Czasami chyba każdy z nas ma ochotę odpocząć. Tym razem nie miałem ochoty na organizowanie wyjazdu, więc zdecydowałem się na biuro podróży. Miał to być typowy odpoczynek w stylu all inclusive.  Wybór Cuba – magiczna, gorąca komunistyczna (sic!) wyspa. Należę do tych, którzy nie oczekują na urlopie szczególnych względów czy luksusów. Oczekuję pewnego standardu, który w moim przypadku oznacza: czysty pokój, ciepła woda w łazience, ładny basen w hotelu, dobra plaża i ładne morze, dobre jedzenie (urozmaicone) no i najważniejsze przyjaźnie nastawieni ludzie. Kuba spełniła to minimum w 99%.

Ok., let’s go…..

Wyjazd organizowało biuro L’tur. Wylot z Berlina liniami LTU. Jak zwykle u Niemców wszystko dograne, na lotnisku czekają już na nas karty turystyczne, które zastępują wizy. Podczas lotu 2 posiłki (jeden gorący), soki, napoje, kawa ,herbata bez ograniczeń. Piwo ,wino ,Brendy, Bailey’s po” jednej kolejce” free. Lot spokojny, samolot ok., 11 godzin mija szybko. Lądujemy w Varadero.

Wychodząc z samolotu jestem cały happy bo czuję ciepło i widzę świecące słońce. Przechodzimy kontrolę paszportową. Pytają co robi się w Polsce, po co przyjechało się na Kubę itp. Generalnie otwartych dużo okienek, idzie dosyć szybko. Walizki też wyjechały szybko. Łapiemy swoje i już czujemy świeże powietrze gdy nagle stop.

Kuba

Pan w mundurze prosi ponownie o paszporty, karty turystyczne, pyta co robimy w Polsce itd. Ponownie te same pytania. Trochę mnie to irytuje ale grzecznie z miłym uśmiechem odpowiadamy na pytania. Ale chyba „źle nam z oczu patrzy” bo Pan prosi żebyśmy poszli za nim. Zabrano nas do małego pomieszczenie, gdzie już chyba 2 osoby miały dokładnie sprawdzane bagaże. Nasze jedynie obwąchał czarny spanielek w poszukiwaniu narkotyków i pozwolono nam wyjść. Po pół godzinie byliśmy wolni. Nie wiem czy to zbieg okoliczności, ale zauważyłem, że zatrzymywani są ludzie młodzi i im sprawdza się dokładnie bagaże.

Szybko odnajdujemy nasz autobus i jedziemy do hotelu. Nie będę opisywał jakie widoki są po drodze, bo sami zobaczycie. Po około godzinie docieramy do naszego hotelu Sol Sirenas – Coral. Hotel położony jest mniej więcej pośrodku półwyspu na którym ulokowało się Varadero. Uwaga… zdarza się, że Kubańczycy nie znają hotelu Sol Sirenas (tak czasami nazywają ten hotel niektóre biura). Powszechnie ten hotel funkcjonuje pod nazwą Sol Coral.

Hotel1

Hotel2

Z zewnątrz hotel prawie niewidoczny, może i lepiej. Niski budynek zarośnięty palmami i innymi… Pierwsze wrażenie ok. Trafiamy do recepcji. Rzucam okiem na hol, wygląda ok. Dużo zieleni, jakiś strumyk, kolorowo no i najważniejsze duży bar i czekające na mnie mojito!

