Czarujące, kolonialne miasto Galle jest położone na samym południu wyspy. Kiedyś było uważane za jedno z najpiękniejszych na wyspie. 26 grudnia 2004 roku usłyszał o nim cały świat. Tego ranka olbrzymie masy wody z furią runęły na ląd. Zabiły wielu ludzi. Zniszczyły stadion krykieta, zmyły samochody, autobusy i całe budynki. Miasto właściwie jest już odbudowane, ale chyba umarła w nim dusza. Zwłaszcza jadąc w stronę Galle ciągle widzimy ogromne zniszczenia. Opuszczone, zniszczone domy ciągle przypominają  o tych, którzy zginęli. Ci którzy ocaleli wyprowadzili się w inne rejony wyspy. Widok jest na prawdę smutny.

Historia tego zakątka zaczęła się w 1505 roku, gdy portugalska flota ścigała mauryjskie statki załadowane przyprawami korzennymi. Arabowie oczywiście wymknęli się Europejczykom. Ci ostatni zawinęli do zatoki, która okazała się bramą do południa. Nazwali ją Galle (z łac. kogut), ponieważ w okolicy było dużo krzykliwych ptaków. Właściwie w mieście do obejrzenia jest tylko stary fort. Wśród starych umocnień rozbrzmiewa echo historii i panuje zaskakujący spokój. Wieczorny spacer po murach obronnych, ze słońcem zachodzącym w tle, stał się niemal tradycją mieszkających tu ludzi. Część murów wykonano wykonano bezpośrednio na skamieniałej rafie koralowej, więc spaceruje się tuż nad brzegiem oceanu.



Skomentuj