jedną z ostatnich Polaków wspaniałego przedwojennego pokolenia i jedną z ostatnich przedstawicielek Polski żyjących w Afryce, pochodziła z Wilna.

Religia  Masajów  jest  politeistyczna,  gdzie  tylko  jedno  z  bóstw  uznawane  jest za  stwórcę  pozostałych.  Stwórca,  utożsamiany  z  niebem,  nazywa  się   Enk-ai i mieszka  na  szczycie Lengai  ( Góry  Ngai ),  w  jej  budzącym grozę, czynnym  wulkanie.  Przejawia  się  zarówno  w  burzy  jak  i  w  strugach  deszczu  i dlatego  ucieczkę  przed  deszczem  uważa  się  za  wyraz  braku  szacunku  dla  Boga.  Co więcej,  niezmiernie  ważnym  towarzyszem   Enk-ai  jest  … trzoda  „pasąca  się”  na niebie  w  kolorowej  zagrodzie.  W  ten  właśnie  sposób  Masajowie  rozumieją  sens istnienia  gwiazd  oraz  tęczy. W  centrum  wszelkich  rytuałów  religijnych  oraz  obrzędów umieszczają  oni  bydło,  co  uznaje się  za  ślad  totemizmu. Według tego co pisze Ada  Wińczy  Masajowie  wierzą,  że  zwierzęta,  a  przede  wszystkim bydło,  to  niby  ludzkie  istoty,  członkowie  rodziny,  wstępujący  do  rodu  poprzez  ich rytualne znakowanie.
Masajowie   posiadają  swoje święte  drzewo.  Otaczają  oni  czcią  drzewo  o  nazwie  oretete  (Ficus  elegants).  Ta  wyjątkowa  dla  Masajów  roślina  początkowo  przypomina  pnącze bluszczu,  wyrastające  u  pnia  drzewa,  które następnie  pnie  się  ku  górze,  drewniejąc  i przekształcając  się  w  drzewo,  by  w  końcu  otoczyć  i  zadusić  swojego  żywiciela.  Jak pisze  Wińcza,  czasem  nie  widać  w  ogóle  pierwotnego  pnia  i  tylko  czub  wystający ponad listowie oretete  jest  oznaką,  że  tkwi  on  jeszcze  wewnątrz. Masajowie  wierzą,   że  bydło,  które  otrzymali  od  boga  Enk-ai,  zostało spuszczone  z  nieba  właśnie  na  korzeniach  dzikiego  figowca oretete.   Dlatego  też, ilekroć  mijają to  drzewo,  okładają  jego  korzenie  garściami  traw,  składając  dzięki swojemu bogu za zesłany dar. Należy robić wszystko, żeby zapobiec uschnięciu świętego oretete, ponieważ to stanowiłoby zapowiedź wielkich nieszczęść dla Masajów. Oretete jest zatem czymś w rodzaju ołtarza, za pośrednictwem którego ludzie mogą oddawać cześć swojemu stwórcy.
Oretete ma ponadto wyjątkowe znaczenie dla kobiet masajskich, które wierzą, że składając hojne dary pod drzewem, mogą osiągnąć wielką płodność zarówno dla siebie, jak i dla swojego inwentarza. Podczas ceremonii ofiarnych leją one cenny miód oraz mleko na korzenie drzewa, a nawet zabijają kozy z tego powodu. Oto jedna z modlitw kierowanych do boga przez kobietę, która prosi o danie jej potomstwa:
„Przemierzam  sawannę  bez  ochrony,
Lew  ryczy  na  mnie.
Czarnogrzywy  lew  ryczy  na  mnie,
I  ten  bez  grzywy.
Czarnogrzywy  lew [jest] tuż  przy  zebrze.
Modlę  się  do  Tego,  o  wielu  barwach
Żeby  dał  mi  dziecko.
Wówczas  będę  mogła  pozostać  w  domu
Tak  jak  prawdziwa  kobieta
[ będę  mogła]  przestać  błądzić.”
Istnieją dwa sposoby obchodzenia się z ciałami zmarłych współplemieńców. Przywilejem wybitnych lub bardzo starych ludzi jest pochówek pośrodku wioski pod grubą warstwą nawozu w którym  oddaje  się  hołd  zmarłemu. Jednak  cała  ceremonia pogrzebowa nie kończy się na samym pochówku. Po dziesięciu miesiącach zwłoki są odkopywane po to, żeby można było polać czaszkę świętymi płynami jakimi są miód i mleko. Jest to również  jeden z nielicznych momentów, kiedy składa się w ofierze kilka kóz lub owiec. Na zakończenie ceremonii kości zmarłego chowa się w innym, sekretnym  miejscu.
Pozostałych mieszkańców wioski tuż po ich śmierci czeka zdecydowanie mniej przyjemny los. Zwłoki „zwykłych śmiertelników” wynoszone są do buszu, układane w pozycji „embrionalnej” i pozostawione tam „na pastwę hienom”. Nie grzebie się zmarłych głównie ze względu na przekonanie, że trawa przestałaby rosnąć na ziemi noszącej w sobie śmierć. Jest to za razem hołd składany naturze i nieustającemu życiu. „Ludzie umierają tak samo jak bydło” i nic po nich nie pozostaje. To stwierdzenie miałoby wyjaśniać dlaczego Masajowie nie posiadają kultu przodków, typowego dla religii pasterskich. Nawet nazwa śmierci w ich języku, adungo tan, oznacza równocześnie „odcięcie duszy”. Jednak mimo iż religia zaprzecza istnieniu duszy, wierzy się, że zarówno czarownicy, starcy jak i ludzie bardzo bogaci mogą powracać na ziemię pod postacią węży. Istnieje przekonanie, że duch zasłużonego człowieka przeistacza się w dużego, czarnego, lśniącego węża z białą głową, który wypełza z czaszki, którą odkopuje się, by zgodnie ze zwyczajem ponownie ją pogrzebać. Dlatego węże nie wywołują agresywnych reakcji u Masajów. Ze względu na owo przekonanie stanowią one wręcz tabu, co oznacza, że nie należy ich zabijać, chyba że wąż,  jako pierwszy, połakomi się na trzodę.

Skomentuj