W recepcji panna Maria prosi o paszporty a ją czaruję, że ma piękne imię, popularne w moim kraju i strasznie mi zależy żeby znalazła dla mnie ładny pokój z ładnym widokiem. Generalnie nie bardzo panna Maria zwracała uwagę na moje zaloty, prośby i uśmiechy. Otrzymaliśmy obrączki na rączki i już się poczułem równouprawniony do pełnego korzystania z oferty kubańskiego All inclusive. Po czym wręczono mi ksero „rozkładu jazdy” restauracji oraz mapkę kompleksu. Panna Maria oświadczyła, że mój pokój to 2102 i jeżeli nie będzie mi się podobało jutro mogę się zapisać na listę oczekujących na zmianę pokoju, dodając : „to jest za basenem, albo weź sobie bell boya!” Na szczęście akurat jeden był wolny (właściwie to tylko my przyjechaliśmy do tego hotelu) więc bez problemu zapakował nas i nasze walizki do Melexa i zawiózł do pokoju. Na dworze zrobiło się już ciemno. Ciekawe ile czasu by mi zajęło znalezienie tego pokoju samodzielnie po ciemku, czy wpadłbym z walizką do baseny po drodze. Znając swoje szczęście pewnie błąkał bym się po całym ośrodku. Zawsze tak mam, bo zaraz po przyjeździe nie potrafię myśleć logicznie, natychmiast chcę wszystko zobaczyć, co często kończy się tym że wejdę na coś lub w coś. Ale ok. Docieramy do budynku w którym mamy pokój. Budynek wygląda sympatycznie. Zwisające kwiatki z antresoli po ścianie leje się woda, ładnie. Idziemy do windy, jak zwykle coś jest nie tak, bo winda nie jedzie a przecież to tylko trzy piętrowy budynek. Ktoś nam mówi, że codziennie wieczorem winda jest popsuta…. No cóż welcome in Cuba. Taszczymy walizki na piętro po schodach, ale co tam jest fajnie przynajmniej ciepło. 🙂

Widok hotelu z satelity

Widok hotelu z satelity

Sol Sirenas Coral

Sol Sirenas Coral

Wchodzimy do pokoju. Trochę się bałem samego hotelu jak i pokoju w tej części hotelu. Ktoś na forum wakacje.pl pisał, że pokoje w części Coral są beznadziejne i lepiej mieć pokój w Sirenas. Nasz pokój okazał się dosyć przestronny, miły sympatyczny żółty kolor na ścianach, skromnie umeblowany ale właściwie we wszystko co jest potrzebne. Duże łóżko (okazało się b. wygodne ), stolik, dwa fotele, stołek, lampki nocne na szafkach przy łóżku, lampa stojąca, biurko, telewizor, lodówka, szafa w niej sejf (za darmo). Łazienka w kafelkach , czysta i wyglądająca ok. Wychodzę na balkon, na nim dwa fotele. No cóż widok kiepskawy na ośrodek i budynek, który jest w remoncie. Ale co tam, jestem zadowolony. Pokój jest czysty, nie ma żadnego robactwa postanawiamy na razie nie zgłaszać chęci zmiany pokoju. Szybka kąpiel, zmiana ciuchów i lecimy do baru, żeby przy szklaneczce mojito zapoznać się co jest gdzie. W lobby barze tłum ludzi. Ustawiam się grzecznie przy barze i czekam na swoją kolejkę. Za barem uwija się 4 barmanów. Jeden mnie widzi nic ,drugi nic , trzeci nic. Myślę sobie tyle pracy nic dziwnego, że nie maja czasu szybko obsłużyć. Grzecznie czekam. Wreszcie po ok. 10-15 min. Pada zza baru – you ? Dos mojito por favor – zamawiam. Za chwilę dostaję dwie szklaneczki płynu z którego wystają zielone listki mięty. Jestem w siódmym niebie !!! Udaje się zdobyć stolik w holu. Siadamy rozkładamy mapkę ośrodka i bierzemy duży łyk wyczekiwanego drinka…. Mojito był ulubionym drinkiem Ernesta Hemingwaya i do dziś jest najbardziej popularny na Kubie. Składa się z białego rumu, soku z limonki, cukru trzcinowego, świeżych liści mięty, wody i lodu.

Sol Sirenas Coral - lobby

Sol Sirenas Coral - lobby

No i czar pryska…… Mimo mojego świetnego nastawienia, całego luzu, który zabieram na wakacje, mimo obsługi w recepcji, w barze, popsutej windy, widoku z balkonu, mimo mojego przygotowania, „że to jest Kuba” pierwsze mojito jest okropne. Wyraźnie czuć jakiś płyn na słodziku. Zawsze wyczuję ten wstrętny smak wszędzie. Okazało się, że dodają do mojito przygotowany wcześniej „roztwór” soku cytrynowego ze słodzikiem. Cóż limetki, których powinno być dużo w mojito są towarem deficytowym. Potem próbuję wszystkiego co jest wypisane w jednej jedynej karcie w barze. Większość drinków ma dziwny smak, który jakoś nie przypada mi do gustu, mimo, że w innych „egzotycznych” krajach piłem ich sporo. Nawet w Polsce są lepsze a przecież czasami brakuje nam oryginalnych składników. Tu wszystkie są albo za słodkie, albo z tym dziwnym płynem z cytryny i słodzikiem. Wreszcie trafiam na Havana special. Wreszcie coś co nadaj się do picia. Wreszcie się cieszymy. Choć może jesteśmy już bardzo pijani, albo na siłę wmawiamy sobie, że jest dobry, bo przecież to wakacje i musi być fajnie. Sam już nie wiem. Pamiętam tylko, że ten pierwszy wieczór był dziwny. Pełen euforii, szczęścia, zachwytu, ale też niedobrych drinków, kiepskiej obsługi w recepcji, proszenia o kolejnego drinka w barze z łaską, byle jak zrobionego w plastikowym kubeczku (przecież to nie bar przy basenie) itp., itd. Szybko okazało się, że taka jest Kuba. Poszedłem spać dobrze podpity nie pamiętam tylko czy z poczuciem, że warto było tułać się te 8 tys. kilometrów, czy z poczuciem, że znowu komuna pokrzyżowała mi plany. Rano wstałem z lekkim kacem, ale jak zobaczyłem słońce znowu byłem szczęśliwy i doszedłem do wniosku, że cała reszta jest nie ważna. Przecież to wakacje, będzie świetnie……

Sol Sirenas Coral - basen

Sol Sirenas Coral - basen

…nadszedł nowy dzień i w promieniach karaibskiego słońca mogę rozejrzeć się dookoła. Pokój dostaliśmy w części Coral i jesteśmy z niego zadowoleni ( takie *** europejskie) . Ja niczego więcej nie potrzebuję, zresztą nie zamierzam siedzieć w pokoju !!! W części Sirenas ponoć są bardzo podobne (nie widziałem ale tak słyszałem od tych, którzy porównywali) Za to basen bardzo, bardzo fajny. Duży (ponoć największy jaki jest w Varadero), nieregularny kształt, mnóstwo palm, krzewów. Bardzo podobało mi się to, że zawsze można znaleźć dla siebie spokojne miejsce przy basenie na opalanie czy odpoczynek. Nie ma przy basenie parasoli, ale nie są konieczne. Przyjemniej jest pod palmą, która daje cień. Drugi basen jest również w części Coral. Jest to prostokątny basen pomiędzy domkami położonymi bliżej morza. Niestety brak przy nim leżaków a i czyszczony był dawno temu… Generalnie nie nadawał się do kąpieli. Trzeci jest w części Sirenas. Mniejszy, również fajny nieregularny kształt, dużo zieleni. Dzięki temu, że hotele położone są w dużym ogrodzie i na dużym terenie wygląda to fantastycznie. Hotel naprawdę godny polecenia. Nie przeszkadzało nam nawet to, że mieliśmy widok na remontowany budynek, który był dość blisko. A wiecie dlaczego??? Pamiętacie jak się pracuje w komunizmie? No właśnie jeden pracuje a reszta patrzy 🙂 Zabawnie było obserwować pracowników siedzących w oknach i na balkonie i podziwiających „turystyczny świat” zamiast pracować.

Sol Sirenas Coral - pool bar

Sol Sirenas Coral - pool bar

Na terenie hotelu są 4 kort tenisowe, boisko do piłki nożnej, dwa tak zwane Club Hous ( tutaj bilard, tenis stołowy), mini golf, wypożyczalnia rowerów, na planie znalazłem nawet strzelnicę, siłownia, klub dla dzieci. Na plaży kajaki, rowery wodne. Wszystko oczywiście wliczone w cenę. Tyle teoria, bo praktyka…. o tym później. Cały ośrodek naprawdę prezentuje się fajnie, zwłaszcza, że można spacerować po trochę zapuszczonym ogrodzie, miedzy palmami z dala od ludzi, ale jednocześnie na terenie ośrodka. Ma swój urok mimo wszystko. Prawdą jednak jest to, że hotel bardziej przypomina klasyczny ośrodek wypoczynkowy z lat 80 niż klasyczny hotel i dotyczy to większości hoteli w Vardero. Nie przeszkadza to w żaden sposób, ale do hotelowej atmosfery eleganckiego lobby jest tak daleko jak do Polski. Śniadanie jemy w największej bufetowej stołówce, sorry restauracji. Fajnie siedzi się przy stolikach na tarasie, na świeżym powietrzu. Ale stolików mało niestety. W środku klimatyzacja tak daje, że momentalnie się obudziłem. Potem okazało się, że zawsze tam gdzie mają klimatyzację to jest bardzo zimno. Pewnie żeby turyści docenili …

Plaża hotelowa

Plaża hotelowa

Restauracji w hotelu jest kilka (chyba dokładnie 7) nie licząc barów. Dwie restauracje z bufetem, jedna gdzie jest bufet ale mięsa zamawia się z karty (grill) do tych trzech nie potrzeba rezerwacji. Jest jeszcze azjatycka, kreolska, włoska – w tych wymagana rezerwacja – oczywiście wliczone w opcje All. Ja polecam zwłaszcza tą gdzie mięsa z grilla się zamawia a reszta jest na bufecie – „Ranchon” Coral – (przynajmniej zjecie wszystko ciepłe) w pozostałych restauracjach a’la carte nie jadłem, bo azjatycką kuchnią rozkoszuję się w Azji i nie miałem najmniejszego zamiaru próbować takiej kuchni na Kubie. Jeżeli chodzi o wybór dań i ich jakość. Na bufetach naprawdę dużo jedzenia i zawsze zarówno ryba jak i wołowina, wieprzowina, kurczak. Było pieczone prosię, wielkie indyki, ogromne ryby. Bufet uginał się od krewetek, krabów, małży, ośmiornic i dziwnych żyjątek morskich. Wszystko dostępne z grilla, marynowane w różnych zalewach itp. Warzyw na bufetach również dostatek. Wszystko świeże i cały asortyment straganów polskich plus jakieś „dziwolągi” bliżej mi nieznane ! Ciasta, ciasteczka, puddingi, galaretki, lody – kolorowo na tym bufecie jakby to były wycinanki łowickie ! Co do smaku – to słodkie ! No i owoce … pomarańcze, grejpfruty, papaja, arbuz (skończył się po 3 dniach i już się nie pojawił), banany i przepyszne ananasy. Po za tym na bufecie dużo innych dań typu nieśmiertelne spaghetti z czym kto pragnie robione na miejscu, przeróżne kanapki, kanapeczki i kanapy itp., itd. Jedynie ( no bo jakieś ale na Kubie być musi) większość mięs jest bez przypraw. Generalnie brak jakichkolwiek przypraw, pewnie są drogie i mało dostępne. Sól nie zastąpi wszystkiego. Przez pierwszy tydzień ratowały wszystko pikantne, świetne małe papryczki (niebo z piekłem w gębie) ale się skończyły i już nie rzucili!  No i zazwyczaj na bufetach trochę zimne jedzenie, choć para bucha spod garów, że aż miło popatrzeć. Pewnie tak jak to na Kubie para idzie w bok, więc niby wszystko ok., ale jakoś rezultaty kiepskie.  Jest jeszcze snack bar pool Coral, który jest „open 24 h”!!!!!! Teoretycznie możesz jeść i pić non stop. Do jedzenia generalnie hamburgery, hot dogi, kanapki, jakieś sałatki (jadłem z kurczaka – warto zamówić i się zdziwić 🙂 ). Do picia piwo, kawa, soki, alkohol (ale drinki tylko takie, które nie wymagają zbyt wiele pracy). Rozumiem, że praca w tym barze jest ciężka, bo generalnie po północy ludzie idą i marudzą właśnie tam. No i niestety to jest jedyne beznadziejne miejsce. Obsługa jest okropna. Właściwie nie ma jej wcale. Z wielką łaskę zrobią wam hamburgera czy frytki. Z przyjaciółmi z Canady poprosiliśmy (naprawdę grzecznie) o pińacoladę w odpowiedzi usłyszeliśmy, że „46 calle” – czyli tłumacząc – spadajcie do miasta i tutaj adres 46 ulica. Jedno wielkie chamstwo !!! Omijałem to miejsce szerokim łukiem. W dzień obsługują kelnerzy więc jest trochę lepiej. Choć muszę przyznać, że cheeseburgery nawet dobre (zazwyczaj zapominają włożyć ser, choć może się akurat skończył – kto dba o to o 2 w nocy ?! W końcu to Kuba – trzeba się cieszyć, że coś jest do jedzenia non stop :)W czwartki jest dzień kubański w restauracji, czyli jest więcej ryżu i ciemnej fasoli a w piątek uroczysta kolacja … wow…. Gra muzyka na żywo, na stołach są świece i jeszcze większy wybór dań. Zespół gra salsę, merenge i ….. Beatels’ów !!! Można potańczyć miedzy stolikami z wokalistą no i zaopatrzyć się oczywiście w płytę zespołu… zwłaszcza jeżeli się tańczyło….. Stroje obowiązują odświętne, choć niektórzy jakby zapomnieli lub mają tylko stroje plażowe na całe dwa tygodnie… ale na szczęście są tacy co się stroją.. my Polacy !!!!

Droga na plaże

Droga na plaże

I tak oto w piątek wieczorem zaczyna się inna historia naszego pobytu na Kubie. Koniec z drinkami w plastikowych kubkach, koniec drinków które składają się tylko z jednego alkoholu i czegoś tam na dolewkę. Zaczynamy po trzech dniach pobytu czuć się jak „starzy dobrzy znajomi” a to wszystko przez złoto…… .

Jak pewnie wszyscy wiecie, Polacy bardzo często różnią się od tłumów turystów tym, że są dobrze ubrani. Nawet jeżeli nie są to drogie ciuchy to zazwyczaj czyste, starannie dobrane. Zwłaszcza wieczorem i zwłaszcza dziewczyny Polki są piękne. Przynajmniej ja mam takie doświadczenia. W naszym hotelu 90% to Kanadyjczycy, (dużo Polonii). Daruję sobie tutaj opis zachowania młodzieży z tego „cywilizowanego” kraju ( szukaj – Anglicy w Krakowie ). Z Polonią za bardzo nie mamy o czym rozmawiać. „To w Polsce są takie ładne ręczniki?” – pyta mnie starsza Pani na plaży – której dzień wcześniej tłumaczyłem, że jestem ze Szczecina w Polsce a nie ze Szczecina z Kanady. Cóż Oni opuszczali 20 czy 30 lat temu inną Polskę, nie znają tej współczesnej. Szkoda, że zatrzymali się w latach 80 i tak już zostali. Ale to inny wątek, co mi tam – jestem na wakacjach i już nie chce mi się tłumaczyć, że z Polski też można przyjechać na Kubę…. słońce cały czas świeci…..

Plaża

Plaża

No więc jak załatwić te lepsze drinki????

Jadąc zabraliśmy ze sobą dużo rożnych gratisów, tak wszyscy radzą. Rzeczywiście napiwki raczej nie cieszą za bardzo „zepsutych” przez turystów barmanów. Zresztą co tu kupić, jeżeli nawet w sklepie dla turystów tak naprawdę nic nie ma. Pieniądze wędrują do wspólnej szklanki i właściwie czy 1 $, czy 5 $ swoje musisz odstać, żeby zanurzyć spragnione usta w plastikowych odmętach drinka, który z nazwy tylko przypomina to co piłeś gdzieś tam…..

Skoro piątek to uroczysta kolacja, to wszyscy wystrojeni ruszyliśmy po jedzeniu do baru. Już kelner w restauracji zaczepił mnie czy sprzedam mu swoje dżinsy? Powiedziałem, że nie są na sprzedaż na co on, że może zapłacić nawet 10$ !!! Ja, że nie, to on 20$. Byłem nie ubłagany. Świnia ze mnie. W lobby barze, gdzie wieczorem dzieje się najwięcej, wcześniej zauważyliśmy niskiego, ciemnego barmana. Jako jedyny naprawdę pracował, aż milo było popatrzeć. Jedyny, który się uśmiechał i starał się jak mógł, jedyny którego drinki smakowały lepiej i czasami nawet były w szkle. Słowem pierwszy sympatyczny pracownik lobby baru. Tak więc zajmujemy strategiczne pozycje tak aby nas właśnie on dostrzegł. Po kilku minutach udaje się nawiązać kontakt wzrokowy, po następnych dziesięciu mamy Havana Specjal w dłoni i barmana na karku ! Okazuje się, że nasze koszulki (złote napisy) a zwłaszcza moja z cekinami (no tak męska koszulka z cekinami!!!) robią furorę. Enrique, bo tak ma „nasz” barman na imię, chce odkupić moją (ale nie teraz, tylko jak będę odjeżdżał ). Mówię, że nie będę jej sprzedawał tylko dam mu ją w prezencie, na co On, że da nam też prezent. Tak więc mamy transakcję umówioną i od tej pory jak w bajce wszystko się zmienia. Nasz barman tylko patrzy czy mamy jeszcze coś do picia. Dostrzega puste kubeczki i za chwilę już mamy Havana Specjal w pięknym szkle, brzeg szklanki w czerwonym cukrze, na brzegu kawałek ananasa, dwie słomki, szok… bomba…… biorę łyka, bojąc się że zaraz okaże się że to tylko moje marzenia o kolorowych drinkach… i okazuje się, że ten smakuje inaczej niż dotąd…. jest fenomenalny !!! Potem dowiedziałem się, że Havana specjal to: biały rum, sok ananasowy, ciemny rum i likier. Smakuje naprawdę inaczej niż po prostu rum z sokiem ananasowym. Odtąd zawsze dostajemy drinki w szkle i zawsze dobre i ładne. Postanawiam sprawdzić, czy jeżeli dam mu koszulkę wcześniej to czy nadal będziemy mieli tak dobrą obsługę. Po chyba następnych 2 dniach Enrique dostaje koszulkę z cekinami. Dziękuje bardzo i szybko chowa w czeluściach baru, mówiąc, że jutro się odwdzięczy, na co ja, że ok., nie trzeba, wszystko jest ok. Ciekawi nas tylko, czy to był nasz błąd, że daliśmy wcześniej to na czym mu zależało?  W końcu juz teraz nie musi się starać. Okazało się, że Enrique do samego końca obsługiwał nas fenomenalnie. Zawsze mieliśmy dobre drinki, zawsze w szkle i często widząc, że nam się kończą sam przynosił nawet do stolika gdzie siedzieliśmy. Dało się zauważyć, że wielu ludzi obsługiwał w podobny sposób, jako jedyny potrafił zmienić popielniczki na stolikach wokoło baru, wytrzeć te stoliki czy posprzątać. Następnego dnia  Enrique „łapie” mnie w locie i wciska butelkę rumu jako prezent. Mówię, że nie, nie trzeba, ale już go nie ma. Potem jeszcze dostajemy drugą butelczynę pysznego kubańskiego rumu. I w ten sposób obie strony są zadowolone. Reasumując temat obsługi. Nie starają się, oczywiście zrobią o co prosisz, ale nie oczekujcie, że ktoś będzie skakał wokół gości, albo przejmie się, że na waszym stoliku stoi 30 plastikowych pustych kubków. Taka obsługa to standard w większości hoteli, restauracji itp. Ludziom nie zależy na niczym, bo po co przecież to państwowa praca. Muszą sie nagadać między sobą i dopiero podejdą i zapytają na co czekasz? Przypomnijcie sobie jak było w Polsce kiedyś. Oczywiście wszystko zależy od człowieka. Są fajni i nie fajni. Najważniejsze, że „moja szklanka zawsze jest do połowy pełna”. W słońcu wszystko jest lepsze niż w rzeczywistości.

Czysta, ciepła woda

Czysta, ciepła woda

Oczywiście nie można jechać na wakacje z pakietem All i nie oczekiwać wieczornych animacji ! Szczerze powiem, że nigdy nie przepadałem za tego typu rozrywką. Pamiętam jak w Meksyku chłopak od ręczników przy basenie wieczorem był tancerzem, innym razem piosenkarzem a nie umiał ani tańczyć ani śpiewać ! I tak cała obsługa dzienna z hotelu wieczorem robiła za gwiazdy. Tutaj jest oczywiście cały zespół animatorów, który ma swój udział w wieczornych przedstawieniach. Wszystko to ludzie młodzi, większość mówi po angielsku w stopniu umożliwiającym porozumienie, ale… Och czyżbym była ta Kuba bez tych ale !!!!!!!!!!!!!  Niestety tak jak wszyscy, wykonują swoją pracę tak jak przyjęte jest to w krajach komunistycznych. Bez zaangażowania, polotu, radości życia. Trochę szkoda, bo choć cały tez zespól ludzi przebywa na terenie ośrodka od rana do wieczora to praktycznie ogranicza się do „odtwarzania” tego co jest na „rozkładzie jazdy”. Najwięcej energii za to poświęcają gdy skończą swoją pracę i ok. 23 pojawiają się w lobby barze namawiając na wyjazd do dyskoteki w „centrum”. Im ktoś bardziej wstawiony tym mocniej go „zapraszają” na zabawę przy muzyce kubańskiej, a potem „internacjonale” w dyskotece. Pewnie cos z tego mają, bo przez 14 wieczorów zawsze proponowali ta samą dyskotekę. Ponoć nie warto bo zabawa kończy się ok. 2 w nocy a ekipa „chętnych” nie wyjedzie z hotelu przed 24.00.Wracajmy jednak do „naszego” show Time !!! Główna scena znajduje się w części Coral, jak już pisałem to w Coral dzieje się wszystko, dlatego ja wolałem mieszkać w tej części. Choć oczywiście z części Sirenas jest również bardzo blisko. Miejsc siedzących jest dużo więc nie ma żadnego problemu. Nie trzeba iść wcześniej żeby zająć miejsce. No chyba, że ktoś sobie życzy pierwszy rząd.Oświetlenie całkiem faje ( naprawdę !!), nagłośnienie też przyzwoite (nawet trochę za głośno). Scena duża naprawdę bardzo fajna. Jedną z nielicznych osób „na etacie” którą koniecznie trzeba zobaczyć jest niziutki, ciemny piosenkarz (niestety nie pamiętam imienia, posługuje się pseudonimem). Poznacie go od razu bo nie ma chyba więcej wzrostu niż 1,50 !!! Ale jest naprawdę dobry i świetnie rozbawia publiczność. A jak tańczy salsę i merengo !!!!! Bomba. Widać, że lubi się bawić gdy publiczność się bawi. Po za tym ma dobry głos i ładnie śpiewa.

Biznes plażowy :)

Biznes plażowy 🙂

O godzinie 21.30 zaczyna się przedstawienie. No i tutaj byłem naprawdę zaskoczony!!! Przez 14 dni codziennie było coś innego. Nigdy nic się nie powtórzyło. Nawet jeżeli konwencja występu była podobna, to poszczególne elementy były zawsze inne. Duży zespól tancerek i tancerzy (większość tańczy bardzo dobrze). Naprawdę dobry poziom. Często występowały zespoły z zewnątrz. Myślę, że niezależnie w którym hotelu mieszkasz pewne elementy występów będą te same. pop prostu niektórzy artyści jeżdżą po różnych hotelach. Różnorodność przedstawień bardzo duża. Nie będę opisywał, bo sami zobaczycie. Mi bardzo się podobał zespół (właściwie cały wieczór), który grał typową muzykę afro-kubanską – czyli SON . Kuba to jedyne miejsce na świecie gdzie coś takiego można usłyszeć. Ta muzyka jest symbolem i esencją integracji wpływów afrykańskich, europejskich i afro karaibskich na wyspie. Jeżeli ktoś jedzie z dziećmi, które są odważne i nie wstydzą się publicznych występów jest również możliwość żeby dzieciaki wystąpiły w niektórych przedstawieniach. Fantastycznie to wygląda jak dzieci z różnych stron świata, poprzebierane występują obok siebie i nagle okazuje się, że mamy nie widać i jest dramat….. 🙂 Po show oczywiście pozostaje jeden kierunek… lobby bar… o 23.30 barmani chowają flaszki a o 24.00 bar jest zamknięty a pić się chce !!!!!! więc albo trzeba przenieść się do kolejnego baru (to ten czynny 24h, ale obsługa jest tragiczna i soki tak jak przy basenie z wody z kranu), albo ma się „zaprzyjaźnionego” barmana w lobby, który przyniesie całą butelkę rumu tak żeby starczyło do rana !!!!!, albo rusza się w ciemną noc na podbój Varadero………. Co kto lubi, przecież to Kuba, a moja szklanka jest zawsze do połowy pełna……… !!!!

Plaża

Plaża

Jeżeli ktoś lubi nurkować będzie zachwycony. W okół Varadero jest ponoć około 30 miejsc wartych zejścia pod wodę. Można wybierać rafy koralowe, nurkowanie nocą, podwodne groty itp. Ponoć najlepsze groty są w okolicach Cueva de Saturno na zachód od Varadero. Wiele hoteli prowadzi własne kluby nurkowania wystarczy wybrać się na spacerek plażą wypatrywać znajomej flagi wszystkich klubów nurkowych na świecie Najlepszy klub nurkowy o ile się nie mylę jest Centro Internacional de Buceo Barracuda na przystani Chapelin ( z tamtąd wyrusza większość wycieczek łodziami, katamaranami oraz obok jest delfinarium) można tam też wypożyczyć skutery wodne. Ponoć fajnie też nurkuje się w okolicach Playa Giron. Oczywiście te informacje są zasłyszane od tych, którzy nurkowali. Ja niestety od czasu gdy topiłem się podczas nurkowania w Grecji trochę się boję schodzić pod wodę .

Plaża

Plaża

Dla entuzjastów delfinów oczywiście w Varadero jest delfinarium. Są organizowane wycieczki, ale spokojnie można wybrać się samemu. Jest tyle fajnie, że delfiny nie pływają w basenach tylko w naturalnej lagunie Los Tainos. Dokoła bujna zieleń. Zawsze jest mi szkoda delfinów w basenach, tutaj wygląda to bardziej „ludzko”, choć woda jest ciemna. Ewentualnie można wybrać się na wycieczkę, która łączy np. rejs katamaranem na Cayo Congrejo i Cayo Blanco połączoną właśnie z wizytą w delfinarium. Na łodzi napoje bezalkoholowe i alkoholowe wliczone a na Cayo Blanco lunch – homar i krewetki – cena – 85 CUC, dzieci 64 CUC. Opcji z delfinarium jest naprawdę dużo. Kupicie w każdym biurze i ceny wszędzie takie same. Kuba ma ten plus że są 2 państwowe biura i ceny wycieczek są takie same w biurach jak i u rezydentów.

Sklepik plażowy

Sklepik plażowy

Plaże są cudowne. Wielkie i puste mimo 100% obłożenia hotelu. Możesz iść wtedy gdy chcesz i zawsze znajdziesz wolne łóżeczko do opalania. No chyba, że chcesz takie fajne niebieskie (są z materiału i miękko sie na nich leży )to musisz iść z samego rana tzn. ok 9.00 albo „zaprzyjaźnić” sie z chłopakami z plaży. Trochę gorzej jest na basenie po południu wszystko zajęte. Ale kto leży na basenie będąc nad takim morzem i na takiej plaży ? Co najwyżej posiedzisz w wodzie przy barze . W basenie obok baru jest takie podwyższenie, extra – siedzisz w płyciutkiej wodzie i sączysz drinka. Palm bezpośrednio na plaży nie ma, ale są parasole z liści palmowych więc nie ma problemu. Zawsze mieliśmy wolne, nawet jak „zwlekliśmy” się na plażę o 12.00. Plaża to tylko piasek drobny jak mąka. Samo morze generalnie daleko płyciutko, choć plaża jest tak duża, że w różnych miejscach jest różnie. Woda cudowna, choć nie tak ciepła jak w Meksyku (Pacyfik) czy Bali (Ocean indyjski). Dla mnie bomba bo chłodziła a jednocześnie znacznie cieplejsza niż nasz kochany Bałtyk. Idealna, tym bardziej, że odcinek przy Sol Sirenas należy do najładniejszych na Kubie, a wielu mówi, że na całych Karaibach !!!

Po sztormie

Po sztormie

Wietrzny dzień

Wietrzny dzień

Jeden komentarz do “Kuba full wypas?”

  1. Pięknie! a co do obsługi… chyba nie trzeba pracować ‚państwowo’ bo w innych kurortach typu Turcja itp również zdarzają się tacy, co pracują jakby z łaską 0 mimo tego, że pracują w miejscach, gdzie najprawdopodobniej jest to ich jedyny zarobek i to sezonowy. Oczywiście wszystko zależy od standardu hotelu ale zazwyczaj zależy od standardu człowieka 😉

Skomentuj